>> poniedziałek, 7 lipica 2008 11:33:34
-Richie ale ty jesteś tepy!! – wkurzył się Izzy – Mogłes z nia pogadać! Ale nie ta twoja durna mózgownica nie mysli!!
-…
-Tylko największy debil zaprzepaści taka szanse Nie rozumiem!! Jak możesz pozwolić odejść takiej dziewczynie?! Zastanów się za nim ja całkiem stracisz! –wydarł się chłopak - Kurwa, idiota!
-Spierdalaj! – wrzasnął Stringini – Co ci do moich spraw! Zajmij się sobą! Nie potrzebuje waszej zasranej pomocy. – Richie poszedł do swojego pokoju trzaskając przy tym drzwiami. –Pieprzony tchórz!! – Wrzasnął jeszcze Izzy do zamkniętych drzwi. Usłyszał huk roztrzaskiwanego szkła na drzwiach.
-Zostawcie mnie w spokoju!! – wydarł się.
-Dobrze zostawimy cie, a ty do końca życia będziesz siedział w tym pokoju i żałował ze kiedyś nie odważyłeś się powiedzieć PRZEPRASZAM! - Izzy zrezygnowany wrócił do kuchni.
Wszyscy zwrócili wzrok a niego a on usiadł i dopowiedział to czego nie usłyszeli w czasie kłotni. W któryms momencie do kuchni wszedł bohater sprzeczki.
-Gdzies się wybierasz?? – zapytał Jay widzac w jego dłoni kluczyki do samochodu.
-Nic ci do tego. – odburknął Richie
-Młody uspokój się. – odpowiedział mu brunet. – Gdzie jedziesz?
-Nie wiem. – powiedział Stringini i już bez słowa pożegnania wyszedł.
-Jak mu się cos stanie? – zaniepokoiła się Inga
-Miejmy nadzieje ze nie. – stwierdził Izzy.
***
Richie wsiadł do swojego porsche i ruszył z piskiem opon. W myślach szukał najpiękniejszego wspomnienia związanego z nią. Jej usmiech na dzień dobry.
Jej dłonie czule dotykające ciała. Ciepłe usta na rozpalonym czole.
Na wspomnienie intymnych chwil jego twarz rozjaśnił krótki uśmiech.
A teraz to wszystko miało przepadną. Był zły na siebie. Na własna głupotę.
Na szybkościomierzu strzałka zawędrowała ku 100 km/h i wciąż szła do góry.
Richie wyjechał z miasta i błądził podmiejskimi szosami. Przed nim wlókł się jakiś samochód. Richie zaczął wyprzedzać. Nagle naprzeciwko pojawił się inny samochód.
Chłopak zaczął hamować, ale auto wciąż jechało prosto na niego. Nie mógł zjechać na lewy pas, bo wciąż nie wyprzedził tamtego samochodu. Wobec tego zrobił ostry skręt w prawo. Stracił panowanie na kierownica. Uderzył w barierkę oddzielająca drogę od pola. Samochód przeleciał nad ogrodzeniem. Samochód kilka razy przekoziołkował i uderzył w drzewo…
***
Maria… Kłótnia… Samochod… Wypadek… Ból…
Myśli biegały po jego głowie. Skrawki wspomnień łączyły się ze sobą. Słyszał jakieś głosy. Nie wiedział skąd dochodziły. Widział kolorowe świtała. Usłyszał głos syreny. Nie wiedział ci się działo. Czuł ze ktoś go dotyka. Ktoś go podniósł. Znalazł się na czymś twardym. Poczuł ukłucie w ramie. Chciał się poruszyć. Nie miał siły. Chciał coś powiedziec. Utrudniało mu to cos w gardle. Po chwili zrobiło się cicho… kolorowe światła zniknęły. Teraz było tlyko ciemno…
***
Richie otworzył jedno oko i natychmiast je zamknął. Przez jego czaszkę przeszedł potężny ból. Czuł jakby ktoś walił młotem we wnętrzu jego głowy. Ktoś coś do niego mówił. Spróbowal znow otworzyć oczy. Tym razem ból był mniejszy a obraz mniej rozmazany.
Zobaczył jasny pokój. Promienie słoneczne wpadały do pomieszczenia przez wielkie okno. Było już około południa. Przy jego łóżku stała jakas postać.
-Witamy wśród żywych – powitał go lekarz. – Miał pan dużo szczęścia. Samochód wytracił prędkość na koziołkowaniu i uderzenie w drzewo nie było takie mocne. Pamięta pan co się stało? – zapytał. Richie kiwnął glową. – A pamięta pan jak się pan nazywa?
-Richie Stringini – wymruczał blondas - Karl Liebknecht Strasse. Hotel Radisson Sas.
-Chyba nie jest z paniem tak źle - Usmiechnął sie lekarz. – Ma pan wstrząs mózgu. Złamna reke i trzy pęknięte żebra. Jak na taki wypadek to można powiedzieć ze nic się panu nie stało.
-Chce wyjść. – stwierdził Richie.
-Na razie jest to nie możliwe. Musi pan zostac na obserwacji.
-Muszę wyjść – chłopak nie zamierzał słuchać lekarza. – Powiadomiliście kogoś ze tu jestem?
-Jeszcze nie ponieważ nie znaleźliśmy przy panu żadneg numeru ale możemy to robić teraz.
-Nie trzeba. Za ile mogę wyjść? – drażył temat Richie.
-Uparty pan jest. Za pare godzin dostanie pan wypis. Proszę teraz odpoczywać. – lekarz wyszedł a Richie został sam w pokoju. Spojrzał na reke w gipsie. Tylko tego mu teraz brakowało. Na szczęscie to prawa. Jego samochód pewno nadaje się na zlom. Głowa cały czas ćmiła tepym bólem. Każdy ruch sprawiał ból. Czuł opuchniętą twarz. Pewno wygladam jak Frankenstein, pomyślał. W domu się pewno martwią. Niech się troche pomartwią. Chciał stad wyjśc. Postanowił ze od razu po wyjściu pojedzie do Marii. Czuł ze potrafi ja przeprosić. Ostatnia rzecz o której pomyślał przed utratą przytomności była reakcja Marii na wiadomośc o jego śmierci. Odpędził od siebie te straszne mysli. Usiłował usiąść na łóżku. Syknął z bólu ale podniósł się do pozycji siedzącej. Zakręciło mu się w glowie i znów opdła na poduszkę. Uznał ze nie będzie w stanie sam wyść ze szpitala. Poczeka na ten cholerny wypis…
***
-Jego telefon jest wyłączony. Nie ma z nim zadnego kontaktu. – Izzy po raz dziesiaty dzwonił na komórke Richego.
-Coś musiało się stać – przeraziła się Inga
-A może coś mu się odwidziało i pojechał do Marii. – stwierdził Chris
-Zadzwonie do niej. – Suzy wykręciła mumer do przyjaciółki – U Marii też go nie ma – powiedziała po skończonej rozmowie.
-Poczekajmy może niedługo wróci. – powiedział Izz – A potem obdzwonimy wszystko co się da.
***
Richie dłygo nie wytrzymał po półtorej godziny bezczynnego leżenia i rozmyślana o niczym, chłopak wstał z łóżka ubrał się i wyszedł ze szpitala. Zaraz po wyjściu złapał taksówke. Podał adres Marii. Wstapiła w niego siła (jaki głupi tekst). Po drodze układał sobie co powie.
-A pan co? Po mordzie dostał?? – zapytał go czarnoskóry kierowca taksówki
-Miałem wypadek. Az tak widac?
-Spojrz pan na siebie – mężczyzna podał mu lusterko schowane w skrytce. Richie popatrzył na siebie. Pod lewym okiem zielony siniak. Pod prawym limo zaczęło się już robic fioletowe.
-Kurwa – mruknął chłopak. Środki przeciw bólowe przestawały działać. Pęknięte żebra dawały o sobie znać. – Dziekuje to tu. Ile płace?
-12Euro – Richie zaczął grzebać po kieszeniach dżinsów - Mam tylko 10. Proszę chwile zaczekać. – Chłopak wysiadł z samochodu i syczac z bólu skierował się w strone furtki.
Zobaczył ją w ogrodzie. Bawiła się z małym chłopcem.
-Fifi, uważaj!! – krzyknęła kiedy chłopiec zaczął za wysoko się huśtać. Raptownie chłopiec zeskoczył z huśtawki i zaczął biec w stronę Richiego.
-Maija!!! Zobacz kto psysedł!!
-Filiph!!! Czekaj!! – Zwołała dziewczyna. Chłopiec nie posłuchał tlyko przybiegł do Richiego i przytulił się do jego nogi. Maria zobaczyła Richiego i znieruchomiała. Powolnym krokiem podeszła do bramy…
***
Filiph zobaczyl kogoś przy bramie i pobiegł nie pytając się czy może. Mój pięcioletni brat chwilami był nie do zniesienia. Podnosłam głowe i zamarłam. Fifi przytulał się do nogi Richiego. Podeszłam do ogrodzenia. Przeraziłam się jego widokiem. Podbite oczy, ręka w gipsie. Z grymasu twarzy widziałam ze go coś boli.
-Filiph idz do domu. Mama da ci coś słodkiego. – powiedziałam i popchnęłam małego w strone domu. Stanęłam naprzeciw chłopaka. Patrzył na mnie zrozpaczonym wzrokiem. Podniosłam reke i dotknęłam palcami jego policzka.
-Co się stało? – szepnęłam.
-Przepraszam – powiedział tylko. – Tak bardzo cię przepraszam. – po jego policzku popłynęła łza mocząc moja palce. Otarłam ja delikatnie. Skinęłam głową. – Jestem taki tepy – szepnął.
-Ciii… - ujęłam jego zdrową dłoń.
-Kocham cię. – dodał. Popłakałam się i przytuliłam go mocno. – Aaaał – jęknął. Oderwałam się od niego
-Przepraszam, nie chciałam. – powiedziałam przez łzy. – Ja też cię kocham – szepnęłam całując lekko jego usta. Richie oddał pocałunek ze zdwojną siłą. Całowaliśmy się jak szaleni, odrabiając stracone dwa tygodnie. Ocudził nas dźwięk klaksonu.
- Brakuje mi dowch euro żeby zapłacić taksówkarzowi. – powiedział Richie. Zaczęłam się smiać. Podbiegłam do taksówki i z kieszeni dżinsów wyjęłam 5euro.
-Proszę dla pana za fatygę – posłałam mu szeroki usmiech.
-Dziekuje mała – kiwnął głowa meżczyzna i odjechał. Wrociłam do Richiego.
-Chodź do domu – wzięłam go za reke.
-Powoli proszę – powiedział blondyn i ruszył za mna pomału
-Co ci się stało? – zapytałam – Szczerze mówiąc wygladasz okropnie. – pomogłam mu wejść po schodach
-Rozwaliłem samochód. – przyznał. – Ktoś mi zajechal droge. Walnąłem w barierke przeleciałem przez nia i wylądowalem na drzewie,
-Boże, Richie powinieneś być w szpitalu. – przestraszyłam się.
-Nic mi nie jest. Wazne ze jestem z tobą, tutaj. – pocałował mnie. Przytuliłam go lekko. Raptem jego ciało zesztywniało. Starałam się go przytrzymać ale razem opadliśmy na parkiet w holu mojego domu.
-Richie! Richie!! – wrzasnęłam do nieprzytomnego chłopaka. –Richie co ci jest??? Richie, kotku! – nie wiedziałam co robić. – MAMO!!!! – krzyknęłam rozpaczliwie. Moja mama po chwili była przy nas.
-Co się dzieje? – zapytała. Opowiedziałam jej o wypadku. – Zadzwonie po karetke. – Oddaliła się na chwile.
- Będzie dobrze. – szeptałam. Wsunęłam ramie pod jego głowe. Drugą reka głaskałam policzek. Chwila szczęścia ulotniła się całkowicie. Byłam przerażona, blondyn zbladł a temperatura jego ciała strasznie spadła
-Kocham cie, będzie dobrze...
***
Przepraszam za to ze jest takie beznadziejne...
Przepraszam za to ze jest krótkie...
Przpraszam ale zawieszam bloga...
To już bezsensu...
Nie mam weny, fazy na us5...
Przykro mi...
Może kiedyś jeszcze coś napisze...
Teraz zajmuje sie drugim opowiadaniem:D
ZAPRASZAM!!! www.lost-souls.blog.onet.pl

komentarze [19]

Rozdział 31 - Brak tytułu.. >> poniedziałek, 23 czerwca 2008 14:36:01
-Maria przestań sie złościć na niego. Wszyscy mamy już dosyć jego humoru. – usłyszałam głos Izziego w komórce.
-Nawet nie przeprosił. Nie mam zamiaru sama wyciągać ręki na zgodę. To on zawinił.
-On mówi to samo. – Izzy westchnął. - Nie rozmawiacie już ze sobą od prawie dwóch tygodni. Długo tak jeszcze będziecie??
-Aż mnie przeprosi – byłam nie ugięta chociaż już zaczynałam czuć wzbierające sie w moich oczach łzy.
-A jak nie przeprosi?? – zapytał Iz.
-To nie wiem – rozpłakałam się. Tęskniłam z Richiem. Ale on przegiął. Zostawiając mnie tam i odjeżdżając bez słowa. Często mu sie zdarzały takie odpały. Ale nigdy aż tak nie przesadził. Zrobiłam mu to samo co on mnie. Myślałam ze zaraz przyleci przepraszać jak to miał w zwyczaju. Ale on od dwóch tygodni sie nie odezwał. Mogłam odebrać ten telefon gdy zadzwonił jedyny raz.
-Maria. Przestań płakać. – Odezwał się chłopak po krótkiej chwili. – Nie spróbujesz odezwać sie pierwsza??
-Nie. Ja nic nie zrobiłam to dlaczego ja mam go przepraszać??
-Jak każde z was będzie tak sądzić to nigdy sie nie pogodzicie. Słuchaj muszę kończyć. Olivier płacze, a Inga wyszła. Może wpadniesz do nas niedługo??
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł. Nie chce go spotykać.
-Nie będzie go. Jeszcze do ciebie przedzwonię. Trzymaj sie mała – rozłączył sie nie czkając na moja odpowiedź.
-Cześć. – Zostałam sama ze smutnymi myślami. Od dwóch tygodni jestem w domu. Znowu stary pokój. Samotne noce. Płacze. Dużo płacze...
***
-Richie kretynie. Takie to trudne pójść do niej i przeprosić?? Albo chociaż napisz smsa. – Chris krzyknął przez drzwi do Richiego. – I może byś mi otworzył??
-Spadaj. Chce być sam.
-Tak nie rozwiążesz problemu. Wyjdź stad wreszcie!! Nie możesz całe dnie siedzieć w pokoju!! Za półtora miesiąca jedziemy do Amerki!! Musimy być przygotowani.
-Mam to w dupie! – odkrzyknął mu chłopak z pokoju. –Ona nawet nie będzie chciała mnie słuchać.
-Skąd wiesz??
-Wiem bo przegiąłem. Ona pewno nie chce mnie znać...
-A przekonałeś sie o tym??
-Nie i nie musze.
-Dobra siedź sobie w swoim pokoju. Zamartwiaj się. Ale nie obarczaj nas wszystkich swoja głupota. Wszyscy wiedza ze przegiąłeś. Ale przecież sie kochacie. Ona na pewno czeka na przeprosiny. – Chris odszedł.
-Jestem idiotą!!!!!!!!!!! – Richie warknął na siebie i rzucił poduszką w ścianę. Już dziesięć razy zaczynał pisać smsa z przeprosinami. Żadnego nie wysłał. 20 razy wykręcał numer do dziewczyny. Zawsze wyłączał sie przed pierwszym sygnałem. Znowu usłyszał pukanie.
-Mogę wejść?? -To Suzy.
-Jeśli chcesz mi prawić kazania na temat mojej głupoty to nie.
-Nie, chce porozmawiać.
-I znowu mi powiesz że powinienem ją przeprosić??
-Wpuść mnie to wtedy ci powiem. – Chłopak podszedł do drzwi i otworzył zamek.
-Wchodź ale nie patrz na bałagan. – Na podłodze walały sie ciuchy. Na stole leżały brudne talerze z kuchni. Łóżko rozwalone. A Richie w samych bokserkach i starej koszulce.
-Boże jak brudno – przeraziłam sie.
-Miałaś nie patrzeć. -Chłopak walnął sie na łóżko – Usiądź jak znajdziesz jakieś czyste miejsce.
-Richie ogarnij sie jakoś... Wyjdź do ludzi... – powiedziałam do niego. – Przede wszystkim musisz ja...
-Tak wiem. Muszę ja przeprosić. – przerwał zdumionej Suzy. – Nie potrafię.
-Ale przecież już ja przepraszałeś tyle razy.
- Wiem. Ale kiedyś to były jakieś głupstwa. A teraz przesadziłem. Nie wiem dlaczego, boje się. Boje się jej reakcji. – schował twarz w dłoniach.
-Musisz spróbować. Ale przede wszystkim masz tu posprzątać i wyjść na światło dzienne. – Suzy wstała i odsłoniła brzoskwiniowe rolety wpuszczając do pokoju gorące promienie słoneczne.
-Ale razi – Richie zasłonił reką oczy.
-Ruszaj się. – czekamy na ciebie z obiadem.
***
-Weszłam do mieszkania w którym spędziłam tyle wspaniałych chwil. Nie byłam tu dwa tygodnie a miałam wrażenie ze minęła cała wieczność.
-Super ze jesteś. – przytuliła mnie mocno Suzy – Chodź do kuchni. – Pociągnęła mnie do pomieszczenia. Wszyscy powitali mnie wesoło.
-Czego się napijesz?? – zapytał Jay
-Czegoś mocniejszego – uśmiechnęłam się lekko.
-Łoo… Proszę bardzo. – wstał i zrobił mi drinka.
-Pycha – spróbowałam niebieskiego płynu. – Chris jak się czujesz??
-Całkiem nieźle. Nic mnie nie boli tylko została mi ta wstrętna blizna.
-Mężczyźni z bliznami sa sexy. – pocałowała go Suzy.
-A psychicznie? To było straszne przeżycie.
-Czasem miewam koszmary. Ale już coraz rzadziej. – wszyscy umilkli.
-Maria a ty? Jak się trzymasz? – Zapytał po chwili ciszy Izzy.
-Źle ale nie chce o tym teraz gadać. – Westchnęłam.
-A kiedy? Kiedy już nie będzie szansy żeby naprawić to co się zepsuło?
-Ale co ja mam zrobić?? Sama go przeprosić??
-Porozmawiaj z nim! On się boi ze mu nie wybaczysz. Nie czekaj aż jemu się cos odwidzi i odważy się przeprosić. – Wtrąciła Inga, która właśnie weszła do kuchni. Przywitałam się z nią.
-A czy będzie chciał?? – Zwątpiłam – On wie ze tu jestem?
Chris przecząca pokręcił głową.
-No to świetnie! Gdzie on w ogóle jest? – Zapytałam poirytowana
-A kto to wie?? Wyrzuciliśmy go z domu pod pretekstem przewietrzenia się i rozruszania.
-Czyli on w każdej chwili może wrócić?!
-Właściwie tak – stwierdziła Suzy
-O to świetnie! – Wstałam i ruszyłam do wyjścia. – Wychodzę!
-Zostań! – zawołał za mną Izzy
-Nie chce go spotkać – krzyknęłam i otworzyłam drzwi wejściowe. Zaniemówiłam. Moim oczom ukazał sie Richie. Nasz wzrok się spotkał. Przez chwilkę staliśmy i wpatrywaliśmy się w siebie.
-Richie – szepnęłam w końcu.
-Co ty tu..
-Zostałam zaproszona. Właśnie wychodzę – przerwałam mu.
-Ale…
-Maria, czekaj! – znowu ktoś przerwał Richiemu wypowiedź. Izzy wpadł do pokoju. – Zostań! – powiedział – O! Richie… Eeeee… Pewno chcecie zostać sam na sam?
Wracam do reszty.
-Nie! – zatrzymałam go. Sama nie wiedziałam dlaczego to zrobiłam. Chciałam z nim porozmawiać ale bałam się zostać z nim sama w pokoju.
-No właśnie i tak Maria już wychodziła. – mruknął Richie. Popatrzyłam na niego z niedowierzaniem. Zwróciłam wzrok w stronę równie zaskoczonego Izziego.
-Tak ja już ide. – cmoknęłam Izza w policzek. – My chyba nie mamy o czym rozmawiać. – powiedziałam do Richiego. Chłopak nic nie odpowiedział. – To pożegnaj ode mnie reszte – powiedziałam lekko załamującym się głosem. Ostatni raz spojrzałam na blondyna.
Jego twarz była niewzruszona ale oczy wyrażały zupełnie coś innego… Wyrażały ból samotności…
***
Wreszcie zmusiłam się do napisania czegoś… Wiem ze jest beznadziejne…
Sorki… Nie wyszło mi i teraz nie wiem jak wybrnąć ze tej sytuacji może piszcie jakieś pomysły w komentarzach.
Nie umiem poprawić tego ze tekst wystaje;(

komentarze [17]

Rozdział 30 - Przegiąłeś!!! >> czwartek, 29 maja 2008 21:26:52
Zeskoczyłam z łóżka i wylądowałam na śpiącej Suzan. Dziewczyna odbudziła się i wstała łapiąc się za bolącą głowe
-Oooo nie!! Tylko nie kac! – powiedziała. –Co ty rob… - widzac swojego nagiego chłopaka przytulonego do Richiego umilkła. Popatrzyła na mnie z niedowierzaniem. – Jezu!! Boże… Co to ma znaczyć?? Chris!! Chris!!! Wstawaj!!! – potrząsnela go za ramie – Chris!!! – Wrzasnęła. Ja stałam gapiąc się na nich. Nagle do pokoju wszedł Izzy
-Witam!! Jak się spało. – Wytrzeszczył oczy na chłopaków i na nas. – Co im??? Czemu oni sa goli??
-A skąd mamy to wiedziec???? – wydarłam się na niego –Richie wstawaj!!!
-Co się dzieje?? – powiedział zaspany Chris – O mein gott!!!! Ooo scheiße!!!! – Wyskoczył z łóżka zakrywając swoja nagość kołdrą. – O kurwa!!!. – Chris był troszke pzerazony.
-Dziewczyny wyjdzcie z pokoju. – rozkazał nam punk
Izzy z rozbawieniem patrzył na zdezorientowana minę Richiego, który tarł zaspane oczy.
-O co chodzi?? – zapytał. Spojrzał w dół i Izzy zobaczył to samo w jego oczych co przed chwilą miał Chris. – Ja pierdole!!! Co my??? – zasłonił się prześcieradłem – Co się gapisz!!! Jak to się kurwa stało!!!
-Ty idioto!! Musiałeś się tak upić!??! – Watrin wrzasnął na Ricza
-A ty niby się nie upiłeś??? – odwrzasnął mu chłopak
-Uspokójcie się!!! Jak to się stało że wy w ogóle jesteście nadzy!!
-Myślisz ze pamiętamy!!??
*** 20 minut później
-Nie mogę z was chłopcy – smiałam się na całe gardło – No przyznajcie się ile wypiliście??
-Dużo – burknął Richie – Duzo za dużo…
-No tak Richie dobrze mówi. Troche za duzo. – ze smiechem stwierdził Chris
-Ale ja nie rozumiem co wy zrobiliście ze rozebraliście się do naga??
-Nie wiem!!! – powiedział Chris. Richie przytaknął.
-Pamiętam że się razem kapaliście od prysznicem – stwierdziła poważnie Suzan i zaraz wybuchła śmiechem widząc twarze blondasów.
-Ciebie to smieszy?? Czy… czy myśmy robli coś wiecej niż tlyko się kapali?? – zapytał z rozpaczą Chris i sam się roześmiał.
-Nie… Chyba nie… - powiedziałam i znowu wybuchłam śmiechem.
-Przestań. Mnie to nie smieszy!! – wkurzył się Richie – Nie żebyś widziała gołą pałe Chrisa!! A Suzy mnie!! To wcale nie jest smieszne!
-Ale to nie były nie miłe widoki – spojrzałyśmy na siebie z przyjaciółka i znowu zaczęłyśmy się smiać
-Ale Cameron!! Nie martw się!! Jak ci stoi to nie jest z Tobą tak źle!! – powiedział Izzy wywołując salwe smiechu w pokoju. –Aaaałl!! – chłopak wrzasnął kiedy dostał z pięsci w glowe. – Uspokój sie koleś! Przecież to tylko zarty. Nie umiesz się śmiać sam z siebie??
-Jakoś widać nie! – Richie wyszedł z pokoju trzaskając drzwiami.
-Gbur – mruknął Izzy
-I znowu musze go tu ściągać – powiedzialam cicho i poszłam za nim.
***
-Richie, przestan się wkurzać – znalazłam go w holu hotelu.
-Mam dośc ciągłego śmiania się ze mnie. Izzy tylko to potrafi robić dobrze. – burknął – A ty tym bardziej nie powinnaś tego robić.
-O rany! To były tylko zarty. – podkreśliłam tylko. – To nie tyczy się rzeczywistości.
-Ale mnie te żarty nie smieszą. Bardzo ci by było miło jak byś obudziła się naga obok Suzy??
Mnie nie było!
-Nie wiem jak bym się zachowała. Powinienieś to przyjąc troche bardziej na luzie. To co sie stłąo już sie nie odstanie.
-Jakoś nie umiem sie wyluzować.
-To może spróbuj chociaż?? – pogłaskałam go po dłoni. Blondyn nic nie odpowiedział.- Wracaj ze mną! Nie będziesz tu siedział sam.
-Mam ochote to będę siedział. A ty możesz sobie wracac. Śmiejcie się dalej ze mnie. Będzie wam wesoło. Bo jaki to Richie jest śmieszny! Cha cha cha! – powiedział z sarkazmem
-Richie proszę cie! Co ty wymyślasz? Większych bzdur nie mogłeś wymyslic??
-Idź już lepiej. – wyrwał swoją dłoń. – Chyba nie chcesz siedzieć tu z takim gburem. Nie bedziesz tutaj miała sie z czego pośmiać.
-Faktycznie pójde. Nie moge słuchac tych durnot. – westchnęłam - Jaki ty jesteś ciezki do zrozumienia. – mruknęłam i wstałam z krzesła – Zstanów się to może ci przejdzie ta bezsensowna złość. – Chciałam pocałować go w policzek ale on odwrócił głowe.
-Wiesz co?? Zaczynam mieć dosyć tych twoich fochów. To się zaczyna robić nudne.
-Może ja też już jestem dla ciebie nudny??
-Błagam! Nie zaczynaj insynuować tych bzdur! – wkurzyłam się – Daruj sobie. – odeszłam szybkim krokiem
Wróciłam na góre do reszty.
-I co?? – zapytał Izzy
-Nic. Znowu coś sobie ubzdurał. Niedługo mu przejdzie. – zmieniłam temat i po chwili zapomniałam o kłotni na dole. Straciłam rachubę czasu i kiedy spojrzałam na zegarek okazało się ze jest już po trzeciej po południu.
-Cholera! Musze wracać do domu. Na 18 umówiłam się z mamą. Dawno się nie widziałyśmy. Ide poszukać tego barana. Moźe się już od obraził.
Weszłam do pokoju w którym były nasze rzeczy. I tu mnie zatkało. Brak rzeczy Richa i kartka na łóżku. ,, Wrociłem do domu.,, Tylko tyle. Te trzy słowa.
-Idiota! – wrzasnęłam. Wyciągnęłam komórke i napisałam tylko. ,,PRZEGIĄŁEŚ!!,,
Wsciekła poszłam do pokoju Jaya. Otworzyła mi Maya w samym ręczniku.
-Eee… Przeszkadzam?? – zapytałam
-Nie, wchodź. Jay zszedł na dół na kawe. Ale coś się stalo??
-Ten idiota zostawił mnie i wrocił do domu sam!
-Kto?? Richie??
-Tak. Wkurzył się bo Izzy się z niego śmiał. Pokłóciliśmy się. Właściwie to często się kłocimy ale tego się po nim niespodziewałam.
-Ale... Trudno mi w to uwierzyć
-Mi też.
-Jak chcesz to mozesz wrócić z nami. Niedługo sie zbieramy.
-Dzięki. Chętnie. Nasze młode małżeństwo jeszcze zostaje? - Usmiechnęłam sie na wspomnienie wczorajszego wieczoru. Pochwili do głowy wrócił mi Richie i na twarz powrócił grymas złości - Nie wiem co mu zrobie jak go zobacze. Jak on mógł mi tak zrobić! – byłam wsciekła i zmęczona ciąłymi kłotniami. – Jeszcze sie policzymy. – Już wiedziałam co zrobie.
***
Richie wszedł do własnej sypialni. Zamyślił sie. Chyba źle postąpił zostawiajac ja tam. To bylo chamskie i wredne. Gdy Maria wróci od rodziców musi ja przeprosić i jakoś wynagrodzić swoje głupie zachowanie. Nagle spostrzegł że w pokoju jest jakoś czysto i pusto. Brak ciuchów Marii i jej rzeczy zakuł go w oczy. Na łóżku zobaczył kartke. ,,Wróciłam do domu”... Chłopak przetarł oczy ze zdziwienia.
-Nie to nie możliwe... – wykręcił numer swojej dziewczyny. Nie odbierała...
***
Dziś dedykacja dla Martusi która ma urodzinki!!! Wszystkiego najlepszegooooooo!! ;*;*;*;*

komentarze [14]

Rozdział 29 - Powinnaś częściej tyle pić... >> środa, 14 maja 2008 14:52:15
…-Zamknij się! – złapał ja za ramię i szarpnął w swoja stronę - Zrozum to, że to koniec!! Nic już nas nie łączy! Może tylko wspomnienia!! Zaprzepaściłaś szanse na nasz związek!! Trzeba było wcześniej mu powiedzieć!!! – wrzasnął na nią.
-Jay proszę!! Daj mi naprawić błąd - zaszlochała
-Przestań!! Tracisz czas!! – krzyczał – Nie naprawisz błędu.
-Co tu się dzieje?? – zapytała Maya wchodząc do ogrodu.
-Nic. – Jay puścił ramię byłej dziewczyny
-Rozmawiamy. – powiedziała Agata. – Możesz zostawić nas samych?? Nie powinno cię interesować co tu się dzieje. To sprawa między mną a Jayem
-Jay jest moim chłopakiem i jego problemy są też moimi problemami. A widzę, ze z tobą ma duży problem.
-Powtarzam, ze to nasza sprawa i ty nie musisz nic wiedzieć. – fuknęła na Maye Agata
-Ona wie – powiedział Jay
-Co?? – zdziwiła się Agata
-Ona wie wszystko. Powiedziałem jej. Właściwie dzięki tobie się poznaliśmy. Tylko za to mogę ci podziękować.
-Teraz to trochę przesadziłeś!!!
-Ani trochę – ze smutkiem stwierdził brunet – Dalej masz zamiar powiedzieć wszystko Nickeyowi?
-…
-Nie uważasz, że nie warto już teraz nic mu mówić?? – stwierdziła Maya – Jeśli mu powiesz zostaniesz sama. A teraz masz przynajmniej jego. – powiedziała z zajadliwą uprzejmością.
-Odczep się! – Agata ze złością wróciła na sale.
-Nike. Wychodzę. Źle się czuje – skłamała.
-Ale.. – nie dokończył bo dziewczyny już nie było. – Czekaj idę z Tobą!!! – krzyknął i pobiegł za dziewczyna nie żegnając się z nikim.
-Agata!!! Zaczekaj!!! Co się stało?? – Nike dobiegł do dziewczyny i zatrzymał ją.
-Nic – powiedziała ze łzami w oczach – Zostaw mnie. – poszła w stronę samochodu
-Jak to nic!! Przecież płaczesz!! – przytrzymał ją i zwrócił jej głowe w swoją strone.
-Nickey, przepraszam – rozpłakała się i mocno przytuliła do ciała chłopaka – Nie chciałam cię zranić… - zaszlochała
-Ale co?? Czy mnie miałaś zranić. – zaniepokoił się chłopak
-Nie możemy wziąć ślubu. – powiedziała i patrząc mu w oczy czekała na jego reakcje
-Słucham?? Jak to nie możemy wziąć ślubu??
-Nooo.. Nie wiem jak ci to powiedzieć. No, ja i Jay. Mieliśmy… Boże jak to głupio brzmi.
-Co mieliście?? – krzyknął kiedy dziewczyna usiłowała powstrzymać płacz
-No, romans!! Ja go kocham!! Po prostu!!
-A mnie już nie?? – zapytał ze złością pomieszaną z rozpaczą
-Chyba tak – załkała. Nike nie wiedział co powiedzieć.
-Agata… Nie mogę uwierzyć. Od kiedy to trwa??
-To jest nie ważne!!
-Ważne! Chce wiedzieć ile czasu mnie oszukujesz!!! – wrzeszczał na nią
-Proszę nie krzycz!! Nie pamiętam, prawie od samego początku!
-Dałem ci wszystko co chciałaś a ty mi się tak odpłacasz?? – odepchnął ja i wyciągnął telefon aby zadzwonić po taksówkę.
-Przepraszam – Agata wciąż płakała – Tak bardzo cię przepraszam…
-Odwiozę cie do domu. Masz czas do jutra żeby zastanowić się jak chcesz zabrać rzeczy z mojego mieszkania. Musimy powiadomić rodzinę że ślubu nie będzie.
-Co teraz zrobisz?? Przecież on ma dziewczyne?? Wróci do ciebie?? – zapytał Agatę Nike już w taksówce.
-Nie wiem. Już nic nie wiem… - szepnęła…
***
-Richie, przestań – usiłowałam zdjąć rękę mojego chłopaka ze swojego kolana.
-Masz piękne nogi, wiesz??? – jęknął – Daj buziaczka…
-Słucham?? Jesteś pijany, nie zbliżaj się do mnie!
-Ale zobacz, przebrałem się!! – wskazał na swoje dżinsy i biała koszule i czarną marynarkę. – Już nie wyglądam jak pedał!! – roześmiał się – Zatańcz ze mną! – pociągnął mnie na parkiet.
-Zaraz się wywalimy – roześmiałam się bo sama nie byłam do końca trzeźwa.
-Nie pozwolę się wywalić mojej księżniczce – szepnął mi do ucha. W tym momencie melodia zmieniła się w jaką przyjemną wolną balladę. Rysiu objął mnie w pasie a ja przytuliłam się do jego klatki piersiowej. Musnęłam ustami jego szyję. Poczułam jego rękę na swoim pośladku. Drugą głaskał moje plecy. Uniósł mój podbródek i złożył na ustach lekki pocałunek. Czuć było od niego jakimś słodkim czekoladowym likierem. Świat znowu stawał w miejscu. Jak zawsze kiedy czułam jego bliskość. Zapragnęłam nagle zostać z nim sama, bez gapiów. Tylko my dwoje. Oderwałam się od niego gwałtownie i pociągnęłam w stronę wyjścia z sali. Wesele odbywało się w hotelu pod Berlinem, były więc wolne pokoje bo Izzy zarazerwował caly hotel. Nie było żadnego portiera. Trochę otępiona alkoholem a trochę pożądaniem zabrałam klucz do jednego z pokoi.
-Co ty wyprawiasz?? – zapytał ze śmiechem Richie, kiedy znaleźliśmy się pod pokojem z numerem 69 a ja drżącymi rekami usiłowałam otworzyć drzwi. – Daj. – zabrał mi kluczyk i sam to zrobił. Wpadliśmy do pokoju namiętnie się całując. Natychmiastowo rozebrałam go tylko do bokserek. Sama wciąż miałam na sobie sukienkę i szpilki.
-Laleczko, jesteś dzisiaj jakaś… Inna?? – zdziwił się Richie
-Już nie mogłam wytrzymać. – mruknęłam z siebie nie przerywając całowania każdej części jego ciała.
-Powinnaś częściej tyle pić – rozpiął moją sukienkę która opadła na ziemię. Pod sodem miałam tylko biały koronkowy stanik prezent od niego. Richie popatrzył na mnie z niedowierzaniem.
-Nie... Nie założyłaś majtek??? – wydusił z siebie. – Przez ostatnie 8godzin siedziałem obok ciebie, tańczyłem z Tobą i nie wiedziałem ze nie masz na sobie TEJ części stroju???
-Gdybyś wiedział już dawno byś mnie zgwałcił – zaśmiałam się i podeszłam do niego. Richie popchnął mnie na lóżko i zaczął całować brzuch i drażnić sutki przez cienki materiał bielizny. – Nie wierze, moja droga, nie wierze!!! – ugryzł mnie w ucho – pisnęłam a on zamknął mi usta pocałunkiem. Zaczęliśmy całować się jak szaleni. Przeturlałam się i teraz to ja siedziałam na nim. Widząc jego proszący wzrok nie odczuwałam wstydu. Richie uśmiechnął się szeroko kiedy przyszpiliłam jego ręce do łóżka i pochyliłam się nad nic.
-Mrrrau… - mruknęłam mu do ucha.
-Drapieżna jesteś jak tygrys – roześmiał się i usiłował mnie polizać.
-Nie, nie, nie. – pokiwałam palcem i zaczęłam pieścić językiem
Jego klatkę piersiową i brzuch. Zostawiłam ślady zębów po leciutkich ugryzieniach na jego szyi. Wróciłam do ust. Pozwoliłam aby językiem obrysował kontur moich ust. Puściłam jego ręce a on natychmiast rozpiął mi stanik i zaczął całować piersi. Cicho westchnęłam
-Uwielbiam to – szepnął
-Co?? – pogłaskałam go po policzku.
-Kiedy tak wzdychasz. To jest takie seksowne – znów mnie pocałował.
-Ty jesteś seksowny – zamruczałam. Zaczęliśmy powoli i delikatnie. Zaraz przyspieszyliśmy i nabraliśmy zawrotnego tempa. Po paru chwilach spocona i zmęczona leżałam na nim i bawiłam się jego lewym sutkiem
-Ej! – szturchnęłam go słysząc , ze jego oddech powoli staje się spokojny i miarowy – Nie śpij. Musimy wracać na dół.
-Mmmmm… - mruknął i przytulił mnie mocniej do siebie
-Wstawaj – zerwałam się i pociągnęłam go za sobą.
-Co robisz?? Tak dobrze było – zasmucił się
-Schodzimy na dół!! – zaczęłam się ubierać. Alkohol nie do końca wyparował i lekko się zachwiałam schodząc po schodach.
-Uważaj! – Richie złapał mnie za ramię – A to ja podobno byłem pijany – zaśmiał się
-Ja nie jestem pijana!! – oburzyłam się – Tylko się potknęłam.
-Dobra dobra… Skoro nie jesteś pijana. To idziemy się napić. – wziął mnie za rękę i poszliśmy w kierunku sali z której dobiegały śmiechy znajomych. W pomieszczeniu trochę opustoszało. Wszystkie starsze osoby tzn. mamy i babcie wróciły do domów. Zostało tylko młode towarzystwo.
-Co tam?? – zagadnął nas Jay siedzący przy stole i popijający czerwone wino. Z błyskiem w oczach spoglądał na Maye, która tańczyła z Chrisem. – Gdzie byliście tak długo??
-Na spacerze – odpowiedziałam po krótkim wahaniu.
-Taaak??? I na spacerze zniszczyłaś fryzurę i rozmazałaś makijaż?? - zapytał
-Eeee… - popatrzyłam na blondasa
-Nooo – zająknął się Richie
-Spokojnie!!! Nie muszę znać szczegółów. Napijcie się ze mną – powiedział
-Co jest?? Jesteś jakiś przygnębiony. – stwierdził Richie
-Mieliśmy małe spięcie z Agatą – Jay po krotce opowiedział nam całe zajście.
-Chyba trochę późno się zorientowała. Ech… Było minęło. Zapomnij.
-Zapomniałem – uśmiechnął się. – Teraz mam ją. Przynajmniej mam pewność że nie ma innego. Chyba.
Po 20 minutach chłopacy wlali we mnie trzy następne drinki. Czułam, że kręci mi się w głowie ale nie zwróciłam na to uwagi. Weszliśmy wszyscy na parkiet i długo tańczyliśmy. Coś jeszcze piliśmy. Potem pamiętam tylko przebudzenie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam nagą, męską klatkę piersiową pod swoją głową. No dobra przez ostatnie dwa miesiące codziennie rano widywałam klatę Richiego ale to na pewno nie był jego tors. Zdecydowanie bardziej umięśniony. I ten kaloryfer na brzuchu. Przesunęłam po nim reką i usłyszałam ciche mruknięcie. CHRIS!!! Zerwałam się i poczułam straszny ból jak bym dostała czymś w głowę. Potworny kac. To co zobaczyłam zwaliło mnie z nóg. Z drugiej strony Chrisa leżał Richie, również przytulony do niego z błogim uśmiechem na twarzy. Powiedzmy, że nie byłoby w tym nic dziwnego gdyba oboje nie byli… nadzy…
***
No to tak żeby było;);) Odcinek dodaje dzień przed wyjazdem do tego pięknego miasta naszych meżczyzn!! Hahahaha... No tak Beeeerlin już na nas czeka;)
A odcinek nawet mnie sie podoba;);) Buuuziaki;*;*
PS: Do Mańki : Moim ulubionym menem jest oczywiście Ryszard;);)
Może napiszesz na gg?? 7351815;)
Image and video hosting by TinyPic
komentarze [19]

Rozdział 28 - Wyglądasz uroczo w tym białym garniturze... >> środa, 30 kwietnia 2008 18:38:48
… -Ruchy, ruchy, ruchy!!! – poganiałam Ingę – Wy – cho – dzi –my!!!!! – wrzasnęłam jej do ucha. Suzan wyszła wcześniej aby dopilnować wszystkiego przed kościołem. Ja i Richie zostaliśmy z Inga w mieszkaniu za chwile przyjedzie limuzyna którą pojedziemy za miasto.
Byłam ubrana w liliową suknie do kostek z koronkowymi rękawami. I niebotycznie wysokie szpilki.
-Richie!!!!!!!! Chodź!!! Pomóż mi!! – wcisnęłam mu do reki swoją torebkę i buty – Ponieś chwilkę. - Dałam mu buziaka na zachętę. - Wyglądasz uroczo w tym białym garniturze – roześmiałam się z naburmuszonej miny blondasa.
-Wyglądam jak pedał! – oburzył się
-Zamknij się!! – warknęła na niego Inga – To mój ślub i będziesz wyglądał tak jak ja chce!
-Musiałaś wybrać białe garnitury??
-Pasują do wystroju kościoła – zaczęli się kłócić.
-Nie powinnaś wybrać odwrotnie??? Wystrój koscioła pod stroje??
-Nie!!!!! - krzyknęła na niego
-Przestańcie!!! – wrzasnęłam – Nie wiem czy zauważyliście, ze to nie pora na kłótnie!!! kotku nie denerwuj jej teraz. Idz pierwszy!!
***
-Pięknie wyglądasz – Jay szepnął do Mai i objął ją. – Mam na ciebie ochotkę, kotku.
-Jay!!! Uspokój się!! Twój przyjaciel zaraz się żeni! A ty mi mówisz ze masz na mnie ochotę?? Opanuj sie kolego!!
-A co w tym dziwnego?? Wyglądasz cudownie! – jeszcze raz zmierzył ja całą wzrokiem. Bladoniebieska sukienka do kolan. Włosy upięte w koczek i delikatny makijaż. – Tylko by cię zjeść. A to Izzy ma się denerwować a nie ja.
-No to daj buzi, kotku – roześmiała się blondynka. Chłopak pocałował ją namiętnie.
-Słodko – stwierdziła Maya i uśmiechnęła się. – Idę na chwilę do samochodu. Zaraz wracam – cmoknęła go w policzek i odeszła.
-Cześć – Jay usłyszał glos Agaty za swoimi plecami.
-O… Cześć. – Jay pomyślał że tylko tego mu brakowało do szczęścia. Byłej kochanki.
-Siema Jay – za Agatą pojawił się Nickey
-Witam - usmiechnął się krzywo w odpowiedzi
-Co u ciebie?? Dawno się nie widzieliśmy – zaczął rozmowę Nike.
-Jakoś leci. - mruknął, nie mając ochoty na rozmowę z ,,zakochaną,, parą.
-Jak z Chrisem?? – zapytała dziewczyna
-Dobrze. Właśnie tu idzie – pomachał do przyjaciela powoli się do nich zbliżającego.
Suzy szła obok niego i coś do niego trajkotała.
-Cześć wszystkim. Miło was znowu widzieć – Chris spojrzał porozumiewawczo na Jaya
-Jak się czujesz? – zapytał Nike
-Całkiem nieźle. Nie mogę co prawda robić zbyt gwałtownych ruchów ale jakoś to przeżyje. Chociaż Suzy już się niecierpliwi – dodał. Wszyscy się roześmiali oprócz Jaya, ten tylko lekko się uśmiechnął.
-Chris!! Daruj sobie. – Suzan szturchnęła chłopaka w ramię.
-Z czego się tak śmiejecie? – zapytała Maya, która wróciła z samochodu.
-Maya, to jest Agata i Nickey – przedstawił znajomych Jay. Blondynka skierowała swój wzrok na chłopaka. On lekko skinął głową – A to jest moja Maya – brunet objął dziewczynę i pocałował ja w szyje.
-O to miło – wydusiła z siebie Agata. Na jej twarzy malowało się zdumienie pomieszane z rozpaczą.
-Jedzie pan młody! – Suzan wskazała na czarny samochód ozdobiony kokardami i balonami.
-Chodźcie – powiedział Chris i cała grupka ruszyła w stronę Izziego. Jay z Mayą zostali trochę w tyle.
-To jest ona?? Ta która złamała ci serce?? Mogłaby być troche ładniejsza. –ze śmiechem stwierdziła blondynka.
-Tylko jej mi tu brakowało – mruknął chłopak – Mam szczęście ze mam ciebie, bo jak bym tu był sam to bym chyba się załamał.
-Och… moje biedactwo… - pocałowała go namiętnie. – Widzisz?? Jak dobrze, że stuknęłam twoje Audi.
***
-Już prawie jesteśmy. Inga!! Dwa głębokie wdech i wydechy!! Wszystko będzie dobrze!!! Kotek podjedź pod sam kościół. – powiedziałam to z prędkością światła. Byłam strasznie podekscytowana całym wydarzeniem. Richie posłuchał się mnie i czerwony kabriolet zatrzymał się tuż pod schodami kościoła. Wysiadłam i pomogłam wysiąść Indze.
-Boże!!! Wszyscy są już w środku!!! Spóźniliśmy się!!! – zaczęła panikować dziewczyna.
-Nie!! Przecież tak miało być!!! Uspokój się!! Wszystko jest wspaniale!!! Mamy jeszcze pare minut. Blondas zaraz pójdzie i powiadomi wszystkich że już jesteśmy.
-Dziewczęta, już jestem – pokazał się Jay który miał odprowadzić Ingę do ołtarza zamiast jej ojca.
-No wszystko jest gotowe! – poprawiłam jeszcze swoją suknię i sprawdziłam czy wszystko jest w porządku ze strojem panny młodej.
Image and video hosting by TinyPic
– Powodzenia, kochanie. – Uściskałam ją. Za godzinę będziesz panią Gallegos.
Zostawiłam ich i bocznymi drzwiami przemknęłam na swoje miejsce świadkowej.
Rozległy się początkowe dźwięki pieśni i w drzwiach pojawiła się panna młoda i jej zastępczy ojciec. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech. Spojrzałam na Izziego. Był zachwycony. Nie widział swojej narzeczonej w sukni ślubnej widać było że oniemiał z zachwytu. Poczułam dłoń Richiego zaciskającą się na mojej. Delikatnie pogładził mnie
po palcach. Odpłaciłam się tym samym. Po długim oczekiwaniu nadeszła najważniejszy moment ceremonii.
-Ja ...Christopher Gallegos biorę sobie Ciebie Ingo za żonę i ślubuję Ci miłość, wierność i uczciwość małżeńską oraz to że Cię nie opuszczę aż do śmierci... – zaczął Izzy ze łzami w oczach. To samo powtórzyła Inga. Po tych słowach nastąpiło tradycyjne : Pan młody może pocałować pannę młodą.
Izzy złożył lekki pocałunek na ustach swojej małżonki
-Kocham cię
-Ja ciebie też…
***
-Mamo moja mamo, moja droga mamo…- śpiewał Richie już chyba po szóstym kielichu i dwóch drinkach – Zdrowie młodej pary – huknął na całą sale
-Łuuuuuuuuuuuu – odezwał się pomruk wszystkich obecnych w restauracji –Gorzko, gorzko, gorzko!!!!! – krzyczeli wszyscy.
-No dobra, dobra – uspokoiła nas Inga. Przyciągnęła do siebie Izziego i namiętnie go pocałowała.
Mhmmmm... Pycha – zaśmiał się chłopak
-Jay, chciałabym z tobą porozmawiać – do mężczyzny podeszła Agata. Brunet posłał przepraszające spojrzenie Maii i poszedł za dziewczyną. Znaleźli się w małym ogrodzie.
-O czym chcesz rozmawiać?? - zapytał
-O nas.
-Nie ma już nas!! Zostawiłaś mnie, wybrałaś jego. Jestem teraz z Mayą i nie chce żebyś burzyła moje szczęście.
-Ale ja cię kocham!! – powiedziała Agata prawie płacząc
-Teraz się obudziłaś?? Trzeba było myśleć o tym wcześniej i powiedzieć wszystko Nickeyowi.
-Jeśli chcesz to mu powiem, nawet teraz. Jay, ja nie zapomniałam… Ciągle wspominam to co między nami było.
-Za późno…
-Nigdy nie jest za późno! Nickey!!! – zawołała do swojego narzeczonego…
* * *
Droga Mańko!!! Kim jesteś dobra kobieto!!?? ;);) Cieszę sie, że czytasz moje opowiadanie wiec ten odcinek dedykuje Tobie;);););););););););););)

komentarze [17]

Rozdział 27 - Wyglądasz cudownie!! >> środa, 16 kwietnia 2008 16:04:26

… - Jezu pycha. – westchnęła Maya po skończeniu jedzenia. – Za każdym razem smakuje co raz lepiej.
-Nie będę mógł się teraz ruszyć. Powiedz swojemu bratu, że jest wyśmienitym kucharzem.
-Na pewno powiem. – uśmiechnęła się zalotnie. Zawołała kelnerkę i zapłaciła za jedzenie.
-Wiesz że to ja powinienem zapłacić??
-Cicho, umawialiśmy się przecież.
-No tak ale czuje się teraz jak głupek.
-Przestań. Zapraszam cię do mojego mieszkania. Napijemy się czegoś…
-O to moje królestwo. – Jay i Maya weszli do mieszkania dziewczyny. W przedpokoju rzucały się w oczy dwa wielki obrazy. Reprodukcje ,,Słoneczników,, Vincenta van Gogha i
,,Nenufary,, C. Moneta – Chodź dalej. – pociągnęła go za ramię.
Weszli do dużego pokoju o łososiowych ścianach w którym stała duża kanapa i ciemne dębowe meble. Na ścianie wisiał nowoczesny płaski telewizor. Okna wychodziły na piękny park.
-Ładnie masz. Nie wygląda na to żebyś była biedną studentką oszczędzającą każdy grosz. – stwierdził Jay. Maya zaczęła się głośno śmiać.
-Ma się te wtyki. Czego się napijesz?? Mam pyszną wódkę przywiezioną z Madery.
-Jestem samochodem, zapomniałaś??
-Możesz zostać na noc – dziewczyna zbliżyła się do niego. – Kanapa się rozkłada.
-Nie będę ci robił kłopotu – brunet kłapnął na owy przedmiot. Jego komórka znowu zaczęła dzwonić.
-Odbierz, będzie się martwić. – powiedziała blondynka
-Mam to gdzieś. – Wyłączył telefon i rzucił go na stoliczek obok sofy.
-Opowiedz mi o niej, proszę – usiadła obok niego
-Ech… To nudna historia. Poznałem ja na imprezie. Od razu mi się spodobała. Ja widocznie jej też. Ale ona ma narzeczonego którego nie potrafi zostawić. Ostatnio postawiłem jej ultimatum: albo ja albo on. Wybrała jego. Wrócili ostatnio do Londynu. Nie chce już z nią mieć nic wspólnego. Kiedy się stuknęliśmy jechałem na lotnisko. Myślałem ze uda mi się ją zatrzymać. Może to dobrze że tak się stało?? Przy okazji poznałem ciebie. – pogłaskał ja po dłoni.
-Przykro mi. – smutno uśmiechnęła się Maya. Musisz o niej zapomnieć. – przytuliła się do niego.
-I chyba wiem jak… - szepnął
***
-Jak się czujesz kotku?? – Richie położył się obok mnie na łóżku.
-Dobrze – szepnęłam i mocniej przykryłam się kołdrą
-To moja wina, przepraszam. – poczułam jego ręke na plecach – Gdybym nie nalegał to nikt by nas nie złapał i nic by się nie stało
-Przestań – odwróciłam się do niego – Przestań tak mówić!! – przytulił mnie i pocałował w czoło
-Chodż do salonu. Pobawimy się z Olivierem. Nie chce żebyś była tu sama. – odkrył pościel i wyciągnął mnie z łóżka
-Ok. – uśmiechnęłam się i podązyłam za chłopakiem.
Weszliśmy do salonu gdzie siedziała Inga i oglądała telewizję. Olivier siedział na podłodze i bawił się jakimiś zabawkami. Na widok Richiego zaczął się śmiać.
-Wujek przyszedł – zaśmiała się Inga
-Olivieeeeer!! – zawołał go Richie i podniósł wysoko nad siebie. Mały głośno się chichrał.
-Jak przygotowania do ślubu?? – usiadłam obok dziewczyny
-Proszę cie!! Ja się nie wyrobię!! Jeszcze nie mamy obrączek!! – zaczęłam się śmiać z jej przerażenia.
-Spokojnie zdążysz – położyłam jej dłoń na ramieniu
-Zostało tylko 20dni!!
-To dużo czasu. Zazdroszczę ci. Też już bym chciała kupować suknię ślubną…
-Powiedz to Richiemu a ani się obejrzysz będziesz stała przed ołtarzem. – zaśmiała się Inga.
-Czy ktoś tu coś mówił o Richiem i o ołtarzu??? – zapytał Ricz
-Ten to tyko podsłuchuje. Nie nikt nic nie mówił – zaczęłyśmy się śmiać.
-Mały szkrab jest już chyba śpiący – stwierdził Richie. Olivier z butelką w buzi pokładał się na blondynie i coś po popłakiwał.
-Muszę go położyć spać. Pomachaj cioci i wujkowi i idziemy spać – powiedziała do małego, wzięła go na ręce i zabrała do pokoju…
-Kotku chodź spać- szepnęłam do Richiego kiedy położył się na kanapie z głową na moich kolanach…
***
-Inga wstawaj!!! – wydarłam się na całe gardło. – Spóźnisz się na własny ślub jak zaraz nie wstaniesz!!! – wparowałam do jej sypialni. Izziego wywaliliśmy do pokoju Jaya na tę ostatnią noc przed związaniem się na całe życie.
-Co????? – dziewczyna zerwała się i spadła z łóżka – Która jest??
-6.50 – powiedziałam z powagą.
-I ty mi mówisz że się spóźnię skoro ślub jest na 11??
-Musiała cie jakoś obudzić?? – do pokoju weszła Suzan z butelką wody – Moja głowa…
Dzień wcześniej urządziłyśmy Indze wieczór panieński. Ona wypiła tylko 2kieliszki Martini za co ja podziwiałam. Ja przed swoim własnym ślubem ululałabym się za dwie osoby a ona nic!!! Suzy nie miała problemów z piciem i upiła się tak że Chris musiał wnosić ja po schodach, bo ona stwierdziła że winda ja zje i za nic nie chciała do niej wsiąść.
-Szybko po prysznic za dwie godziny przychodzi fryzjerka i wizażystka. Musimy cie jeszcze ubrać!! Ruchy kluchy!!! – Suzan popchnęła Ingę w stronę drzwi od łazienki. – Czekamy na ciebie za pół godziny.
-Ok. ok, ale co z Olivierem!!
-Oj my się nim zajmiemy!! – powiedziałam z uśmiechem. Inga weszła do łazienki a my pognałyśmy do sypialni Jaya. Faceci jeszcze spali postanowiłyśmy że jeszcze ich nie obudzimy. Suzan poszła do siebie jeszcze trochę poleżeć a ja skierowałam się do kuchni zrobić sobie kawę.
-Hmm... Co tak ładnie pachnie?? – po chwili w kuchni pojawił się Izzy.
-Chcesz?? – podałam mu kubek ze świeżym gorącym napojem.
-Dzięki – potarł oczy i przysiadł na stołku.
-Boisz się?? – zapytałam
-Nie – krótko odparł – Wiem że podjąłem najważniejszą i najlepszą decyzję w życiu. – popatrzyłam na niego i szeroko się uśmiechnęłam.
-T ja ide do mojej najlepszej decyzji w życiu – powiedziałam i poszłam do Richiego który jeszcze spał. Położyłam się obok niego i wsłuchiwałam się w jego oddech.
-Wstawaj. – szturchnęłam go lekko. Richie mruknął i otworzył oko.
-Czemu?? Która godzina??
-Dzisiaj twój przyjaciel się żeni. Okaż mu trochę zainteresowania pewnie się denerwuje.
-I z tego powodu musiałaś mnie budzić?
*** 3 godziny później
-Boże!!! Nie wcisnę się!! – panikowała Inga
-Może najpierw odepniesz zamek?? – stwierdziła ze śmiechem Suzy
-Co?? No tak – Inga zaczęła się śmiać. – Nie, ja tego nie zrobię!!
-Nie odepniesz zamka??
-Nie!! Mówię o ślubie!! Nie pójdę tam!
-Co ty wymyślasz!!! Pójdziesz i za 3 godziny będziesz już panią Gallegos - powiedziałam
-Boje się!!
-Spokojnie!! – przytuliłyśmy się wszystkie 3. W ciągu ostatnich miesięcy zdążyłyśmy się zaprzyjaźnić z Ingą.
-A jak jemu się odwidzi??
-I co jeszcze??? Wszystko będzie dobrze. Wyglądasz cudownie, masz piękną suknie, padnie na twój widok!
-O tak…
***
Wybaczcie że takie krótkie;/; Straciłam wenę i nie moge nic napisać.
Zapraszam na moje drugie opowiadanie www.memory-of-desert-rose.mylog.pl Nie jest o US5 ale może być również ciekawe.
Notki będą pojawiały sie teraz raczej rzadko, nawet bardzoooo rzadko. ;(;(;(
komentarze [7]

Rozdział 26 - Chyba był pijany... >> czwartek, 27 marca 2008 15:15:57
Wybaczcie odcinek jest BEZNADZIEJNY!!! ;(:(:(
***
...Nagle znowu poczułam jego usta na swoich. Jedną moja rękę wciąż przytrzymywał ale drugą uwolnił. Poczułam jego palce w sobie. Wydobyłam z siebie zduszony okrzyk.
-Już. Prosze... –zajęczałam wyginając sie w łuk. Objęłam go nogami i przyciągnęłam do siebie. Szeroko rozłożyłam nogi. Nie mogłam czekać dłużej. Ale Richie z zawadiackim uśmiechem i pożądaniem w oczach ciągle przedłużał tą chwilę
-Jeszcze nie – szepnął mi do ucha. Poczułam jego palec jeszcze głębiej.
-Zabije cię. – stęknęłam i zacisnęłam dłoń na jego ramieniu wbijając mu paznokcie w skórę.
-Tak chcesz się bawić?? – powiedział zaczepnie. Zaczął muskać ustami moje piersi, nie przerywając czynności na dole mojego ciała.
-Richie... – mruknęłam ponaglającym głosem, a po chwili poczułam jego żeby na swoim sutku. – Jesteś wredny - wzięłam spazmatyczny oddech.
-Wiem – Roześmiał się cicho i wreszcie we mnie wszedł. Zacisnęłam zęby aby nie krzyknąć.
Poruszał się wolno a potem nagle przyśpieszył. Na chwile straciłam oddech. Tym razem to ja pierwsza doszłam do szczytu. Po całym moim ciele rozeszło się ciepło. Teraz nawet nie próbowałam powstrzymywać krzyku. Richie skończył zaraz po mnie, opadł na poduszki obok mnie i z błogością na twarzy przyglądał mi się jak usiłuje uspokoić szybki oddech. Ręką głaskał mój brzuch. Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się słodko. Zarzuciłam nogę na jego udo i przytuliłam się do jego klaty. Zrobiłam się senna i oczy mi się same zamykały.
- Co będziemy robić jutro?? – Richiego naszło na rozmowy.
-Możemy jechać do Zoo – palnęłam to co mi przyszło na myśl
-Do Zoo?? Nuda. Wolałbym zobaczyć coś ciekawego. Co myślisz o muzeum??
-Ty i muzeum? Coś mi tu nie pasuje.
-Zawsze byłem ciekawy jak to jest być rycerzem. – inteligentnie stwierdził Richard. Nasze erotyczne maratony chyba źle na niego wpływały.
-Mhm… Może być. – średnio go słuchałam.
-Wiesz jak to jest być rycerzem?? – zapytał. Mruknęłam coś pod nosem co Richie uznał za tak. – Jak??
-Daj mi spać – jęknęłam i mocniej się w niego wtuliłam. Poczułam jak przykrywa nas kołdrą i po chwili głęboko spałam.

***
-Hej Chris – weszliśmy do jego sali. Wpadliśmy tylko na chwile w drodze na drugi koniec miasta. W związku z wczorajszą inteligentną rozmową Richie wymyślił sobie wycieczkę do muzeum średniowiecza.
-Cześć. – odparł wesoło Chris. Wyglądał dużo lepiej mimo że minęły tylko 4dni od wypadku.
Jego mama razem z Suzy cały czas przy nim były. Pani Evelyn jest bardzo miłą kobietą. Razem z Suzy i Ingą bardzo ją polubiłyśmy.
-Hmmm… Co tam jesz?? – Richie zaczął zaglądać Chrisowi do miski
-Owsiankę – skrzywił się blondyn – Chcesz??
Richie udał że wymiotuje.
-Blee – jego mina nie wskazywała na to żeby chętnie zjadł szpitalne śniadanie.
-Błagam cię, nie pomagasz mi… - zgromił go wzrokiem Chris.
-Smacznego – uśmiechnął się Richie
-Tak w ogóle to jak się czujesz?? – zapytałam
-Lepiej ale strasznie mi się nudzi. Mam już dość gapienia się w TV. Chce na koncert – zawył. Zaczęliśmy się śmiać.
-Przestańcie!! – wydusił ze śmiechem poszkodowany – Nie mogę się śmiać bo mnie boli!!
-Wybacz. My musimy spadać bo zaraz otwierają zamkowe muzeum – Richie spojrzał na zegarek
-Muzeum?? – Chris sceptycznie popatrzył na Camerona
-Richie wczoraj sobie wymyślił.
-Chyba był pijany – Chris usiłował nie sprawiać sobie bólu śmiechem.
-Można tak to nazwać. – parsknęłam śmiechem.
-Ale o co chodzi?? – zwrócił się do nas Richie, który właśnie skończył konwersacje z miłą sprzątaczką.
-Nic, nic – porozumiewawczo spojrzeliśmy na siebie z Chrisem.
-Kochanie musimy się zbierać. Jeszcze przed nami daleka droga. – Richie przyciągnął mnie do siebie i pocałował. Potem uścisnął dłoń przyjacielowi.
-Już idziecie?? Mi tu się tak tu nudzi a wy jedziecie oglądać zamek.
-Masz Suzy poproś ją to ci zrobi… coś – szepnął Ricz
Image and video hosting by TinyPic
-Zboczuch!! – klepnęłam go w ramie – Wykorzystujecie nas!! – roześmiałam się. Chwile jeszcze pogadaliśmy i ruszyliśmy na wycieczkę.
Po godzinnej drodze dotarliśmy do celu. Moim oczom ukazał się piękny zamek na wzgórzu. Mieszkam w Berlinie od urodzenia, ale mój zapracowany tatuś nigdy nie zabierał nas na wycieczki wiec wcześniej nie widziałam tego cuda.
-Jest piękny. Kupie ci taki – szepnął mi Richie do ucha widząc moją rozdziawioną buzie. Poczułam się jak wieśniara, która nigdy nie widziała zamku.
-Chętnie, będziemy nosili takie fajne ciuszki?? – przytuleni zwiedzaliśmy zamek.
-Chodź – Richie odciągnął mnie od reszty zwiedzających. Weszliśmy do jakiegoś pomieszczenia. Ściany były obite zielonym pluszem. Podłoga pokryta dywanem który miał pewnie z 300lat. W pokoju oprócz wielkiego łóżka z baldachimem i paru obrazów na ścianie nie było nic.
-Co mu tu robimy?? – zapytałam. Tylko na wszelki wypadek, bo domyślałam się jego zamiarów. Richie w odpowiedzi popchnął mnie lekko na ściane i gwałtownie pocałował. – Nie możemy tu być. – szepnęłam.
-Wiem, ale nic mnie to nie obchodzi – powrócił do całowania mojej szyi. Starałam mu się opierać ale on nie przestawał. Zabrał się za moją koszulkę.
-Richie! Nie możemy! – odsunęłam go od siebie. – Ktoś może wejść.
-Nikt nie wejdzie – pochylił się nade mną i znowu znalazł moje usta. Poddałam się. Wsunęłam ręce w jego miękkie włosy. On przyciągnął mnie do siebie i głaskał moje plecy. Oparłam ręce na jego pośladkach. Richie mruknął. Krzyknęłam cicho kiedy podniósł mnie i przycisnął do sciany. Oplotłam jego biodra nogami tak jak poprzedniej nocy. Sciągnięcie mu koszulki sprawilo ma trochę trudności. Richie roześmiał się patrząc jak siłuje się z koszulką której nie mogłam wyciągnąć spod swoich nóg.
-Może tak będzie wygodniej. Oderwał mnie od ściany i położył na średniowiecznym łóżku. Bez mojej pomocy pozbył się koszulki i już zaczął rozpinać spodnie. Ja ściągnęłam swoją koszulkę. Pod spodem miałam koronkowy różowy biustonosz. Chłopak zaczął gładzić moje piersi przez dość cienki materiał stroju. Uśmiechnęłam się do niego i wsunęłam rękę do jego bokserek…
Nagle usłyszeliśmy glosy.
-Mówiłam – pisnęłam i przerażona spojrzałam na Richiego.
-Nie wejdą tu – pocałował mój brzuch. On zeskoczył z łóżka i pociągnął mnie ze soba. Padliśmy na podłogę i wsunęliśmy się pod wielkie łoże.
-Tylko cicho!! – szepnął Richard. Pod łóżkiem było brudno jak by tu nikt nigdy nie sprzątał.
Czułam jak śmieci wbijają mi się w brzuch. Mocno ściskałam reke blondasa i błagałam w myslach żeby nikt nas nie znalazł. Ktoś wszedł do pomieszczenia.
-… W tym pokoju odpoczywała i spała królowa Elizabeth III. W tym łóżku skonsumowała swoje małżeństwo z młodszym od siebie o 2lata kięciem Erykiem z rodu Aragonów. Łoże jest zasłane pościelą która zachowała się jeszcze z okresu ich życia. – mówiła przewodniczka. Wyciaczka była dość duża bo nagle zrobiło się głośno. Wszyscy podziwiali piekny pokój. Przytuliłam się do Richiego i pocałowałam go. Podniecenie wciąż go nie opuściło. Zachciało mi się śmiać. Nagle poczułam że coś chodzi mi po gołej nodze. Miałam na sobie tylko spódniczkę. Zaczęłam panikować.
-Richie – pisnęłam cicho – Pająk…
-Co?? – szepnął
-Po nodze chodzi mi pająk. – Nie wytrzymałam i wrzasnęłam. Kobieta oprowadzająca zamilkła.
-Kto tu jest?? – zapytała zaniepokojona
-Kurwa... – mruknął Richie. Wyskoczyłam spod lóżka i zaczęłam się otrzepywać. Po mnie wyszedł Richie. Ludzie z wycieczki zaczęli się na nas dziwnie patrzeć. Kobieta zaczęła się nas drzeć, widząc że Richie ma opuszczone spodnie a ja jestem tylko w spódnicy.
-Co wy tu wyrabiacie??? To nie jest burdel tylko zamek!!! Po za tym nie wolno dotykać eksponatów!! Zaraz zadzwonię po ochronę!!! Dziewczyno ubierz się natychmiast!!! Jak wy wyglądacie!!!!
Zabrałam Richiemu z reki moją bluzkę i wciągnęłam ją przez głowę. Richie wciągnął spodnie i zapiął pasek. Kobieta w tym czasie zadzwoniła po ochronę. Patrzyliśmy na siebie z Richiem Nie wiedzieliśmy co z nami będzie. Po chwili na sale wpadła ochrona. Przewodniczka opisała co zobaczyła a potem ruszyła z grupą dalej. Widziałam wzrok niektórych dziewczyn, które poznały że Richie to TEN Richie. W drzwiach kobieta prychnęła jeszcze oburzona tym co zobaczyła. Richie założył koszulkę. Jeden z ochroniarz zaczął nam zadawać dziwne pytania. Zaprowadzili nas do małego pomieszczenia. Czułam się jak bym zrobiła coś naprawdę poważnego.
-Czy możecie nas wypuścić?? – zapytał zirytowany Richie
-No, nie wiem. Ładnie to tak na łóżku królewskim?? Ile wy lat macie w ogóle?? – zakpił z nas ochroniarz
-Wystarczająco dużo, żeby pan nie mógł nas się czepiać! – warknęłam na niego
Image and video hosting by TinyPic
-Uspokój się ślicznotko, bo was w ogóle nie wypuścimy. – zaśmiał się drugi facet.
-Chodź kolego na chwile. Porozmawiamy sobie. – powiedział ten pierwszy do Richiego.
-Nie zostawię jej tutaj. – chłopak stanowczo odmówił
-Chodź – pociągnął blondasa za ramie.
-Nie!! - krzyknął i zaczął się wyrywać.
-No dobrze skoro wolisz patrzeć – posadził go z powrotem na krześle i położył mu rece na ramionach.
Richie!!! – wrzasnęłam. Patrzyłam przerażona na wielkiego faceta który zaczął się do mnie zbliżać.
-Spokojnie. – podszedł do mnie i postawił mnie na nogi. Byłam sparaliżowana strachem. On przejechał ręką po moich pośladkach. Chciałam się odsunąć ale on przytrzymywał mnie drugą ręką.
-Zostaw ją, idioto!!!!! – Richie zaczął się wyrywać ale tamten go dobrze trzymał.
-Zamknij się – warknął facet przytrzymujący mnie. Popchnął mnie na stół który stal w pomieszczeniu. Przewróciłam się i uderzyłam głową w kant stolika aż zawirowało mi przed oczami. Ochroniarz podszedł i ukucnął obok mnie. Dotknął ręką mojej szyi. Zjechał niżej.
-Nie dotykaj jej!!!! – usłyszałam przeraźliwy krzyk Richiego.
-Proszę, zostaw mnie – szepnęłam z płaczem. Łzy bólu i przerażenia spływały po moich policzkach. Uderzył mnie w twarz. Poczułam piekący ból. Jak przez ściane słyszałam wrzaski Richiego. Czulam ręce tego bydlaka na swoich piersiach. Nagle ktoś wszedł do pomieszczenia. Ochroniarz zabrał łapy i odsunął się. Natychmiast znalazł się przy mnie Richie. Przytulił mnie mocno. Rozpłakałam się.
-Co tu się dzieje?? – to ta przewodniczka.
-Nic. Dziewczyna się potknęła i uderzyła głową w stół. – stwierdził.
-On chciał ją zgwałcić!! – wrzasnął blondyn pomagając mi wstać.
-Chce do domu. – szepnęłam mu do ucha.
-Bzdury!! – stwierdził ochroniarz – On klamie. Odpuść sobie kolego i wracaj do domu.
-Co wy tu jeszcze w ogóle robicie?? – warknęła na nas kobieta. – Macie się natychmiast się stąd wynieść.
-O nie!!! Ja tak tego nie zostawię!! – wydarł się na nich chłopak
-Proszę chodź – powiedziałam.
Wyszliśmy z zamku na podwórze. Cały czas płakałam i nie mogłam się uspokoić. Wtuliłam się w blondasa.
-Przepraszam to moja wina. To był mój pomysł żeby tu przyjechać.
-Nie. Niczym nie zawiniłeś – zaszlochałam – To moja wina. Gdyby nie ten pająk.
-Ciii… Możesz być winna tylko tego, że jesteś taka piękna i wszyscy chcą cie mieć nawet bez twojej zgody. Wracamy do domu, a oni jeszcze pożałują…
Prawie cała drogę do domu przespałam. Richulek cały czas trzymał mnie za ręke i glaskał moją dłoń. Przez drzwi słyszeliśmy śmiechy Ingi i Izziego. Mikela jak zwykle nie było. W korytarzu wpadliśmy na wychodzącego właśnie Jaya.
-Hej! Jak udała się wycieczka?? – zapytał wesoło ale widząc nasze miny jego wesołość zniknęła – Co jest?? Co się stało?? Płakałaś??? – zwrócił się do mnie. Richie przytulił mnie i streścił wszystko od początku. Gapiłam się tępo w guziki od koszulki Camerona i myślałam co by było gdyby ta kobieta nie weszła.
-Co??? – wykrzyknął Jay – Podamy ich do sądu!!! I ja już się o to postaram zebyśmy wygrali!!!!
-Nie – powiedziałam stanowczo
-Co nie? – zapytał Richie
-Nie chce ich podawać do sądu
-Przecież nie możemy tego tak zostawić!!! – wykrzyknęli obaj
-Nie chce już wiecej widzieć tego faceta… Chce o tym zapomnieć. Na szczęście do gwałtu nie doszło. Nie chce przechodzić przez to jeszcze raz.
-Ale – zaoponował Jay
-Proszę! Zostawcie ta sprawę w spokoju. Idę się wykąpać – dałam blondiemu buziaka i posłałam mu słaby uśmiech.
-No to ja tez ide – stwierdził Khan
-Hmm.. A gdzie?? – zapytał ciekawski Richie
-Na kolacje z pewną dziewczyną
Image and video hosting by TinyPic
***
Maya już czekała kiedy Jay podjechał czerwonym porscheRichiego.
-Przepraszam za spóźnienie. Była kolejka – Jay wyciągnął z za siebie bukiet herbacianych róż
-O jej!! Dziękuje, są śliczne – cmoknęła chłopaka w policzek.
-Wsiadaj – otworzył jej drzwi
-Nowy wóz?? – zapytała zachwycona autem
-Nieee. Pożyczyłem od przyjaciela. Swój oddałem do naprawy.
-Ja nie mam czasu oddać swojego.
-Gdzie jedziemy?? Prowadź! – powiedział brunet
Po 20 minutach dojechali do cichej uliczki w północnej cześci miasta
-To tutaj. – Maya wskazała na biały budynek na końcu ulicy. Po chwili znaleźli się w przytulnej knajpie. Maya podeszła do jednej z dziewczyn stojących przy barze.
-Hej. Potrzebuje stolik dla dwójki gdzieś w kącie. I podajcie to co najlepsze – uśmiechnęła się a dziewczyna ruszyla do stolika na samym końcu restauracji.
-Chodź – pociągnęla go za ręke. – Tu pracuje mój brat, jest szefem kuchni
-Bardzo tu ładnie – Jay rozejrzał się po pomieszczeniu. Kremowe ściany, na nich obrazy przedstawiające piękne kobiety. Dużo egzotycznych roślin w wielkich donicach. Usiedli naprzeciwko siebie. Maya szukała czegoś w torebce. Jay przyjrzał się jej. Wyglądała ślicznie. Czarna sukienka dopasowana do ciała. Na dole mała falbanka i czarne wysokie szpilki.
Image and video hosting by TinyPic
-Twój telefon. Chyba dzwoni – wyrwał go z zamyśleń głos blondynki. Wyciągnął komórkę z kieszeni marynarki. Spojrzał na wyświetlacz. Musiała zadzwonić akurat teraz. Postanowił że nie odbierze. Wyciszył głos i wsadził telefon z powrotem do kieszeni.
-Nie odbierzesz?? – zapytała zdziwiona blondynka.
-Nie mam ochoty z nią rozmawiać – powiedział
-Nią?? – drążyła temat – Kto to?
-To już zamknięty rozdział. Nie będę cię nudził tą historią. – smutno stwierdził Jay
-Skoro tak chcesz. Powiedz mi co robisz oprócz pędzenia sportowym audi po ulicach Berlina?
- Show-biznses. Branża muzyczna. Takie tam. – nie chciał zdradzać że gra w boysbandzie. Maya zaczęła się śmiać.
-Czekaj??? Może ja już cię gdzieś widziałam??
-Może. Jeśli masz kablówkę.
-Hmm… Mam – uśmiechnęła się. – Ale średnio cię pamiętam. Rzadko oglądam vive i mtv.
-Może to lepiej. Jeszcze zobaczysz co robie. – uśmiechnął się zawadiacko.
Przynieśli kolacje. Zupa ryżowa z rybą, Fondue i na deser pudding bananowy z bitą śmietaną.

komentarze [16]

Rozdział 25 - Szybciej!! >> czwartek, 20 marca 2008 18:43:02
…-Za ile ona ma ten samolot?? – zapytałam
-Za półgodziny. – odpowiedział Jay
-Jęsli ją kochasz walcz o nią! Nie poddawaj się! Jedź na to lotnisko – Richie klepnął Jaya po plecach
-No własnie jedź
-Ale Chris…
-Chris się niegdzie nie wybiera, a Agata tak – uśmiechnęłam się się do niego. Brunet pozbierał się i uściskał nas oboje.
-no to jadę
-Jedź! – roześmiałam się i przytuliłam Richiego
– Kocham cię, kotku – usłyszałam kiedy zostaliśmy sami w korytarzu.
-Ja ciebie też. – pocałowałam go leciutko a on wtulil twarz w moje włosy. Staliśmy tak przez dłuższy czas ciesząc się swoją bliskością
-Ekhem… - Suzan przerwała nam chwię błogości. Popatrzyliśmy na nią, na jej wesołą minę – Chris chciałby żebyście do niego weszli. Ale gdzie Jay??
-Pojechał na lotnisko – Richie w skrocie opowiedział jej co wydarzylo się w ciągu ostatnich 10minut
-Nie myślałam ze tak zrobi – stwierdziła ze smutniem w głosie Suzy – Idzcie do niego bo się będzie niecierpliwił – roześmiała się z ulgą w gosie
Weszliśmy do Sali. Chri własnie usiłował się podnieść. Syknął z bólu.
-Nie podnoś się debilu!!!! Zwariowałes??? –Wrzasnął Richie. Chris spojrzał na niego zdezorientowany. Richie dopiero teraz całkowicie uświadomił siebie że mógł stracić przyjaciela
-Miłe przywitanie. Nie ma co. – Watrin był blady i słaby ale uśmiech gościł na jego twarzy
-Hej - cmoknęłam go w policzek i leciutko przytuliłam tak żęby go nie zabolało. – Milo cie widzieć. Balismy się o ciebie – Richie przywitał się z chłopakiem paroma ruchami rąk.
-Bardzo cię boli?? – zapytałam troskliwie widząc co jakiś czas grymas bólu na jego twarzy.
-Nie prawie, nie
-Jasne, nie kłam. Widzę że boli.
-Jak jasna cholera – wyszeptał
-Może pójdę po lekarza – moj blondas ruszył do drzwi.
-Nie ma sensu. Nic mi nie dadzą, bo dostałem już duża dawkę leków. Gdzie reszta chłopaków?? – zapytał. Ze zdziwieniem słuchał o Agacie. Posiedzieliśmy z nim jeszcze pare minut ale w koncu nas stamtąd wygonili
***
-Szybciej!!! No ruszać się!!! – Jay bębnił palcami w kierownicę. Jechał dopiero 10minut a miał wrażenie ze to cała wieczność. Zostało mu 20 minut. Wpatrywał się w czerwone światło na skrzyżowaniu dwóch najruchliwszych ulic w Berlinie. Czuł coraz wiekszą niechęc do tego całego Nike’a. Światlo się zmieniło i Jay ruszył z piskiem opon. Miał do pokonania jeszcze prawie pół miasta. Stanął na następnych światłach. Usłyszał głośny huk i poleciał do przodu, tylko pare milimetrow dzielilo go od przywalenia czołem w kierownicę – Co kurwa!!! – wrasnął ze złością nie wiedząc do końca co się stało. W bocznym oknie pojawiła się twarz przerażonej blondyneczki. Otworzyła drzwi do auta.
-O Boże!!! Nic się panu nie stało?? Przepraszam, nie chciałam w pana wjechać. Pan tak szybko zahamował! – mówiła z prędkością światła. Khan popatrzył na nią ze złością, chciał coś powiedzieć ale ona nie dała mu dojść do słowa – Na pewno nic panu niejest?? – zapytała po raz trzeci – Jakiś pan blady. Może przyniosę wode, mam w samochodzie. Ja zapłace za wszystkie szkody. Przepraszam naprawde nie chciałam.
-DOBRZE!! – przerwał jej Jay. Spojrzał na zegarek. Zostało mu 10 minut. Samochody zaczęły na nich trąbić. – Proszę pani! Ja nie mam teraz czasu! Jeśli pani samochód jeździ to proszę jechać tam gdzie pani chciała. Złatwimy to potem. Proszę podać mi swój numer, ja zadzwonie do pani później. Teraz muszę jechać, bardzo się śpieszę. – powiedział brunet. Zdezorientowana dziewczyna podyktował numer swojej komorki a on w pośpiechu zapisał go na świstku papieru.
-Do wiedzenia! – powiedział Jay i wskoczył do samochodu.
-Ale... – ktoś krzyknął na nią zeby odjechala. – Dobrze!! Już odjeżdżam! Spokojnie!!
Jay wbiegł do terminalu 2 minuty przed odlotem.
-Gdzie na samolot do Londynu!? – wrzasnął do recepcjonistki
-Bramka 9 – odpowiedziała kobieta, dziwnie przyglądając się facetowi. Jay poleciał w stronę która wskazała mu pracownica lotniska.
-Bilet proszę – przed nim pojawił się wielki goryl
-Nie mam. Musze kogoś zatrzymać!!
-Jasne! Nie może pan tam wejść bez biletu, ale nawet gdyby miał pan bilet to nic by to nie dało bo samolot własnie odletuje
-Cholera!! – syknął. Stacił nadzieje, że ją odzyska. Opadł na krzesło w poczekalni. Wpatrywał się w podłogę i myślał. Czuł pustkę. Nie udało mu się. Został tylko z rozwalonym samochodem. Sam jak palec. Male łzy samoistnie spłynęły po policzkach. Otarł je wierzchem dloni i ruszył powoli stronę parkingu

*** 30 minut później
-Jay wjechał na parking szpitala. W wejściu stał Richie i Mikel. Brunet wysiadł z samochodu. Chłopaki już otwierali buzie aby zadać milion pytań, ale widzac minę przyjaciele nie odezwali się słowem. Jay popatrzył na nich i wzruszył ramionami/
-Nie udało się. – cicho powiedział. Ani blondas ani Mikel nie wiedzieli co powiedzieć
-Stary – zaczął Richie. Brunet machnął ręką
-Szkoda gadać. Nawet nie zdążyłem z nią porozmawiać.
-Jest jeszcze telefon. – wytrącił mulat
-nie chcę załatwiac tego przez telefon. Uznajmy ze to był znak ze nie powinienem z nią być. Nie chce jej przeszkadzać. Niech będzie szczęśliwa z Nickeyem. Jak Chris??
-JEZU!!! Twoj samochod!!!! – Richard podbiegł do czarnego audi.
-Coś ty zrobił????!! – wyrzyknął Mikel
-Nic się nie stało.. Jakaś babka wjechała we mnie na światłach. – odparł nie wzruszony. Pozostali chłopcy spojrzeli na siebie zdziwieni. Wiedzieli że Jay ma totalnego bzika na punkcie swojego samochodu, każda rysa powoduje jego złość. Nie powiedzieli jednak nic, tylko w trojkę ruszyli w stronę dziewczyn stojących w korytarzu.
-Lekarz powiedział ze Chris musi zostać w szpitalu jeszcze przez 2tygodnie. – powiedziała smutno Suzy. – I na razie z tańcem musi dać sobie spokój. Chris jest załamany. Martwi się co będzie z zespołem.
-Cholera – mruknął Jay. – Możemy teraz do niego wejść??
-Chyba tak. – odparła Suzan.
-Chris?? – szepnął Richie. Chłopak odwrocił twarz w stronę przyjaciół.
-Już słyszeliście radosną nowine?? Jestem uziemiony. – Chris był przygnębiony, wpatrywał się tępo w okno przez które wpadały gorące promienie zachodzacego słonca. – Musicie znaleźć kogoś na zastępstwo na ta trase kocertową, nie możecie przerwać koncertów z mojego powodu – powiedział smutno –
-Chyba cie pogięło!! - wykrzyknął Izzy, który przed chwilą się pojawił – odwołaliśmy cala trase. Bez ciebie nigdzie się nie ruszamy. Przecież to nie twoja wina że tu leżysz.
-No właśnie – przyznał Jay. – Bez ciebie zespól nie istnieje. To chyba oczywiste, ze nie będziemy szukać nikogo na zastępstwo. Nam wszystkim przyda się trochę spokoju. Ale potem trzeba będzie wziąć się do pracy.
-Ale..
-Nie ma ale! Ważniejszy jest twój powrót do zdrowia niż nasze koncerty.
-Musisz być wstanie przyjść na mój ślub. Masz miesiąc, koleś.
-Na pewno przyjdę, ziomm!!! Cieszę się że się żenisz. Inga jest fajną dziewczyną mimo kłopotów które sprawiła nam na początku. Wracajcie już do domu i namówcie Suzan żeby z wami pojechała. Ona chce tu ze Mną cały czas siedzieć. Musi odpoczać i coś zjeść. Zebierzcie ja do domu. – Chłopcy pożegnali się i prawie siłą musieli zaciągnąć Suzy do auta.
***
Trzy dni potem, Jay czekał pod kawiarnią w której mieli omówić sprawy związane z wczorajszym wypadkiem. Sprawczyni całego zamieszania spóźniała się 10 minut. Wreszcie pojawił się biały Mini Cooper z rozbitym przodem. Autko z piskiem opon zaparkowało na chodniku.
-Przepraszam za spóźnienie. Miałam małe problemy z wyjściem z domu. Coś mnie zatrzymalo. – wyskoczyła z samochodu. Image and video hosting by TinyPic
Uścisnęła dloń bruneta i szeroko się uśmiechnęła.
-Nic nie szkodzi. Wejdźmy i usiądźmy.
-Ok. A tak w ogóle to jestem Maya . – przedstawiła się blondynka. Facet roześmiał się. Całkiem zapomniał zapytać ją wczoraj o imię.
-Maya. Śliczne imię. – przyznał i uśmiechnął się. – Wracając do wczoraj.
-Ach tak… Już mówiłam że za wszystko zapłacę. Niech pan się nie martwi. – przerwała mu.
-Ej.. Ej.. Jeszcze nie skończyłem. Po pierwsze: nie chce żeby pani płaciła z szkody – Maya strzeliła na niego wowa – A po drugie nie jestem żaden pan! Tylko Jay.
-Ale... Moim obowiązkiem jest żeby zaplacić to co zepsułam, Jay – dodała na końcu
-Nic wielkiego się nie stalo. Poszły światła i kawałek zderzaka. Wolałbym za to zaprosić cię na kolacje jutro wieczorem.
No dobrze – uśmiechnęła się zalotnie. Ale JA place za kolacje i wybieram restauracje. – położyła nacisk na słowo ja.
-To facet powinien zapłacić za kolacje. – Jay zdziwił sie że tak po prostu umówił sie z nowo poznaną dziewczyną dzień po tym jak ,,stracil,, ukochaną.
Nie możesz płacić za wszystko – pozwól mi odpłacić chociaż część
-Niech ci będzie – Jay rozłożył ręce w geście bezradności. Kiedy dziewczyna odwróciła się aby zawołać kelnera Jay zmierzył wzrokiem jej zgrabną sylwetkę. Krótka biala spódniczka ledwo przykrywała opalone uda. Jasno zielona bluzeczka ładnie komponowała się z błękitnymi oczami dziewczyny. Jej uroda przyciągała uwagę.
Co chcesz?? – zapytała chłopaka
-Espresso i ciastko – stwierdził czytając menu. - opowiedz coś o sobie – poprosil ją…
-Hmm… No więc, jestem Maya, mam 22lata, studiuje Pedagogikę na uniwersytecie. Mieszkam sama. Nie wiem co jeszcze.
-Co lubisz najbardziej robić?
-Spać i leżeć w wannie.
-Ciekawe zajęcia. – roześmiał się Jay. Spojrzał na zegarek i ze smutkiem stwierdził że musi już iść. – Ech… Obowiązki wzywaja. Muszę iść.
-Szkoda. No to do jutra. Przyjedź po mnie. Wysle ci esa gdzie i o której.
-Cześć – pocalował ja w oba policzki. Wsiadając do samochodu zorientował się ze przez ten czas który spędził z Mayą ani razu nie pomyślał o Agacie…

-Wróciłem! – Jay krzyknął na całe mieszkanie.
-Super!! – odkrzyknęłam mu – Gdzie byłeś??
-Aaaa… Załatwić sprawy związane z samochodem.
-Aaa.. No i jak?? –Weszłam do kchni gdzie był facet i zapytałam z ciekawością widząc ze po raz pierwszy od trzech dni się uśmiecha. – Nawrzeszczałeś na niego i wyzwoliłeś swoje emocje??
-Jak już to na nią. No coś ty miałem się drzeć na kobietę?
-Na Richiego krzyczysz - stwierdziłam z powagą
-SŁYSZALEM!! – wydarł się Cameron z naszej sypialni. Razem z Jayem zaczęliśmy się śmiać.
-Widzę że wróciłeś zadowolony. Jaka ona jest??
-Piękna i interesująca.
-Hmm… To na pewno boska… A...
-Nie. Nie zapomniałem o Agacie. Wciąż mnie boli jej cios. Ale Maya to tylko koleżanka.
-Jayek, wiesz że powinieneś zapomnieć o Agacie i zając się tą dziewczyną.
-To nie jest takie proste, chociaż Maya sprawiła że nie myślałem o niej. Skończmy ten temat. Zaraz wracam. - Po paru minutach Jay wrócił przebrany tylko w niebieskie szorty.
Image and video hosting by TinyPic
-Chcesz lody?? – Jay pokazał dwa pudełka lodów.
-Czy ja słyszałem słowo lody?? – w pomieszczeniu pojawił się Richie. – Jeśli tak to ja jestem chętny. – przytulił mnie i pocałował lekko.
-Głodomór przyszedł. – westchnęłam i roześmiałam się głośno. – Jay schowaj te lody bo zaraz ich nie będzie!! – ostrzegłam bruneta
-Wiesz co?? Ja miałbym zjeść tyle?? – oburzył się blondi i wyszedł z kuchni.
-Idź do salonu włącz jakiś fajny film, ja zaraz przyjde.
Cały wieczór w trójkę, siedzieliśmy przed telewizorem i jedliśmy lody.
-Kocham cię – szepnęłam do Richiego który lezał na łóżku. Właśnie wyszłam z pod prysznica. Jeszcze trochę mokra.
-Ja ciebie tez, kotku. – pochylił się nade mną i odgarnął włosy z czoła. Jego usta zbliżyły i się do moich, a ręka zawędrowała na brzuch. Mruknęłam coś w zadowoleniu. A on pocałował mnie mocno i gwałtownie. Oddałam pocałunek z taką samą namiętnością. Richie przyciągnął mnie do siebie. Teraz oboje siedzieliśmy. Udami obejmowałam jego biodra. Nasze pocałunki stawały się co raz bardziej zaborcze. Rozpięłam guziki koszuli i palcami pieściłam sutki.
Image and video hosting by TinyPic
Po chwili koszulka wylądowała na podłodze. Jego język znalazł się na mojej szyi. Zręcznym ruchem pozbył się białego ręcznika który okrywał moje ciało. Ja zabrałam się do rozpinania rozporka od spodni całując przy tym jego klatkę piersiową. Zsunęłam spodnie razem z bokserkami uwalniając jego pulsującą pęskość. Richie pchnął mnie do tyłu, moje ręce przygwoździł swoimi i pochylał się nade mną. Całował moje piersi, językiem smakował sutki zjechał niżej przez brzuch do wzgórka łonowego. Jęknęłam.
-Szybciej… - ledwo wydusiłam z siebie to słowo...
komentarze [15]

Rozdział 24 - Jestem na lotnisku... >> piątek, 14 marca 2008 20:18:06
… Suzan delikatnie otarła je chusteczką. Pogłaskała go po policzku.
-Musisz być silny. Dla mnie – chłopak ścisnął jej rękę. Jego powieki stawały się cięższe. Glos Suzan dochodził jakby z oddali. Chris czuł się co raz gorzej.
-Chris! Nie zamykaj oczu! Proszę cie!! – krzyczała płacząc – Nie zasypiaj!! Nie możesz! – przytuliła jego bezwładne ciało do siebie – Chris!! Mów do mnie!! Słyszysz?? Mów!! – nie umiała opanować histerycznego płaczu
-Przepraszam… - odezwał się bardzo cicho – Tak bardzo cię kocham. Proszę nie płacz…
-Karetka już jedzie… Tylko nie zamykaj oczu. Powiedz cos jeszcze!! Chris?? Kotku, mów! – Chłopak stracił przytomność – Nie proszę nie rób mi tego!! – położyła go z powrotem i wtuliła głowę w jego gorącą szyję. Jej ciałem wstrząsały spazmy. Słyszała ciężki, świszczący oddech chłopaka. Czuła bicie jego serca. Jedyne oznaki że życie jeszcze niego nie uszło. – Nie możesz mi tego zrobić – powtarzała bezgłośnie. Głos syreny wył co raz głośniej – Jeszcze trochę, wytrzymaj. Kocham cię! – ambulans zatrzymał się przy nich. Jakaś kobieta odciągnęła ja od chłopaka i dała środki uspokajające. Dwaj mężczyźni zajęli się Chrisem. Przełożyli go na nosze, podłączyli do kroplówki i wsadzili do samochodu. Po chwili już jechali do szpitala. Suzan przez cały czas głaskała nieprzytomnego chłopaka po głowie i szeptała coś do niego
-Co się dzieje?? – zapytała przestraszona gdy jakiś przyrząd zaczął głośno piszczeć. Na ekranie pojawiła się długa pionowa kreska. – Nie!!!!! Nie pozwólcie mu umrzeć!! Nie dziewczyna szlochała – RÓBCIE COŚ!!! – krzyczała
-Proszę pani! Staramy się jak możemy!! Proszę się uspokoić, bo tak pani nam nie pomoże! – mówiła do iej ta sama kobieta, która podała jej leki
-Jak mam się uspokoić jak mój chłopak umiera?? – wciąż krzyczała
-Zatrzymanie pracy serca – krzyknął do tej kobiety jeden z lekarzy
-Podajcie adrenalinę! – Suzan usłyszała te krzyki jak by przez mgłę – Chris… Nie możesz umrzeć. – odsunęła blond kosmyk z jego czoła. Obsypała pocałunkami jego twarz. Mężczyźni krzyczeli do niej żeby się odsunęła. Nie chciała go zostawiać.
-Udało się! – odetchnęła z ulgą kobieta, a na monitorze pojawił się znów prawidłowy rytm.
-Och… Boże… Dziękuję… – z oczu dziewczyny popłynęły jeszcze obfitsze łzy
-Jesteśmy na miejscu. Proszę się odsunąć! – po chwili lekarze pędzili na przygotowana już sale operacyjną
-Dalej nie może pani wejść – zatrzymał ją przed drzwiami jakiś młody facet
-Ale ja musze – szarpała się – Musze z nim być
-Pani chłopak jest w dobrych rekach. Mój tata będzie go operował. Jestem tutaj na stażu. Niech pani usiądzie – podprowadził ja na krzesło. Suzy przeraźliwie szlochała.
-On nie może umrzeć. Nie może mnie zostawić.
-Proszę mnie posłuchać. On nie umrze. – Spojrzał jej w oczy. Dziewczyna trochę się uspokoiła i wzięła głęboki oddech. - Jestem Adrian. – chłopak wyciągnął rękę i szeroko się uśmiechnął
-Ach. Suzan – Ne jej twarz pojawił się nikły uśmiech.
-Jak to się stało?? – zapytał ją Adrian ale dziewczyna nie zdążyła odpowiedzieć bo na korytarzu pojawiła się Maria
-SUZAN!!! Boże!! Co sie stało!!?? – M.J. z przerażeniem patrzyła na Suzy. Dziewczyna dopiero teraz zorientowała się że jej ubranie jest całe brudne od krwi Chrisa. Suzy wpadła w ramiona przyjaciółki i totalnie się rozkleiła. Za Marią do szpitala ubiegł Richie
-Suzy, co się stało?? – nalegała czarnowłosa
-Chris.. Operują go… Ktoś dźgnął go nożem… - nawet nie silił się żeby mówić po angielsku
-Maria! Powiedz mi o co chodzi!! – Richie prawej krzyczał
-Chris jest ranny – jej oczy się zaszkliły – i to ciężko. Jego stan jest krytyczny. –Tuliła do siebie zrozpaczoną blondynkę i tłumaczyła to co przekazywali jej Suzy i Adrian. Jego twarz zrobiła się kredowo biała
-Nie to nie możliwe. On nie może… - głos mu się załamał. Adrian pokiwał głową tak żeby Suzy tego nie zobaczyła. Po 30 minutach w korytarzu siedziało całe us5 i 3 dziewczyny. Operacja nadal trwała. Wreszcie lekarz wyszedł z Sali. Minę miał nie tęgą. Suzan zerwała się na równe nogi,
-I co??
-Noż przebił wątrobę, śledzionę i lewe płuco. Do tego ma naruszone jedno żebro. Miał nie wielkie szanse na przeżycie. Stracił dużo krwi. Mieliśmy problemy z jego sercem. – lekarz zrobił długą przerwę – Ale chłopak jest wyjątkowo silny – mężczyzna uśmiechnął się.
-To znaczy że on nie umrze?? – twarz blondynki rozpromieniła się mimo że z jej oczu kapały łzy.
- To pokaże dzisiejsza noc. Ale trzeba wierzyć ze będzie dobrze
-Kiedy mogę go zobaczyć??? Kiedy on się obudzi??
-Teraz. Tylko na razie przez szybę. Wybudzi się dopiero jutro rano. Musi zregenerować siły.
-Dziękujemy panu – odezwał się Jay i uścisnął lekarzowi rękę – Nie martw się Suz. On przeżyje. Dla ciebie. – pogłaskał dziewczynę po włosach – A teraz idź do niego. My przyjdziemy za chwilę – Lekarz zaprowadził ją do Sali w której leżał Chrisek
-Zostawię panią
-Na pewno nie mogę tam wejść??
-Niestety nie
-Ok. – Suzan zbliżyła się do szyby – Chrisek, kochanie – nie mogła opanować łez patrząc na leżącego w szpitalnym łóżku chłopaka. Urządzenia monitorujące serce głośno pipczały. Rurak intubacyjna wychodząca z jego ust połączona z respiratorem pomagał mu oddychać. Miejsca gdzie ostrze noża były wbite, owinięte były grubymi białymi bandażami. Jego twarz była taka spokojna. Tak bardzo chciała go dotknąć. Poczuć ciepło jego skóry. Pocałować usta które były jej tak bliskie. – To moja wina. – oparła ręce o szybę i schyliła głowę. Jej łzy kapały na biały parapet. Poczuła czyjąś dłoń na ramieniu.
-To nie jest twoja wina. Nie możesz się o to oskarżać. – usłyszała ciepły glos Izziego
-Moja. Czybym nie uparła się na tego cholernego dentystę to teraz robilibyśmy inne rzeczy. Popatrz mam na sobie jego krew! – wskazała na koszulkę która kiedyś miała cytrynowy kolor a terax przybrała brunatną barwę. – Nie będę mogła sobie tego wybaczyć, że gdyby nie ja to nic by mu się nie stało. Nigdy nie zdarzyła by się taka sytuacja.
-Jak możesz tak mówić!! – Izzy złapał ja za ramiona – gdyby nie ty to Chris nie byłby taki szczęśliwy jaki jest teraz. On przy tobie promienieje. Kocha cie całym sercem a ty wygadujesz takie bzdury?? – chłopak przytulił do siebie płaczącą Suzy.
Dziewczyna przez prawie całą noc spędziła na krześle wpatrując się w wykres pracy serca Chrisa. O 6.30 obudziła się z głową na kolanach Marii, która też spała przytulona do Richiego, który wpatrywał się w ścianę
-Cześć… - szepnęła cicho i podniosła się. Richie uśmiechnął się blado i skinął głową w kierunku sali w której leżał Chris.
-Idź do niego. – Dziewczyna skierowała się w tamtą stronę i przystanęła przy oknie przez którą mogła patrzeć na chłopaka. Chris spał spokojnie, już bez respiratora. Suzan przez pare minut wpatrywała się w stabilnie unoszącą się i opadającą klatkę piersiową blondyna. Było niesamowicie cicho.
-Odłączyliśmy go od respiratora jakąś godzinę temu – Suzy podskoczyła na dźwięk głosu lekarza. – Na szczęście nie ma problemu z oddychaniem. Może pani na chwilę do niego wejść. Tylko proszę to założyć. – podał jej gustowny zielony płaszczyk. Weszła do Sali i usiadła obok chłopaka na łóżku. Ujęła jego ciepłą dłoń. Znowu się rozryczała -Chris, kocham cię wiesz?? – mówiła chociaż wiedziała ze on jej nie odpowie. Głaskała go po ramieniu. Dotknęła opuszkami palców jego ust. Muskała wargami jego policzek i gorące czoło. – Nie zdążyłam ci wcześniej powiedzieć tylu rzeczy. Nigdy nie mówiłam ci że, kocham kiedy budzisz mnie rano słodkimi całusami, ze nie nienawidzę kiedy robisz bałagan na podłodze kiedy szukasz ciuchow a bardzo się spieszysz. Rozczulasz mnie kiedy bawisz się z Olivierem. Położyła głowę obok jego ramienia, dłoń ułożyła na klatce piersiowej. Drugą dłonią ściskała jego rękę. – Kocham cię… - powtórzyła. Podniosła się gwałtownie pod wpływem dotyku czyichś palców na policzku. Musiała na chwile przysnąć. Chris uśmiechnął się słabo. Suzan wyszeptała jego imię.
-Tak się bałam.- obdarowała pocałunkami jego oczy policzki i przede wszystkim usta. Przytuliła do swojego policzka jego dłoń.
-Kocham cię. – zaczęła głośno szlochać.
-Ja też cię kocham. – mówienie sprawiało mu wyraźny ból. Suzan posłała mu troskliwy uśmiech przez łzy.
-Bardzo cię boli?? – delikatnie dotknęła opatrunku
-Tylko troszkę. Ale… Jak ty wyglądasz?? – nagle w jego oczach pojawiło się przerażenie – On nic ci nie zrobił?? – Suz spojrzała na koszulkę której nie przebrała od wczoraj.
-Nie. Ze mną jest wszystko w porządku. – pocałowała go w usta – Śpij. Musisz odpoczywać. Będę tutaj z tobą. – Głaskała go po ręce.
-Musisz się przebrać. – szepnął – Wracaj do domu. Ty też potrzebujesz snu.
-Nie chce cię zostawiać. – przesunęła ręką po policzku Chrisa. – Śpij. –Oczy same mu się zamykały. Powoli odpłynął w sen. Dziewczyna przykryła szpitalna pościelą jego naga klatke piersiową, delikatnie pocałowała w policzek. Spojrzała na zegarek. Była 7.05. Spała tylko 10minut. Wyszła z Sali na korytarz, gdzie siedziała tylko Maria. Myślała nad czymś.
-Hej – odezwała się pierwsza Suzy O czym tak myślisz?? – usiadła obok niej.
-O Richiem. No wiesz...
-Nie myśl o tym. A gdzie on w ogóle jest??
-Poszedł po kawę. Jak Chris??
-Chyba lepiej. Obudził się na parę minut.
-Mogę do niego wejść?? – za nią stanął Richie
-Chyba tak. – uśmiechnęła się Suzy
-Chris stary Napędziłeś nam niezłego stracha. Facet, nie rób tak więcej. – Do oczu Blondasa cisnęły się łzy. – Baliśmy się o ciebie. Nie wiedzieliśmy czy przeżyjesz. Suzy to bardzo przeżyła. – mówił do śpiącego chłopaka. Richie poczuł mocny uścisk na ramieniu. Odwrócił się i zobaczył resztę zespołu. Wszyscy mieli blade twarze i podkrążone oczy.
-Powiadomiliśmy jego rodzinę. Będą dzisiaj wieczorem. Jego mama była bardzo roztrzęsiona.
-Musza państwo wyjść. Chłopak potrzebuje spokoju. – do sali weszła pielęgniarka aby sprawdzić wszystkie urządzenia.
Chodźcie. – zdecydował Jay. W korytarzu Maria próbowała namówić Suzy aby pojechała z nimi do domu.
Image and video hosting by TinyPic
***
Siedzimy w korytarzu. Spięci i zdenerwowani ta całą sytuacja z Chrisem. Trzymam Richusia za ręke i głaszcze jego palce. Inga z Izzy wrobili do domu. Jay gapił się w wyświetlacz telefonu. Czekał na telefon od Mikela który pojechała załatwić sprawy związane z konferencja prasową i odwołaniem wszystkich koncertow. W końcu Komorka zadzwoniła
-Tak?? – odezwał się Jay. – Agata? Cześć – spojrzeliśmy na niego wszyscy. Jego mina wyrażała zdziwienie i niepokój.
-Jesteśmy w szpitalu. Oglądałaś wiadomości?? – bardziej stwierdził Jay
-Tak. Tak mi przykro. Obudził się się już?? – zapytała troskliwie Agata
-Na chwilę. Jakieś dwie godziny temu. Teraz znowu śpi. Cały czas jesteśmy z nim. Suzy cały czas jest w szoku. Ale z Chrisem jest co raz lepiej. – uśmiechnął się pod nosem brunet.
-Uściskaj go ode mnie jak się obudzi.
-nie przyjedziecie do szpitala?? – Jay był zaskoczony. Usłyszał stłumiony szloch w słuchawce. – Agata?? Co się dzieje???
-Jay… Ja jestem na lotnisku. Wracam do Londynu. Samolot jest za pół godziny.
-Co?? – Jay z niedowierzaniem na twarzy zaczął chodzić po korytarzu. – Jednak on?? Jednak wybrałaś jego??
-Och… Jay to nie tak… Wróciłam wczoraj do domu, po naszej kłótni. Nike zabrał mnie na obiad. Powiedział ze kocha najbardziej na świecie. – Jay słuchał tych słów jak otępiały – Że gdyby mnie stracił, nie pozbierał by się ustalił datę ślubu z moimi rodzicami. Dzisiaj mnie o tym powiadomił. – Agata wybuchła płaczem – Nie umiem mu tego zrobić. Przepraszam, przepraszam, przepraszam. Proszę zrozum mnie. Wiesz że cię kocham ale nie umiem tego zrobić. Wybacz mi proszę! – zapadła głucha cisza. Mężczyzna tępo gapił się w okno – proszę powiedz coś… - zaszlochała dziewczyna do słuchawki
-Życzę… Życzę wam szczęścia – odezwał się tylko i rozłączył… Agata rozbeczała się głośno ale on już tego nie usłyszał, spojrzał prosto na mnie, w jego oczach pojawiły się łzy. Złość mieszała się z rozpaczą. Facet cisnął komórka o ziemie. Czarny rozsuwany samsung roztrzaskał się.
-Co się stało??? – zapytał zaniepokojony zachowaniem przyjaciela, Richie.
-Wszystko się jebie!! – krzyknął i walnął ręką w ścianę. Gdzieś już widziała taki widok. – Najpierw Chris teraz ona!!! Agata wraca do Londynu. Z Nike’m! Mają już ustaloną datę ślubu.
-Pizda – mruknął pod nosem Richie. – Jak ona mogła tak zrobić??
-Oj... Jay! – wstałam i przytuliłam bruneta. On objął mnie mocno i rozpłakał się jak dziecko. Mimo że był wyższy prawie o głowe i dużo większy tuliłam go do siebie jak małego bobasa. Richie wstał i położył rękę na ramieniu chłopaka
-Cicho… Wszystko będzie dobrze… - powiedział pocieszającym głosem
-Proszę nie płacz, bo ja tez będę ryczeć. – szepnęłam do niego…
***
Image and video hosting by TinyPic

Image and video hosting by TinyPic
Sorki ze tak krótko i nudno ale nie mam czasu żeby pisac....
komentarze [10]

Rozdział 23 - Boisz się??? Chrisek nie rozśmieszaj mnie! >> niedziela, 2 marca 2008 18:46:38
…Czekaj! – Inga zatrzymała Suzan – Pomóż mi!!
-W czym??
-Pomóż mi wybrać suknie ślubną. O ty też!! – zwróciła się do rozczochranej Marii która pojawiła się w korytarzu
-My?? – wykrzyknęły chórem
-Ja sama nie mogę się zdecydować! – stwierdziła zrezygnowana Inga
-No dobra, chodźmy – uśmiechnęła się Maria. Po długich obradach wybrały piękną kremową suknie z długim welonem. Przyszła panna młoda zadzwoniła i umówiła się na przymiarki za tydzień. W końcu do ślubu zostało mało czasu.
***
-Agata kotku. Pobudka – Jay nachylił się nad dziewczyną i podarował jej słodkiego całusa
-Hmmm… Już?? – objęła go ramionami
-Już?? Jest 12.00 – roześmiał się brunet
-Co??? Czemu mnie nie obudziłeś wcześniej?? – zerwała się
- A po co?? Masz jakieś plany??
-Tak!! Miałam jechać z Nickeyem po prezent dla mojej mamy. Ma jutro urodziny.
-Nickey. Nickey. Nickey. Mam już tego dosyć! – Humor Jaya natychmiastowo się zepsuł – Od pół miesiąca jesteśmy ,,niby,, razem. Wszyscy o tym wiedzą oprócz twojego zasranego Nike’a. Kiedy mu wreszcie o nas powiesz?? Masz w ogóle taki zamiar?? Mam dość bycia ł facetem na dokładkę. Potrzebuje kobiety która nie musi zrywać się o 8 rano i biec do NARZECZONEGO – ostatnie słowo mocno zaakcentował – Musisz zdecydować albo JA albo ON. Nie chce już dalej czegoś takiego jak teraz! Kocham cię, ale jeśli nie wybierzesz któregoś z nas, to nie licz ze będzie tak samo. Więc jeżeli chcesz być ze mną to powiedz mu o nas. A teraz wracaj do niego bo jesteś co raz bardziej spóźniona. Chce zostać sam.
-Ale..
-Nie ma żadnego ale. Postawiłem sprawę jasno. Proszę wyjdź
-Nie wyjdę!! – oburzyła się Agata i zaczęła bronić się swoimi argumentami – Myślisz że tk łatwo powiedzieć facetowi z którym się jest od 2lat: ODCHODZE!!!?? Nie chce go ranić!!- naciągnęła na głowie brązowy sweter – wiem że będzie mu ciężko
-A nie pomyślałaś że tym co robisz ranisz także i mnie??
-Wiesz że nie chce tego robić – podeszła do chłopaka i chciała go przytulić ale on odsunął się i wskazał drzwi
-Czekam na twoją decyzję
***
Leżałam na kanapie i wpatrywałam się w słodką buzie drzemiącego Richiego.
Image and video hosting by TinyPic
Przytulał do siebie małą poduszkę. Przesunęłam palcami po jego długich rzęsach. Słyszałam krzyki z pokoju obok. Po chwili Agata wybiegła trzaskając drzwiami. Bez słowa wyszła z mieszkania
-Co się dzieje? – Richie rozejrzał się po pokoju
-Nic, śpij dalej – przysunęłam się do niego.
-A ty co będziesz się na mnie gapić – oburzył się
-Przez ostatnie 20 minut gapiłam się i mogę dalej. Jesteś cudny skarbie. Ale mógłbyś przytulić kogoś innego a nie tą poduszkę.
-Nie mam do kogo – zasmucił się
-To spadaj!! – uderzyłam go w pupę
-No chodź tu – przyciągnął mnie do siebie i leciutko pocałował. Pogłębiłam pocałunek, a on położył się na mnie i całując głaskał po policzku.
-Boli cię jeszcze?? – zapytałam i pomacałam wielkiego guza na czole blondyna. Byliśmy wczoraj w klubie i Richie po pijanemu usiłował wsiąść do samochodu i przywalił głową w krawędź dachu. Guz miał piękny fioletowy kolor. Trochę wyżej widniał piękny plaster z Kubusiem Puchatkiem. Do teraz chce mi się śmiać jak przypominam sobie minę Richiego kiedy zorientował się że leci mu krew, a potem jak zobaczył siebie z tym plastrem.
-Ałł… - syknął. Musnęłam ustami śliwę na czole.
-Ślicznotko musisz uważać. Trzeba będzie nałożyć więcej tapety na czoło, na jutrzejszy występ – zaczęłam się śmiać
-To chyba ty musisz uważać – zepchnął mnie z kanapy i wylądowałam na podłodze – Ślicznotko… - uśmiechnął się zawadiacko i posłał całusa
-O nie!! – wrzasnęłam i pociągnęłam go za zwisającą nogę i ściągnęłam z kanapy. Z łoskotem wylądował na mnie – O Boże! Grubasie ile ty ważysz?? – wydarłam się cały czas chichocząc –Złaź bo mnie udusisz.
-No cóż… Sama tego chciałaś – rozłożył się na mnie. Jego głowa spoczywała w rowku pomiędzy moimi piersiami
-Nie za wygodnie ci?? – zapytałam
-Jest idealnie – jęknął rozmarzonym głosem.
-Facet spadaj czy ja wyglądam jak łóżko??
-No wiesz??? Jak mogłaś?? – w tym momencie ze swojego pokoju wyszedł zamyślony Jay. Spojrzał na nas kontem oka i poszedł do kuchni. Był smutny. Nie przywalił się do nas szczególnie że Richie usiadł mi właśnie na plecach i klepał po tyłku.
-Złaź!!! – pisnęłam – ZŁAŹ!!! – wrzasnęłam na niego
-Halo! Spokojnie już schodzę. – usiadł obrażony na kanapie. Klapnęłam obok niego.
-Nie gniewaj się, - przytuliłam się do niego. - Pogadaj z nim – szepnęłam Riczowi do ucha
-Z Jayem?? Po co?? – skrzywił się Richie
-Nie zły z ciebie przyjaciel. No idź. – wypchnęłam go
-Nie będzie chciał ze mną gadać.
-Będzie. No IDŹ!! – na zachętę dostał słodkiego buziaka. Wszedł do kuchni a ja przysłuchiwałam się całej rozmowie.
-Jay?? Wszystko w porządku?? – zapytał Richie
-Nic nie jest w porządku. Zostaw mnie.
-Chodzi o Agatę?? Mogę ci jakoś pomoc?
-Nie możesz… Wracaj do Marii. Ciesz się tym że masz ja tylko dla siebie – chłopak wyciągnął piwo z lodówki i pociągnął długiego łyka. Richie oparł się o szafkę i przyglądał się facetowi.
-Jay… Mimo że ostatnio często się kłócimy jestem twoim przyjacielem i możesz się mi wygadać, a to zawsze pomaga – uśmiechnął się do bruneta Cameron
-To nie ma sensu – strapił się Jay
-Mów – nakazał Richie. Jay westchnął,
-Agata nie umie zdecydować. Właśnie o to się pokłóciliśmy. Kazałem jej wybierać albo on albo ja. Nie wiem co mam robić. Umiesz coś na to poradzić?? - Richie wziął głęboki oddech.
-Nie powiem ci, żebyś o niej zapomniał bo ten tekst jest do dupy. Skoro powiedziałeś jej ze ma wybierac to pozostalo ci tylko czekać. Ta decyzja należy tylko do niej. Teraz pozostało ci tyko czekać… - blondas tez wyjął sobie piwo – Może pójdziemy gdzieś wieczorem??
-Chcesz nabić sobie drugiego guza??? – roześmiał się Khan
-O niczym innym nie marze. No to o 9 masz być gotowy
-STRINGINI!! Do mnie – wrzasnęłam na całe mieszkanie. Usłyszałam gromki śmiech Jaya, a po chwili pojawił się Riczmen we własnej osobie – Gdzie idziecie?? - zapytałam z zaciekawieniem, a on opowiedział mi co wymyślił.
-Ta ,,Brama Rozkoszy” brzmi podejrzanie. Gdzie to jest??
-To zwykły bar. Nawet niedaleko.
-Błagam tylko Nie rozbij sobie znowu głowy.
-No nie!! No nie!! Jay to samo!! Raz mi się przytrafiło a wy już!!
-Jasne… Raz!
-No może dwa – zwątpił
-Dobra, dobra. Ale uważaj! – dałam mu całusa w usta - Ach… Te twoje usteczka – rozkoszowałam się ich smakiem – Boskie… - szepnęłam mu do ucha i umknęłam do pokoju.
-Ej no halo?!?!? – krzyknął za mną Richie – Czekaj! – pobiegł za mna ale coś go chyba zatrzymało bo nie dotarł. Wyszłam na korytarz. Richie rozmawiał z Chrisem
-Hej chłopcy! – uśmiechnęłam się do oby dwóch- Co robicie??
-Chrisa boli ząb – wytłumaczył Ricz
-Trzeba iść do dentysty
-Nie!!!! – wykrzyknął Watrin. Richie i ja spojrzeliśmy na siebie ze zdziwieniem
-Eee... Dlaczego?? – zapytałam
-Nie chce! Nie boli tak bardzo. Dajcie mi ibuprom czy coś takiego i nie mówcie Suzy! Błagam! – usiadł na kanapie w salonie. Przyniosłam z pokoju APAP. Chłopak połknął 2tabletki bez popijania i wrócił do pokoju.
-A pan Richulek ma zdrowe ząbki?? – zaśmiałam się. Richie wyszczerzył zęby szerokim uśmiechu. Przytulił mnie i czule cmoknął w nos.
-Chodź do pokoju… - zamruczał mi do ucha. Wsadził rękę pod spódnice i głaskał delikatnie moje udo
-Ja wole zostać tutaj.- Sięgnęłam po pilota od TV i starałam się nie zwracając uwagi na jego pieszczoty.
-Ale ja nalegam na pokój… Tam jest duże łóżko – wyciągnął mi pilota z ręki i sięgnął ustami do moich ust. Przesunął palcem po dolnej wardze, potem zrobił to samo tylko językiem.
-Richie... Nie mogę... – westchnęłam. Chłopak nie przerwał i całował mnie najpierw delikatnie potem coraz gwałtowniej.
-Chodź... – jęknął – Proszę...
-Richuś, kochanie nie mogę… Przecież wiesz… - pogłaskałam go po policzku i jeszcze raz pocałowałam – Dopiero za tydzień, no może troche krócej.
-Nienawidzę Tych dni… - jęknął pod nosem.
***
Image and video hosting by TinyPic
-Chris! Już późno! Jeśli nie chcemy sie spóźnić musimy już wyjść.
-Ja nigdzie nie ide!! – mruknął chłopak – Nie wierze że Richie wszystko wygadał!
Boisz się??? Chrisek nie rozśmieszaj mnie!
-Nie boje się!! Ale nie byłem u dentysty już bardzo długo i dalej nie musze iść! Nic mnie nie boli!
-To dziwne, bo Richiemu mówiłeś coś innego. Idziemy! Ostatnio nie spałeś całą noc, ciekawe dlaczego??
-Nie przez zęba!
-Nie kłóć się ze mną! Wychodzimy – pociągnęła go za rękę. – Zakładaj buty a ja powiem komuś że wychodzimy. – Chłopak miał nie zadowoloną minę – Chris proszę… - przytuliła go mocno – Nie bój się.
-No dobra. Chodźmy – powiedział nieszczęśliwy blondas.

GODZINE PÓŹNIEJ (19.10)
Po wyjściu z gabinetu stomatologicznego, para udała się na parking gdzie zostawili samochód.
-No i nie było jakoś strasznie. – zapytała Suzan
-Nawet nie. I pani doktor była bardzo miła. – zaśmiał się chłopak i przytulił dziewczynę. - Poczekaj tu a ja skocze tylko po wino do kolacji – pocałował ją i wszedł do sklepu koło którego przechodzili
-Ej! – wrzasnęła Suzan, kiedy ktoś mocno szarpnął za tył jej czarnej bluzy. Wylądowała na ziemi, lekko uderzyła głową w ziemie. Chwilowo ją zamroczyło ale po chwili odzyskała sprawność umysłu. Ktoś przyciskał ja do ziemi i grzebał w jej torebce. Suzy zaczęła piszczeć najgłośniej jak umiała. Napastnik uderzył ja w twarz i kazał się zamknąć. Nagle nacisk zupełnie zelżał. Chris podniósł nieświadomego obecności jeszcze jednej osoby faceta za kaptur i odciągnął go od dziewczyny. Uderzył go pięścią w twarz i wrzeszczał coś do niego. Miał przewagę ale w pewnym momencie mężczyzna wyjął nóż. Dalszy ciąg bójki trwał tylko kilka sekund. Suzan usłyszała krzyk Chrisa. Spojrzała na niego przerażonym wzrokiem. Jego szaro- zielone oczy zaszły mgła. Na błękitnej koszulce pojawiły się dwie czerwone plamy. Facet uciekł.
-Suzan… szepnął Chris i powolnym krokiem podszedł do dziewczyny sparaliżowanej strachem – Przepraszam – wyszeptał. Ręka którą trzymał na jednej z ran zrobiła się czerwona. Pogłaskał nią policzek dziewczyny zostawiając krwawą smugę i osunął się w jej ramiona.
-CHRIS!!!! – krzyknęła – Chris proszę!! – z jej oczu popłynęły lzy
-Karetka… Zadzwoń po pomoc… - powiedział prawie bez głośnie. Suzan nie mogła go utrzymać i razem osunęli się na zimny chodnik. Twarz chłopaka wykrzywiał grymas bólu.
-Ciii – delikatnie ułożyła jego głowę na swojej torebce – karetka zaraz przyjedzie – duże czerwone plamy pod żebrami znacznie się powiększyli i zlały w jedną wielką.
-Boli – jęknął kiedy ucisnęła większą rane. Kiedyś przez przypadek trafiła na kurs pierwszej pomocy. Spojrzała na przerażonego Chrisa. Na jego czoło wstąpiły kropelki potu…


*** Sluchajcie początku;);)
komentarze [14]

Odcinek 22 - O nie!! Nie wloże tego!! >> środa, 27 lutego 2008 21:34:15
… – Maria, chodź – Richiego nie ruszył mój płacz.
-Richie – zaszlochałam – Poleciałam do niego i przytuliłam. – Przepraszam… - Rozryczałam się jeszcze bardziej. On objął mnie mocno i pocałował w policzek.
-Kotku, czy ty myślisz ze bym cię tak zostawił z takiego powodu??
-Ale chciałeś?? – zapytałam
-Nie mógłbym, podpuszczałem cie. Chciałem zobaczyć twoja reakcje. – Uśmiechnął się do mnie a ja ku jego zdziwieniu rozryczałam się znowu – Ej... Nie myślałem ze tak zareagujesz…
-Chce do domu i nie kituj mnie więcej
-Dobrze się czujesz?? – zaniepokoił się
-Nie.
-A powiesz mi co ci jest??
-Nie wiem.
-To ja wiem. To pewnie PSM. –
-Sam jesteś PSM – walnęłam go w ramie, ze aż zasyczał
-Kobieto uspokój się. Przecież właśnie się tak zachowujesz jak babki z zespołem napięcia przedmiesiączkowego. Jesteś agresywna ciągle płaczesz. Rano popłakałaś się bo nie mogłaś znaleźć spodni. Czytałem o tym w ,,Cosmo”
-No może.. – zamruczałam – Proszę chodźmy
-Ale nie będziesz już płakać?? – pocałował mnie lekko
-Postaram się… Ty czytasz Cosmo??? – zdziwiłam się i już zapomniałam o wszystkim. Faktycznie było ze mną cos nie tak.
-A no czasem… - roześmiał się blondyn, wziął mnie za rękę i ruszyliśmy w stronę taksówek. Całą drogę do domu przespałam przytulona do ramienia Ricza. Obudziłam się tuż przed lądowaniem. Po wszystkich procedurach wydostaliśmy się z Berlińskiego lotniska. Taksówka zawiozła nas do hotelu. Wpadłam do naszego pokoju i padłam na łóżko.
-Wreszcie w domu – westchnął Ricz i walnął się obok mnie – Lepiej się czujesz??
-Tak. – uśmiechnęłam się do niego. Wyciągnęłam się wygodnie po chwili stwierdziłam ze jestem głodna. – Riczo?? Zrobisz coś do jedzenia???
-A co byś chciała?? – pochylił się nade mną
-Hmmm… Może naleśniki z czekoladą??
-Żądasz ode mnie rzeczy niemożliwych – roześmiał się
-No proszę!! Wiem ze umiesz!!
- Okay, okay. Wygrałaś… Za niedługo będę. Wolisz zjeść w pokoju czy przyjdziesz do mnie do kuchni??
-Wiedziałam, wiedziałam!!! – pisnęłam i przytuliłam go mocno – Zawołaj mnie to przyjdę – dałam mu całusa w usta i wypchnęłam z pokoju. W tym czasie kiedy mój przystojniak gotował zdążyłam wziąć długi prysznic.
-MARIA!!! JEDZENIE GOTOWE!!!! – zawołał Richie z kuchni. Wyszłam z sypialni z jeszcze troszkę mokrymi włosami.
Image and video hosting by TinyPic
To co zobaczyłam lekko mnie zdziwiło. Nastrojowa ciemność. Przez zasłonięte rolety wpadały tylko malutkie promyczki. Na pamiętnej wysepce kuchennej rozstawione dwa nakrycia. Zapalone czerwone świece.
-Jak pięknie – wykrzyknęłam. Na twarzy Richiego zakwitł promienny uśmiech.
-Podoba ci się?? Zapraszam do stołu. – Zanim usiadłam obdarowałam mojego kucharza słodkim buziaczkiem w policzek.
-Jesteś cudowny.
Na najładniejszych talerzach jakie blondyn znalazł w szafce dostałam 2 wielkie naleśniki, jak się domyślałam z czekoladą. Danie było udekorowane bitą śmietaną i owocami. Rozpuszczoną czekoladą, Richie napisał na talerzyku ,Kocham Cię,, Popatrzyłam na niego z czułością.
-Wiem to głupie ale tak mnie coś wzięło – zaczerwienił się
-Jej Richuś to słodkie. Ja też cie kocham. – spróbowałam naleśników –Pycha!! Mówiłam ze umiesz je robić. – W ciszy zjedliśmy wczesną kolacje. Nasze uczucia wibrowały w powietrzu. Kiedy skończyliśmy zabrałam się do zmywania naczyń. Richie objął mnie od tyłu i przyglądał się temu co robię.
-W końcu nic ci nie kupiłem dzisiaj. Jeśli chcesz to możemy teraz gdzieś pójść. W sumie nie jest daleko, a dzisiaj jest tak ładnie, możemy się przejść.
-Co ci tak na chodzenie przyszło?? Zawsze wołałeś jeździć autem
-Oj... Zmieniło mi się. Wskakuj w pantofelki wychodzimy – Richie podniósł mnie i zaniósł do przed pokoju gdzie drzwiami wejściowymi władowała się cała reszta.
-Cześć. Ech… My właśnie wychodzimy. – powiedział głośno Cameron
-Sorry Rich. Czasem faktycznie przesadzam. Gadałem trochę z chłopakami i przedyskutowaliśmy pewne sprawy i uznaliśmy że nie będziemy się ciebie czepiać dopóki nie przesadzisz zbytnio – Jay wziął go na bok.
-Spoko Jaklo. Powiedzmy się nie gniewam – roześmiał się Blondi. – To my idziemy – Złapał mnie za rękę i wyszliśmy z mieszkania
***
-Nie!! Richie nie włożę tego! – blondas przyniósł mi na wieszaku coś czego prawie nie było.
Image and video hosting by TinyPic
-Maryś!! – zwracał się do mnie tak od niedawna
-Rysiu! Nie…
-Ale włożyłaś tamto… - Miał na myśli mój czarny gorset. Zrobił smutną minę – Plosie???
-Czułam się jak ciota! Nie odłóż to
-Szkoda a może to?? – wskazał lateksowy gorset i stringi
-Tjaa… I jeszcze to – wzięłam do ręki kajdanki obszyte rózowym pluszem
-I to!! – W ręku Ricza znalazł się skórzany pejczyk – Wyobraziłem sobie jak mnie tym bijesz… - rozmarzył sie
-Richie, zboczuchu. Zapomnij! – Przeszłam do działy z bardziej delikatną bielizna
-Zobacz to – Blondas przyniósł biały komplecik. Króciutką koszulką na piersiach obszytą bladoniebieską koronką i skąpe majtki tego samego koloru
-Śliczne!
-No to dajesz idziemy do kasy, słońce. – pocałował mnie czule. Spojrzałam na cenę.
-110€, To jest strasznie drogie – odłożyłam bieliznę na miejsce. – Chodźmy stąd. Możesz kupić mi coś do picia. – Po Paru minutach sprzeczania się o komplet bielizny. Richie zrezygnował i poszliśmy do McDonalda. Richie zamówił 2 Chessburgery i shake czekoladowego, ja tylko cole
-Ty to wszystko zjesz ?? - Spojrzałam sceptycznie na jego chuderlawe ramionko
-A nie wyglądam?? – zatopił zęby w kanapkę – Pycha! – oblizał sie
-Ale my niedawno zjedliśmy obiad!!
-No co?? – Nim się spostrzegłam zabrał się za druga.
-Bo się zakrztusisz!! Spokojnie! – roześmiałam się
-Śpieszę się! – dokończył jeść w rekordowym tempie
-Gdzie?? – zdumiałam się
-Poczekaj zaraz wracam! – dostałam całusa w policzek i Cameron zniknął w tłumie. Dokończyłam cole w spokoju i czekałam na blondiego. Wrócił po 10 minutach
-Dla ciebie ślicznotko! – postawił przede mną torebeczkę
-Richie?! Co to jest??! – szeroko się uśmiechnęłam i czule pocałowałam chłopaka. – Nie musiałeś mi nic kupować – cmoknęłam go jeszcze raz
-Nie musiałem ale chciałem – stwierdził. Z torebki wyciągnęłam biały komplet który wcześniej oglądaliśmy.
-Richie… Nie powinieneś! Nie mogę tego przyjąć! Przecież to było takie drogie.
-Nie ważne ze było drogie! Ważne że ci się to podoba!
-Jej, Richuś… - przytuliłam go mocno i wyszeptałam do ucha słowa miłości
-Kotku to nie wszystko – Spojrzałam jeszcze raz.
-O nie!!! – wyjęłam z niego czarną koszulkę i springi. Te same które oglądaliśmy na początku.
Image and video hosting by TinyPic
-Będziesz w tym pięknie wyglądać dziś w nocy – szepnął – Zrobisz to dla mnie?
-Zobaczymy – zachichotałam. Nasze usta zbliżyły się do siebie. Objęłam jego szyję ramionami. Długo go całowałam. Wokół nas słyszałam jakieś szepty ale nie przejęłam się tym zbytnio.
***
-Możecie mi wytłumaczyć CO TO JEST???? – Wściekły Jay wparował do naszej sypialni bez pukania. Akurat się obudziłam a Richie wkładał spodnie na tyłek.
-Co???? - zapytał
-TO!! – Jay rzuciła na łóżko gazetę – Strona 4!!
Richie spojrzał na mnie i przysiadł na łóżku. Razem otworzyliśmy gazetę. Na podanej nam stronie znaleźliśmy nasze wielkie zdjęcie kiedy się całujemy, a ja mam w ręku wieszaczek z czarną garderobą. Wielki nagłówek brzmiał ,,Gdzie się podział niewinny Richie??,,
-Niewinny Richie?? – spojrzałam na blondas i wybuchłam śmiechem
-Czytaj dalej – mruknął brunet
-,,Wczoraj w Berlińskim Centrum ,,Arkaden,, podpatrzyliśmy jednego z wokalistów US5, międzynarodowego zespołu, znanego chyba wszystkim dziewczynom. Richie Stringini (19l.) zawsze uważany za najgrzeczniejszego z całej piątki, wcale nie jest taki niewinny. Z tego co widzimy na zdjęciu zrobił swojej ślicznej, również dziewiętnastoletniej dziewczynie Marii Ramos prezent jakim jest ta czarna, erotyczna bielizna. Podarunek na pewno się spodobał, ponieważ Richie został obdarowany namiętnym pocałunkiem. Teraz czekamy na relacje z gorącej nocy na jaką się szykuje. A dla wszystkich dziewcząt które zapragnęłyby mieć taka bieliznę jak ukochana Stringiniego zapraszamy do butików INTIMISSIMI w naszych galeriach,, - skończyłam czytać.
-I jak tam wasza gorąco noc?? Udała się?? – Jay był wściekły.
-A co nie słyszałeś?? – odciął się Richie. – Odwal się!! Miałeś się nie wtrącać!!
-Richie!! Jak to się odbije na naszym zespole??? Ile dziewczyn się odwróci bo przestana Wierzyc ze mogą cie zdobyć??? I kolego powtarzam ze masz 19 lat a w Niemczech to nie est zbyt dużo!!
-Czy ty myślisz tylko o zespole??? Jest jeszcze inne życie niż tylko US5!! Dla mnie liczą się jeszcze inne rzeczy!! I już ci mówiłem ze to nie twoja sprawa!!
-To jest moja sprawa!! Piszą o Tobie w gazecie!! Na dodatek o twoim życiu seksualnym!!! Chcesz następnego skandalu????
-Następnego??? – zapytałam podejrzanie
-Jay!! Skończ!! Nie chce mi się tego słuchać!!
-Chłopaki, proszę!! Nie kłóćcie się! Jay, może faktycznie trochę za bardzo szalejemy, ale nie przesadzaj nie zrobiliśmy nic złego. A teraz czy mógłbyś wyjść??? Chciałabym się ubrać i porozmawiać sama z Richiem – wstałam z łóżka i skierowałam się do szafy.
-Ok. – wyszedł cicho zamykając drzwi.
Richie siedział na łóżku gapił się w okno przez które wpadał sierpniowe promyki słońca. Chyba jednak przejął się tym artykułem w gazecie
-A jeśli us5 faktycznie może stracić fanki przez to co robimy?? – zapytałam go – nie chce być tego przyczyną
-Nie wiem. Ja już nic nie wiem. Mm zrezygnować z ciebie żeby zespół nie strącił 20 fanek?? Bzdura!
-Ale chyba będziemy musieli trochę przystopować – stwierdziłam wkładając czarno zieloną bluzkę i dżinsową spódniczkę – Oczywiście tylko publicznie – dodałam widząc przygnębioną mine Ricza
-No już myślałem ze w ogóle chcesz przestać – uśmiechnął się
-A ty co?? Tylko byś seks uprawiał?? Nie masz nic innego do roboty?? Lepiej napisz dla mnie piosenkę!!
-Z tobą ciągle mogę – na jego słowa zarumieniłam się i i odwróciłam do lustra udając ze poprawiam włosy – A piosenkę to swoją drogą. Wszystko ma swój czas. – stwierdził z poetyckim zadumaniem. Ze śmiechem rzuciłam w niego piżamą i wyszłam do łazienki

***
-Inguś zobacz co mam!! – Izzy wszedł do salonu z naręczem jakiś wielkich książek.
-Co to?? – zdziwiła się
-Katalogi : Suknie ślubne, garnitury, obrączki, suknie druhen, udekorowanie Sali – wyliczał –Możesz wybierać co chcesz. Znalazłem już piękny kościół. Pod Berlinem, 25 minut drogi stąd. Ustaliłem już datę. – Inga spojrzała na niego z niedowierzaniem. Wpatrywała się w niego z rozdziawioną buzią, nie mogła wydusić z siebie słowa.
-Jezus, Izzy!!! Nie wierze!!! – wskoczyła na niego. – Kiedy!?!?!?!
-Za miesiąc!!!
-Już za miesiąc??? Nie wyrobimy się!! O matko!!! !9 września!! Najpiękniejsza data…
Czekaj… czekaj… Czy to nie czasem twoje urodziny?? – zapytała a Izzy skinął głową – Podwójna okazja do świętowania!! – przytuliła się do niego – Jesteś wspaniały – pocałowała go czule – Kocham Cię
-A ja ciebie. Ale ten całus mógłby być większy… Ostatnio jestem nienasycony… - wystawił usta w Dziubek.
-Chciałbyś – zeskoczyła z niego i odwróciła się. Długo nie postała bo po chwili znalazła się na ziemi przygnieciona ciężarem faceta.
-Aaaa… - zachichotała Inga – Nie łaskocz. Aaa… Błagam!!!
-A dasz mi buziaczka??? – na chwile przestał
-Chyba w snach – zarechotała
-Pożałujesz – połaskotał ją mocniej.
-Proszę!!!! – śmiała się głośno
-Teraz dasz???
-Dam – pocałowała go namiętnie. Izzy przestał ją gilgotać, teraz tylko delikatnie głaskał po brzuchu
-Mmm… Milusio… - mruknął jej do ucha i pocałował leciutko jej wargi.
-Yhm… - odwdzięczyła mu się tak samo. – Chodź pooglądamy te katalogi
Przenieśli się na łóżko. Inga przeglądała suknie ślubne a Izzy garnitury
-Ta jest piękna – wskazała na obcisłą koronkową suknie z wielkim wycięciem na plecach
-Będziesz wyglądać cudownie – Lizzy dał całusa ukochanej
-A ta?? Albo ta!! A może ta?? – oczy dziewczyny biegały od jednej sukni do drugiej
-We wszystkich będziesz wyglądać ślicznie. Wybierz tą która podoba ci się najbardziej – uśmiechnął się szeroko.
-To żeś mi pomógł! – roześmiała się
-Przyprowadziłem wam kogoś – do pokoju wszedł Chris z maluchem na rękach – Chyba jest głodny bo trochę marudzi
-Olivierek!! – wykrzyknął Izzy a maluszek na dźwięk jego głosu zaczął się kręcić w ramionach blondyna – Chodź no malutki!! Dla Ciebie też znajdziemy mundurek. W stylu… Emowy marynarz??
-Nie!! Nie ubierzemy go w żaden strój marynarski!! – Inga wzięła szkraba na ręce – Dzięki za opiekę nad małym – cmoknęła Chrisa w policzek
-Nie ma za co. Olivier jest słodki. A my z Suzy możemy potrenować.
-Ej Halo!! – oburzył się punk – nie całować Chrisa!! On ma swoja laskę!! A ty jesteś moja!! – objął ją od tyłu – A ty co Watrin!? Dzieci sobie robisz?? Już w tak młodym wieku??
- Sam jestes w młodym wieku! No może nie teraz ale planujemy – uśmiechnął się zawadiacko Chris – O I mam jeszcze to! – Chris wyciągnął z za siebie magazyn o modzie. Na okładce było zdjęcie Ingi z ostatniej sesji zdjęciowej.
Image and video hosting by TinyPic
-O mój BOZE!! – jedyną dziewczynę w pomieszczeniu totalnie zatkało – Zupełnie o tym zapomniałam!! Jestem na okładce gazety!!! – zaczęła piszczeć. Chris z Izzym roześmiali się. – O RANY!! – Posadziła dziecko na podłodze i przytuliła mocno obydwu chłopaków
-Słońce musisz się przyzwyczaić – pocałował ją w czoło Gallegos – Tak już teraz będzie.
-No to ja spadam do Suzan. Pa Pa – Chris pomachał małemu, a ten roześmiał się głośno.

-Jesteście słodcy – Inga przyglądała się swojemu ukochanemu. Olivierek spal na klacie faceta.
-Się gra , się ma – puścił jej oczko Izzy – Zaraz musimy jechać z chłopakami do studia, a potem mamy jakiś wywiad w radiu. Oddaj może komuś Oliviera na chwile. Jay na pewno będzie chętny. Chciałbym pobyć z tobą… No wiesz… Sam..
- Aaa... Sam?? – uśmiechnęła się kokieteryjnie
-Tak. Sam na sam
-Tylko my?? – droczyła się z nim dziewczyna
-Mogę zaprosić Richiego jeśli chcesz – zażartował punk
-Wole jak będziemy tylko my,
-We dwójkę. Tylko my. No I łóżko… Chyba że wolisz coś innego – zapytał zawadiacko. Inga wybuchła śmiechem
-Może pralka?? Tylko najpierw włącz pranie – powiedziała poważnym głosem. Izy spojrzał na nią z uśmiechem
-Jasne. Dla ciebie wszystko.
Dziewczyna podrzuciła małego pierwszej napotkanej osobie w korytarzu. Trafiło na Mikela
-Nie umiem się zajmować dziećmi – wykrzyknął
-Cicho! Nie musisz nic robić. On śpi – stwierdziła rozbawieniem
-A jak się obudzi i zacznie płakać??
-nie zacznie – podała n nosidełko z dzieckiem
-Wyrodna matka – roześmiał się mulat. Ina pokazała mu język i poleciała do swojej sypialni.
***
-Chodź Olivierek, idziemy na spacerek. Taki psikus zrobiłeś Mikelowi i się obudziłeś?? Biedaczek się wystraszył i przyleciał do nas. Tata myślał że go ukatrupi. – roześmiała się sama do siebie. – Zaraz ci coś kupimy – Inga wsadziła synka do wózka i wyszła z mieszkania. Udała się do pobliskiego marketu - Tatuś chciał pepsi. Richie prosił o czekolade z orzechami. – wzięła z pólki ze słodyczami 3 czekolady. Suzy chciała szampana, a Chris paczke fajek i mocne tabletki przeciwbólowe. Ciekawe jak ja z tym wszystkim wrócę?? – zamyśliła się i wpadła na jakąś kobietę

-O przepraszam. Zamy.. – zaniemówiła. Mysli we jej glowie nabrały tempa – Mama… - wymamrotała i przytuliła do siebie Oliviera
-Inga?? – Elizabeth Goldenmeyer przygądała się córce, której nie widziała już od ponad roku. W jej oczach było widać tęsknotę żal i smutek. W ciąg tego czasu zmienila się. Dużo schudla i posiwiala – Moja Inga – szepnęła.
-Nie jestem twoja. Już nie. – Dziewczyna otrząsnęła się z pierwszego szoku. Odezwała się w niej nienawiść – Przepraszam spieszę się – ruszyła do kasy.
-Inga zaczekaj!! Porozmawiaj ze mną
-O czym?? Chcesz znowu robić mi jakieś wyrzuty?? Nie chce z tobą rozmawiać! – młoda dziewczyna podniosła głos.
-Nie. Proszę tylko 10 minut. – Elisa nalegała
-Musze zrobić resztę zakupów i nakarmić synka – ostatnie słowo wypowiedziała z dumą w głosie. Pani Goldenmeyer dopiero teraz zorientowała się że jej córka jest z dzieckiem.
-Synka… to jest to dziecko??
-To jest Olivier. Przez was prawe go straciłam – powiedziała z wyrzutem przyszła żona Izziego.
-Proszę usiądźmy w tej kawiarni – zaproponowała kobieta
-Nie wiem czy to jest dobry pomysł… - zaprotestowała Inga
-Proszę…
-No dobrze, ale tylko 10 minut – przystała dziewczyna. Elizabeth z ulgą skinęła głową. – O czym chcesz ze mną rozmawiać?? – zapytała kiedy usiadły. Inga wyjęła Oliviera z wózka i zaczęła go karmić deserkiem.
-Widzę że ułożyłaś sobie życie
-Tak. Mam chłopaka i dom. Dostałam miłość której wy nie umieliście mi dać. – słowa Ingi zabolały. W oczach starszej kobiety pojawiły się łzy. Dziewczyna zauważyła to ale nie zwróciła na to większej uwagi.
-Gratuluje.- W Elizabeth odezwała się wyniosłość.- Kogo złapałaś w sidła?? Widze że pewno ma dużo kasy. Masz nowe ubrania, nie wyglądasz na zabiedzoną .
-Przestań!!! Skąd możesz to wiedzieć??
-Jesteś z nim dla pieniędzy. Jesteś z nim żeby nie żyć w nędzy.
-Jak możesz tak mówić?? Przestań natychmiast!! Kocham go i nie próbuj mi wmówić ze tak nie jest!!! Nie potrafisz uświadomić sobie, że poradziłam sobie bez ciebie!! Wyrzuciłaś mnie z domu jak byłam w ciąży!! - ze łzami w oczach wykrzyczała kobiecie resztę historii. – I zakończyłam ten beznadziejny rozdział w moim życiu. Wychodzę za mąż i zaczynam nowe życie. Bez ciebie i ojca!!!!!!! – skończyła mówić, pozbierała się i wybiegła z płaczem. Pognała do domu, po drodze ocierając ciągle zachodzące łzami oczy. W mieszkaniu wpadła prosto w ramiona Izziego. Czując jego mocne ramiona oplatające jej ciało rozkleiła się i szlochała w czarna koszulkę faceta.
-Inga! Co się stało?? – zdenerwował się
-Spotkałam moją mame –
-Co?!?!? Gdzie??? Co ci powiedziała??
-Byłam na zakupach spotkałam ja w sklepie. – pokrótce opowiedziała Izziemu co usłyszała od matki. – Ja cię naprawdę kocham – przytuliła go jeszcze mocniej
-Wiem… - pocałował ja w czoło – Ja to wiem. Nie przejmuj się. Ta kobieta nie jest warta ciebie. Nie jest warta tego żebyś nazwala je matka.
-nie chce już o tym rozmawiać. Wybrałeś już garnitur?? – zmieniła temat
-Już dawno. A ty suknie?? – Inga w odpowiedzi tylko się skrzywiła.
-Nie mogę nic wybrać
-Musisz się szybko zdecydować
-HEEEEEEEEJ!!!??? Jest tu ktos?? – w pokoju narzeczonych pojawiła się Suzy – Moje gołąbeczki śliczne!! Gdzie reszta?? Zgubiłam gdzieś Watrina. Ten to się zawsze gdzieś podzieje
-Trzeba pilnować swego – ze śmiechem powiedział Gallegos
-Oj no! Ide do siebie
-Czekaj….

komentarze [22]

Rozdział 21 - Byłem tu przez cały czas... >> czwartek, 7 lutego 2008 20:29:25
-Maria!! – Ktoś mnie objął i mocno przytulił. Poczułam znajome perfumy Ingi – Już dobrze – głaskała mnie po glowie. Siedziałam na kanapie ubrana w szeroką koszulke i czerwone spodenki. Łzy leciały struminiami po moich gorących policzkach i moczyły rękaw nocnej koszulki dziewczyny. Moja komorka leżała roztrzaskana na podłodze. W telewizji leciały juz napisy jakiesgos filmu, po muzyce poznałam ze to ,,Ostry dyżur”
-Dlaczego?? – zaszlochałam
-Co dlaczego?? – blondynka otarła moje lzy
-Dlaczego on umarł??
-Kto?? Ten koleś w filmie??
-Nie! Richie?? Dlaczego?? – nie moglam się opanować i znowu zaczełam ryczec
-Co ty wygadujesz?? Jak umarł??? Śpi w najlepsze – stweirdziła ze zdziwieniem Inga. Popatrzyłam na nia dziwnie
-Przeciez byłam w szpitalu kiedy... - głos mi się załamał. Kobieta w RTL podała czas i datę: 11 sierpnia, godzina 24:03. Coś zaczeło mi tu nie pasowac. Teraz Inga spojrzała na mnie jak na wariatkę. – Nie chcesz mi chyba wmówić ze to był tylko sen.
-Idź do pokoju i sprawdź – przekonała mnie. Podeszłam do drzwi. Za nimi spodziewalam się zobaczyć puste łóżko. Zobaczyłam natomiast mojego Richusia śpiącego na jednym boku, przytulonego do poduszki. Poczułam słone kropelki pod powiekami.
-Och, Richie... – westchnęła z ulga i wskoczyłam na łóżko i obsypałam pocałunkami jego szyje, policzek i czoło. Zdezorientowany chłopak otworzył oczy i popatrzył na mnie dziwnie. Uśmiechnęłam się przez łzy.
-Nie mogę uwierzyć, że tu jestes – szepnęłam, dotykajac opuszkami palców jego policzka. Małe łezki spadały na posciel
-Ale ja tu byłem cały czas – zaspany przetarł oczy i usiadł – Odkąd się położyłem, nie ruszałem się stąd nawet do kibla. – Sprawdziłam czy nie ma gorączki. Nie miał
-Nie boli cie nic?? Dobrze się czujesz?? – zapytałam
-To chyba ja powinieniem się ciebie o to spytać – stwierdził – Co się dzieje?? Czemu płaczesz?? – przytulił mnie. Poczułam jego ciepło. Przylgnełam do niego calym ciałem. Przez moment milczlam nie mogąc uwierzyć w to co się wydarzyło. – Powiesz mi wreszcie co się stało?? – zapytał ponownie kiedy się od niego odkleiłam. W paru zdanach opowiedziałam mu wszystko.
-nie mogę uwierzyć że tu jesteś. – przytuliłam go jeszcze mocniej
-To był tylko sen – pogłaskał mnie po głowie – Tylko sen. Jestem tutaj i mam się dobrze – pocalowal mnie w czoło, a potem w usta. Jak dobrze było poczuc jego wargi na swoich. Cicho westchnęłam.
-To było takie realistyczne – szepnęłam przytulona do jego szyji. Reką głaskałam jego kark, a on moje plecy – Tak się bałam. Myślałam ze cie straciłam
-Już dobrze. Już wszystko jest dobrze. To tylko głupi sen. – przytuleni kołysaliśmy się, az wreszcie zasnęłam otulona jego miłością.
***
O 4 rano zbudził mnie deszcz stukajacy o szybę. W dziecinstwie zawsze to przerażalo. Teraz w ramionach Richiego czułam się bezpiecznie. Przez parę minut wsłuchiwałam się w rytm wystukiwany przez krople, wdychałam cytrusowy zapach jego szamponu do włosów. Wyszłam z łóżka, okryłam mocniej blondyna, który tylko przekręcił się na drugi bok. Po cichu wymknęłam się wymknęłam się na korytarz. Pod bosymi stopami czułam chłód marmurowej posadzki. Weszłam do obszernej kuchni. Zapaliłam małe światełko nad kuchenka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Blaty w oliwkowym kolorze, fronty z prawdziwego dębowego drewna. Na podłodze marmur. Ile oni maja kasy, że mogą pozwolić sobie na taki luksus? - pomyślałam. Otworzyłam lodówkę pełna jedzenia, wyjęłam karton z mlekiem. Usiadłam na wysokim krzesełku przy barze i nalałam sobie mleka. Znów przypomniał mi się ten straszny sen. Oparłam głowę o stolik i zamknęłam oczy.
- Wracaj do łóżka - Richie objął mnie mocno. Westchnęłam...
- Nie myśl o tym. Przecież to tylko sen.
- A może to było jakieś prorocze. - odwróciłam się do niego przodem.
- Czyli mam się spodziewać śmierci - zapytał.
- Nie... Nie w tym sensie.
- Czyli w jakim? To niedorzeczne. T był tylko sen. SEN!!! Powtarzam: sen. Coś co wytworzyło się tutaj -
popukał mnie leciutko w głowę - I nie ma żadnego powiązania z prawdziwym życiem. Zapomnij o tym.
- Tobie nie śniło się że umarła osoba, która kochasz najbardziej. - odsunęłam się od niego i podeszłam do okna. Spojrzałam na panoramę miasta
- Oj no.. Przepraszam - podszedł do mnie. Odsunął moje włosy i cmoknął w kark - faktycznie nic takiego mi się nie śniło. Ale śniło mi się ze stałaś na scenie. Naga. Na sobie miałaś tylko czarne szpilki i sznur pereł.
- Zboczuch - trzepnęłam go w ramie a mój uśmiech odbił się w szybie.
- Ja siedziałem na widowni. Sam. Zeszłaś do mnie i zaczęłaś tańczyć.
- Richie! Przestań!!! - Zaczęłam się cicho śmiać.
- Ciii... Położył mi palec na ustach. - obudzisz wszystkich - jego ręką znalazła się na moim brzuchu.
Do czego zmierzasz? - zapytałam, kiedy jego usta znalazły się na mojej szyi. Ręka pieścił moje piersi, a druga wsunął do spodenek i przez cienki materiał majtek drażnił mnie palcem. Wzięłam spazmatyczny oddech.
-Richie... Czy ty chcesz mnie wykończyć?? - ręka wróciła na brzuch. Jęknęłam znowu tym razem to był jęk rozczarowania. Richie przeniósł mnie na kuchenna wysepkę. Zaczął całować moje uda. Po paru sekundach byłam tylko w czerwonych figach z ,,Heloł kity,,
Kochaliśmy się po cichu, delikatnie, szeptajac sobie do ucha słodkie słówka. W końcu Richie przeniósł mnie do łóżka i zasnęliśmy spleceni w jedność.
***
Rano weszliśmy do kuchni i spotkaliśmy sie z dziwnym wzrokiem Jaya i Izziego. Starszy siedział przy stoliku i popijał kawę, a ex-dredziarz robił mleko dla synka.
Image and video hosting by TinyPic
-To twoje?? - Jay wyciągnął na palcu moje majtki. Zatkało mnie, zrobiłam się
czerwona i szybko je porwałam. - w zlewie leży twoja koszulka.
-O Boże – jęknęłam. Spojrzałam na Richiego, jego policzki były chyba jeszcze bardziej czerwone niż moje.
-A te czarne bokserki należą chyba do ciebie, Richardzie - odezwał się Izzy poważnym głosem. Zabraliśmy szybko swoje rzeczy i już mieliśmy wracać do pokoju.
-Richie zostaje - zadecydował za blondyna Jay
-Ale... - zaoponował Richie
-Zostajesz
-Trzymaj się - szepnęłam blondaskowi do ucha i czule pocałowałam. wróciłam do pokoju.
***
-Siadaj - Jay wskazał Richiemu krzesło
-O co chodzi?? - zdenerwował się Ricz
-Ile ty masz lat chłopczyku?? - zapytał brunet
-19 jak byś nie wiedział. O co ci chodzi???
-No właśnie!! 19!!! A zachowujesz się jak byś miał 30!! Nie pozwalasz sobie na za dużo??? Obiecaliśmy twojej mamie że będziemy się tobą opiekować.
-Chodzi o Marie??? Co wam do tego?? - Richie zaczął krzyczeć
-Kolego przystopuj trochę
-Zabronisz mi???
-Jeszcze ostatnio mówiłeś że będziesz czekać do ślubu! - wrzasnął na niego Jay - a teraz nawet w kuchni się rozbijasz
-Zmieniłem zdanie!! Co cię to interesuje gdzie uprawiam seks?? -Richie ruszył do drzwi i wpadł na Agatę w koszuli Jaya. Richie zmierzył ja wzrokiem i wrzasnął do bruneta - I odezwał się ten, który przeleciał laskę, która ma narzeczonego. Brawo!! Nie będziesz mi mówić gdzie i kiedy mogę uprawiać seks!!! - Chłopak trzasnął drzwiami i po chwili pojawił sie w pokoju.
Image and video hosting by TinyPic
***
Podszedł do szafy i wyciągnął nasze walizki.
-Richie co ty robisz???
-Wracamy do Berlina!! Teraz, natychmiast. - wściekle wrzucał rzeczy do walizki. - Nikt nie będzie mi mówić co mam robić a w szczególności Jay
-ale Richie, uspokój się - położyłam mu ręce na ramionach
-Widać się o ciebie martwi.
-Przecież nie robię nic złego. Kocham cię czy to źle?? - usiadł na łóżku. - Może on jest lepszy??? Agata ma faceta i tez ma 19 lat, ale to ja jestem zły.
-Nie przejmuj się. - przytuliłam go - Mi to nie przeszkadza, ze robiliśmy to w kuchni - uśmiechnęłam się szeroko
-Wiem - roześmiał się. - Chce wracać wcześniej. Pakuj się.
-Na pewno?? Ja bym chciała zahaczyć o jakąś galerie. Musze sobie coś kupić
-Kobiety - Richie wzniósł oczy do góry
-No co?? - walnęłam go poduszka. - Musze mięć jakaś pamiątkę!
-Ciuchy nazywasz pamiątką??
-Tak!!
-No dobra. Zabiorę cię do Centrum Handlowego, pod warunkiem, ze ja będę ci kupować rzeczy!
-Nie, nie mogę na to pozwolić
-No to nie pójdziemy
-Richie to szantaż!!
-Albo ja ci coś kupie albo nie
idziemy.
-Uparty jesteś - cmoknęłam go w nos. Richie uśmiechnął się zawadiacko
-No już! ruszaj się a ja zobaczę o który mamy samolot. Po 20 minutach byłam gotowa. Zmieniłam tylko ubranie. Włożyłam biała sukienkę w czarne paski i do tego czarne balerinki. Żeby było śmiesznie Richie założył czarną koszule w białe paski. siedziałam na łóżku kiedy wyszedł z łazienki. Na swój widok wybuchliśmy śmiechem. Wyszliśmy razem z pokoju i natknęliśmy się na wszystkich siedzących w salonie
-Akurat teraz - Stęknął Ricz
- Oooo... M.J. i Richie... Mamy wam coś do powiedzenia - odezwał się Izzy obejmujący Ingę - Ale państwo gdzieś się chyba wybierają?? - skomentował nasze walizki
-Zdecydowaliśmy że wracamy wcześniej - powiedziałam spokojnie do chłopaka
-Tak idziemy pieprzyć się na moście - skwitował ze złością Richie
-Przestań - szepnęłam i złapałam go za rękę
-Dziecko uspokój się - Jay nawet na nas nie spojrzał
-Sam jesteś dziecko!! Pedale... - ostatnie słowo usłyszałam tylko ja
-Moglibyście na chwile usiąść?? to ważne - Inga była rozpromieniona i cały czas się uśmiechała
-Chodź - pociągnęłam blondasa na jedyny wolny fotel. Usiadłam mu na kolanach a ona przytulił mnie mocno. pierwszy odezwał się Izzy
-Chcielibyśmy wszystkim powiedzieć, ze podjęliśmy bardzo ważną decyzje w naszym życiu - spojrzał z miłością na swoja dziewczynę i synka
-Pobieramy się - dokończyła Inga. Zaczęłam piszczeć i skakać.
-Gratulacje!!! - wyciskałam ich obojga
-Kiedy ślub??? - Richie zapomniał o wcześniejszych niesnaskach i cieszył się szczęściem przyjaciela
-Jeszcze nie ustaliliśmy daty, ale niedługo - zaczął się śmiać Izzy
-AAAAA... BOSKO!!! - Suzy rzuciła się na Ingę. Ukradkiem spojrzałam na Jaya. Cieszył się ale nerwowo spoglądał na Agatę, która siedziała w kącie i intensywnie o czymś myślała.
-Co jest?? - usiadłam obok niej.
-Myślę... O Nike'm i o nim... - pokazała głowa na Jaya.
-Co chcesz zrobić??
-Nie mam pojęcia. - odwróciła wzrok.
-Wiesz, że go ranisz???
-Wiem...
-Maria, taksówka przyjechała!! - krzyknął Richie stojąc już pod drzwiami z naszymi walizkami
-Cześć - cmoknęłam ją w policzek i wybyłam z mieszkania za moim chłopakiem
***
-Kocham cie – szepnął Izzy do Ingi. Dziewczyna własnie uśpiła Oliviera i pochylała sie teraz nad łóżeczkiem i przyglądła sie synkowi. Izzy objął ja w pasie i przyciągnął do siebie
-Ja też cię kocham – dała mu całusa w usta – Dziekuje za wszystko co dla mnie robisz
-Nie ma za co – pocałował ja czule – no wiesz licze na jakiś rewanżyk – Zrobił glupkowatą mine, a jego reka znalazła sie na udzie Ingi – Nie za gorąco ci?? – szepnął jej do ucha – może pozbędziesz sie tej koszulki?? – podciągnął jej błękitną bluzke
-nie czytałes, że dziecko moze uznać seks za agresje wywarta na jego matce??
-Inga błagam!! On ma 5miesiecy!! A ja tak grzecznie prosze... – znowu ja pocalował i szepnął coś do ucha...
-Teraz?? – wykrzyknęła. Izzy pokiwał głową…

-Siku!! – Richie szepnął mi do ucha – Zaraz się zsikam!!
-Rany! To już drugi raz odkąd tu jesteśmy. A jesteśmy tutaj – spojrzałam na komórke – półtorej godziny
-To przez tą wodę!!
-Jaką wode??
-No ta co stała w lodowce!! – stwierdził z goryczą w głosie. Zaczęłam się histerycznie smiać. Nie mogłam się opanować. – O co chodzi?? – blondyn strzelił na mnie wowa
-Omg!! Richie, to woda agaty – zaczęłam się smiać jeszcze głosniej. Ludzie zaczęli się na nas gapić. Richie był zdezorientowany, zasłonił mi buzie ręką żebym przestała się śmiać
-Cicho! Powiesz mi wreszcie co cie tak smieszy?? Uspokoiłam się i kiwnęłam głową. Richie odsłonił mi usta, a ja zaczęłam się tak głośno brechtać, ze sprzedawczyni zapytała Ricza czy aby na pewno wszystko ze mną jest w porządku, na co ja wybuchłam jeszcze bardziej. Ze śmiechu aż się popłakałam.
-Agata opowiadała ostatnio ze ma małe problemy z nerkami. Jakies drobne kamyczki. –musiałam przestać mówić bo ogarnęła mnie jeszcze wieksza wesołość - i musi duzo pić. Ta woda jest moczopędna. – skuliłam się ze śmiechu
-Co???? Kobieto opanuj się!! – fuknął na mnie ze złością ale po chwili słyszałam stłumiony chichot. – Pójdziesz ze mna do tej łazienki?? – zapytał
-Chciałybyś – odwróciłam się i dalej oglądałam ciuchy
-Ale ty jesteś – Richie się naburmuszył i poszedł w stronę toalet. Minęło 15 minut a on dalej nie wrócil. Kupiłam to co sobie wybrałam nie czekając na niego i poszłam szukać tego bałwana, który pewenie Se gdzies zgubił. Przy sklepie NICI zobaczyłam grupkę dziewczyn, niektóre z aparatami, inne z kartkami i długopisami.
-Tylko tego mi brakowało – szepnęłam – AAAAAAAAAAAAA!!!! RICHIE????? RICHIE STRINGINI???? – wrzasnęłam i poleciałam w strone lasek – NIE WIERZE ZE TO TY!!!! – darłam się na cały sklep. Przepchnęłam się przez wszystkie fanki i skoczyłam na Ricza całując go przy tym prosto w usta. Richie chętnie oddał pocałunek. Katem oka zobaczyłam miny tych dziewczyn. Miały ochote mnie zamordować. Jakaś jedna zaczęła się na mnie drzeć
-Złaź z niego!!! Co ty sobie wyobrażasz??? – odkleiłam się od blondasa i słodko się do niej uśmiechnęłam.
-No co?? Chyba mogę całować swojego chłopaka?? – leciutko musnęłam jego usta. Mina fanki zrzedła. Zeskoczyłam z Camerona – brać autografy, robić zdjęcia. Nie miętosić i nie całować!!! – Powiedziałam po niemiecku. Richie ze śmiechem przyglądał się tej szopce. Fanki szemrały cos miedzy sobą. Ta co się mnie czepiała, kipiała ze zlości
-Fack you!!! – wrzasnęła – To że jesteś jego laska nie znaczy ze możesz nim rzadzić!! On powinien decydować sam o sobie!! Jesteś jakaś nie normalna!!!
-Spadaj!!! Znalazła się księżniczka!!! – odcięłam się. Szturchnęłam Richiego żeby się wreszcie odezwał
-Dziewczyny skończcie to. Gdzie mam ci podpisać?? – zwrócił się z uśmiechem do dziewczyny. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Dziewczyna objęła go i skradła mu całusa. Popatrzyła na mnie z triumfem.
-Dzięki dziewczyny, jesteście słodkie – Richie uśmiechnął się i posłał dziewczyną buziaka. Musze lecieć bo zaraz mam samolot – Dziewczyny rozchichotane i podekscytowane odeszły. Moja wściekłość sięgnęła granic.
-Kotku, co tak pędzisz?? – odezwał się bohater afery. Zlekceważyłam go i poszłam w kierunku wyjścia ciągnąc za sobą walizkę. – Maria?? Co jest??
-Nie odzywam się do ciebie!! – fuknęłam.
-O co ci chodzi?? – Richie jak zwykle tego nie wiedział.
-A o co może mi chodzić?? Myślenie czasem się przydaje!!
-Ty następna?? Najpierw Jay teraz Ty!! Świetnie!! Przecież nic nie zrobiłem!! Czemu zawsze jest na mnie!!??
-Tak kretynka mnie wyzwała!! – wrzasnęłam - A ty zamiast stanąć w mojej obronie i ja opieprzyć zrobiłeś sobie z nią zdjęcie!! Bardzo mi miło!! Zrobiłeś ze mnie debila!! – stałam na środku chodnika i darłam się na Camerona.
-A co miałem zrobić?? Też zacząć ja wyzywać?? – bronił się
-Nie wiem!!! Od tego masz mózg żeby myśleć a nie tylko durnie się uśmiechać i pozować do zdjęć!! – drugi raz w ciągu minuty wytknęłam mu że nie myśli
-Aha. Czyli według ciebie robie tylko to?? Dzięki!
-No oprócz rozbierania mnie to TAK!!
-Dziękuję ci bardzo!! – wrzasnął na mnie – Ja nie mogę po prostu powiedzieć lasce żeby się ode mnie odwaliła!!
-Ok! Ale ty nie zrobiłeś nic!!! Tylko się uśmiechnąłeś!!
-Przepraszam – Richie złapał mnie za ramie – Zatrzymaj się!! Proszę!
-Spieprzaj!!! – odtrąciłam jego ręke. Nie zwolniłam kroku i dalej podążałam w kierunku postoju taksówek –Czy ty zawsze musisz coś zepsuć?? Może to nie ma sensu?? – powiedziałam ale szybko pożałowałam tych słów. Richie stanął jak wryty.
-Co nie ma sensu?? Nasza miłość??
-Nie!! Nie to chciałam powiedzieć! Raz jest dobrze a po pięciu minutach się kłócimy. To jest… Dziwne.
-Nie chciałaś ale powiedziałaś. – obrócił się i odszedł z powrotem w stronę centrum handlowego.
-Przepraszam, nie wiem jak mogłam tak powiedzieć, tak w ogóle pomyśleć. –rąbnęłam się w głowę - Richie! Zaczekaj!!
-Nie! Musze to wszystko przemyśleć. Bo może masz rację. Leć do Berlina sama, a ja wrócę jednak razem z resztą.
-Co?? – Zatkało mnie.
-Masz bilet. Odprowadzę cię.
-Richie – zebrało mi się na płacz – Ale ja nie chce wracać sama, chce z tobą. Przepraszam. Nie chciałam, żebyś coś sobie pomyślał. – nie odezwał sie tylko ruszył w stronę taksówek. – Richie!!! – krzyknęłam za nim – Proszę!! – Stanęłam na środku ulicy i rozpłakałam się. Słone łzy spływały po policzkach i kapały na sukienkę. – Nie chce sama. Nie chce się rozstawać. – głośno zaszlochałam…


komentarze [36]

Rozdział 20 - Nie to niemożliwe... >> piątek, 18 stycznia 2008 16:50:53
...-Źle się czuj… - nie dokończył, zerwał się i pognał do łazienki.
Usłyszałam odgłos wymiotowania. .przerażona poleciałam za nim
- Richie ?? zapukałam – mogę wejść ?
- Nie…lepiej nie
- Może zrobie Ci coś do picia ? herbatę ? – jego ciałem znowu wstrząsnęły torsje
- Richie – przeraziłam się – otwórz drzwi. Kliknięcie zamka. Wpadłam do łazienki i uklękłam obok zmizerowanego Ricza . Zdjęłam z niego brudną koszulkę
- Już dobrze – szepnęłam
- Boli mnie brzuch – jęknął
- Co dzisiaj jadłeś ?? – zapytałam
- To nie tak boli. Inaczej
- Choć do pokoju połóż się. Ja zaraz wrócę. – opatuliłam go kołdrą i cmoknęłam w czoło.
Poszłam do kuchni. Zrobiłam dwie herbaty miętowe.
- Miałeś leżeć – Richie przypałętał się do kuchni
- Przepraszam za wcześniej – wyszeptał
- Nic się nie stało – wyciągnęłam ręce, żeby go przytulić. Jego serce bardzo szybko biło – dalej jest Ci nie dobrze?
- Już nie. Tylko brzuch
- Wracaj natychmiast do tego łóżka – klepnęłam go w tyłek i wsadziłam mu w ręke szklanke z herbatą. Lekko się uśmiechnął i wyszedł. Ochlapałam twarz zimną wodą i wzięłam głęboki oddech.
Skierowałam się do sypialni Jaya
- Mogę ? – zapukałam. Jay otworzył mi w samych bokserkach. Wlepiłam w niego wzrok i dopiero po chwili przypomniałam sobie po co tu jestem.
- Z Richiem jest niedobrze - spojrzał na mnie pytająco – wymiotował, ma gorączke, przyśpieszone bicie serca i boli go brzuch.
- COO??????
- Chodź – pociągnęłam go za rękę. Razem weszliśmy do sypialni. Richie leżał skulony na łóżku.-

- Mierzyłaś mu ta gorączkę? – zapytał brunet. Pokręciłam głową.
- Nie mam termometru, ale jest gorący – usiadłam obok blondasa i dotknęłam dłonią jego czoła.
- Ricardo? – przeczesałam palcami jego zmierzwione włosy. Pogłaskałam go po gorących plecach. – Przed chwilą jeszcze kontaktował, a teraz ledwo. – dodałam, kiedy Richie wyszeptał moje imię.
- Zimno – po jego ciele przeszedł dreszcz. Na jego ciele pojawił się grymas bólu i chłopak jeszcze bardziej się skulił.
...Dzwon po karetkę - zadecydował Jay i przeszedł do łazienki i puścił do wanny letnia wodę. Stałam jak słup soli i gapiłam się na niego.
-Dzwoń!! - powtórzył stanowczo, a sam zabrał się do rozbierania Richiego
-Zostaw mnie – jęknął chłopak, odpychając ręce Jaya – Co ty robisz?? - zaczął prawie krzyczeć – Maria!!
-Daj telefon! Rozbieraj go! Do majtek – brunet wybył z pokoju
-Cicho Richuś. To ja. – szepnęłam do niego – Ciii... – delikatnie pocałowałam go w usta. Rozpięłam jego rozporek i zsunęłam spodnie
-Boli... – Szepnął
-Jeszcze chwila. Już niedługo przestanie – tak bardzo chciałam mu pomoc. Ręce drżały mi ze zdenerwowania.
-Odsuń się – za moimi plecami znalazł się Jay. Podniósł Ricza i zaniósł do wanny. Richie nie zareagował mimo ze woda była zimniejsza od jego ciała prawie o połowę. – Chodź tutaj – rozkazał – Trzymaj go – ujęłam głowę blondasa i głaskałam jego czoło. Khan chlapał go zimną woda aby obniżyć gorączkę
-JAY!!! – spanikowałam kiedy Richie dostał lekkich drgawek – Wyciągnij go!! – słyszałam szczekanie jego zębów. Trochę jakby oprzytomniał
-Zimno – powiedział prawie bezgłośnie i ścisnął mocno moja rękę
-Wyciągnij go! - powtórzyłam do najstarszego z nas
-Na szczęście gorączka trochę spadla – Wyciągnął go i z powrotem położył na łóżku
-Aaa.. – stęknął z bólu Ricz. Opatuliłam go ręcznikiem i mocno przytuliłam
-Zaraz będzie dobrze. – Nie wiedziałam co powiedzieć chciało mi się ryczeć, byłam bez silna. Nie umiałam mu pomoc. Jay chodził po pokoju w ta i z powrotem. Położyłam się obok mojej ślicznotki. Głaskałam jego ramie i szeptałam do ucha jak bardzo go kocham i potrzebuje. Richie cicho załkał z bólu. – Naprawdę już niedługo – nie mogłam znieść swojej bezsilności
-Gdzie jest ta pieprzona karetka – krzyknął Jay i uderzył ręką w ścianę kiedy chłopak stracił przytomność. Jak na zawołanie z oddali usłyszeliśmy wyjąca syrenę ambulansu. Jay odetchnął z ulga.
Po chwili do naszego apartamentu weszła wysoka blondynka w białym fartuchu, a za nią funkcjonariusz karetki. Khan zawołał ich do sypialni. Natychmiast zajęli się Richiem. Musiałam ponownie się odsunąć.
-Richie!! Richie!! – Nie wiem jak udało jej się to zrobić ale chłopak na chwile odzyskał przytomność i spojrzał na nią zdezorientowanym wzrokiem – Cześć. Jestem Heidi. Jestem lekarzem, przyjechałam ci pomoc. Mam 13letnia córeczkę. Ona cię uwielbia. Poznałam cię z jej plakatów na ścianie. – Na twarzy blondyna pojawił się nikły uśmiech ale zaraz znowu jęknął z bólu
-Zaraz zobaczymy co ci jest – ucisnęła jego brzuch z lewej strony – Boli??
-Z drugiej – szepnął. Kobieta zrobiła to samo z prawej strony. Richie krzyknął. Heidi skinęła głowa do swojego kolegi a ten zrobił Richiemu zastrzyk
-Zaraz przestanie cię bolec – szeroko uśmiechnęła się do niego – musimy go natychmiast zabrać – zwróciła się do Jaya ściągając lateksowe rękawiczki
-Ale co mu jest?? – zapytał zdenerwowany
-Doszło do zapalenia otrzewnej spowodowanego zapaleniem wyrostka robaczkowego. Zabieramy go
Po paru minutach staliśmy już przy karetce.
-Musze jechać – wyrwałam się
-Nie możesz tak pojechać!! – zatrzymał mnie Jay
-Ale ja musze – w moich oczach pojawiły się łzy
-Zaraz tam pojedziemy – zdążyłam rzucić tylko krótkie ,,kocham cię,, i pocałować znowu nieprzytomnego Richiego w czoło, drzwi samochodu zamknęły się, a karetka ruszyła z piskiem opon. W tym momencie wszystkie skrywane we mnie emocje dały za wygrana. Zaczęłam głośno szlochać, Jay objął mnie mocno. Wtulona w niego głosno ryczałam. Moje gorące łzy skapywały na jego nagi brzuch. Nawet nie wiem w którym momencie zdążył założyć spodnie i buty. Ja dalej byłam w szerokiej koszulce Richiego i czerwonych spodenkach. Stałam na boso na zimnym asfalcie. Wokół zebrali się gapie. Pojawili się również Chris, Suzan i Agata.
-Co wy tu robicie?? Dlaczego go obejmujesz?? – Agata spojrzała na nas dziwnym wzrokiem. Kryła się w nim podejrzliwość i zaniepokojenie. Musieliśmy głupio wyglądać.
-Richie ma jakieś zapalenie otrzewnej – nie do końca wiedziałam co to jest. – Musimy jechać – ponagliłam faceta
-Ty na pewno nie w takim stroju. Masz iść do pokoju przebrać się i przynieś mi przy okazji jakąś koszulkę. Suzan idź z nią. Po drodze opowiedziałam przerażonej Suzan co się działo pod ich nieobecność. Moja przyjaciółka przytuliła mnie mocno i szepnęła parę słów na otuchę. Ubrałam się szybko w czarne dżinsy i czarną bluzę. Jayowi wzięłam czarna koszulkę i kurtkę bo pomimo lata było chłodno. Wskoczyłam w adidasy i wybiegłam z mieszkania. Była 1 w nocy. Na dole po minach Chrisa i Agaty domyśliłam się ze już wszystko wiedza. Smutno się do nich uśmiechnęłam i kazałam wracać do domu
-Jedziemy?? – zapytałam Jaya ale nagle cos mi się przypomniało – Gdzie jest Olivier?? – zaczęłam panikować.
-Spokojnie. Jak wychodziliśmy to mocno spał. A teraz opiekę nad nim przejmie Chris, a zresztą Inga i Izzy zaraz powinni wrócić. Wsiadaj –otworzył mi drzwi taksówki. Przez cała drogę gapiłam się w okno i nie odezwałam się ani słowem. Wspominałam najpiękniejsze momenty od czasu poznania Richiego. Nasze pierwsze spotkanie w galerii, potem w kwiaciarni, Pierwsza prawdziwa randka na która zabrał mnie do Zoo. Wpadł wtedy do basenu z fokami. Richie musiał zapłacić grzywnę i dostaliśmy zakaz wstępu na teren ogrodu zoologicznego. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie.
-Boje się – zaszkliły mi się oczy. – Jeśli on...
-Cicho. Nic takiego się nie stanie. – złapał mnie za rękę i uścisnął ja.
Kiedy dojechaliśmy do szpitala omal nie udusiłam kobiety siedzącej za biurkiem, która nie chciała udzielić mi informacji o Richiem, twierdząc ze nie jestem jego rodzina.
-JESTEM JEGO DZIEWCZYNĄ!!!! – wydarłam się chyba na cały szpital.
-Maria, nie denerwuj się - Jay był spokojniejszy ode mnie – Proszę nam natychmiast powiedzieć co z Richiem Stringinim – był uprzejmy ale stanowczy
-A pan to kto? - prychnęła kobieta. Na identyfikatorze przy zielonym kostiumie miała wypisane imię i nazwisko. – Może mi pan powie ze jest pan jego ojcem?? – powiedziała z kpina Ann Staniefield
-Jestem za niego odpowiedzialny. Chwilowo jest pod moja opieka. Jay Khan – przedstawił się – Powie mi pani wreszcie co z Richiem? – zirytował się
Christopher Richard Stringini?? Tak?? Zaraz zaczynają operować. Trwają ostatnie badania. Sala 222. 4 piętro –
Natychmiast ruszyliśmy do windy. – Ale nie wolno tam wchodzić!! – krzyknęła za na mi Ann
-Wali mi to – mruknął pod nosem Jay. Lekki uśmiech rozświetlił moja zmizerniałą twarz. Uświadomiłam sobie, że kurczowo ściskam komórkę Richiego. Spojrzałam na wyświetlacz. Na tapecie widniała moja uśmiechnięta buzia i kawałek Richiego wyciskającego buziaka na moim policzku. Przypomniała mi się ostatnia impreza na której już lekko podchmielony Izzy zrobił nam tą fotkę. Z trudem powstrzymałam łzy.
-Spokojnie – szepnął Jay. Popatrzyłam w lustro wiszące na ścianie za mną. Czarne, potargane włosy spływały po zgarbionych ramionach. Czerwone, załzawione i podkrążone oczy (jak ja 2 dni przed koncertem) i blada skóra.
-Wyglądam okropnie – schowałam twarz w dłoniach i wzięłam parę głębokich oddechów. – Wszystko... Będzie... Dobrze... – powtórzyłam sobie w myślach. Bardziej uprzejma recepcjonistka powiadomiła nas, ze operacja właśnie się zaczęła i potrwa około 4 godzin
-Tak długo?? – szepnęłam z przerażeniem
-Takie zabiegi tyle trwają – potwierdziła facetka. Wyglądała na 40 -tke ale miała rudo-pomarańczowe włosy i kolczyk w nosie
-Takie?? – zapytał Jay
-Ciężkie przypadki. Jest tylko 30% szans, ze operacja się uda i ten chłopak przeżyje. – smutno powiedziała kobieta.
-Niee... To niemożliwe!! - Zrobiło mi się słabo i zaczęłam osuwać się na podłogę. Jay w porę mnie złapał i posadził na krześle.
-Proszę dać mi szklankę wody – wrzasnął do recepcjonistki. To co mówił do mnie Jaylo z trudem do mnie docierało. Myślałam tylko o Richiem, o jego cudnym uśmiechu, słodkich pocałunkach, gorącym dotyku skóry, zapachu. Co zrobię kiedy jego zabraknie... Jay wcisnął mi do ręki szklankę z woda i zmusił do wypicia paru łyków.
-Obiecaj mi, że on nie umrze – spojrzałam w oczy brunetowi – Obiecaj mi – jęknęłam zrozpaczonym głosem. Zapadła długa cisza. Jay spuścił wzrok – Błagam!! Powiedz to!!!! – krzyknęłam
-Maria... – jemu samemu zaszkliły się oczy i popłynęły łzy. – Nie mogę ci tego obiecać. Nie mogę... – Rozpłakałam się na głos.
-Nie pozwól mu umrzeć – złapałam go za ramiona – On nie może mi tego zrobić – jak w transie powtarzałam te 6 słów. Jay przytulił mnie i głaskał po głowie.
-Wszystko będzie dobrze. Uspokój się. – jak na złość nie mogłam. Histerycznie ryczałam i miałam problemy z wydukaniem paru słów – Maria!! - Potrząsnął mną. - Uspokój się!! Przestań płakać!! Mi też jest ciężko. On jest moim przyjacielem. Nigdy sobie tego nie wybaczę jeśli go stracimy. – Popatrzyłam na niego załzawionymi oczami. Wreszcie udało mi się trochę uspokoić.
-Trzeba zadzwonić do reszty. Martwią się – stwierdził Jay łamiącym się głosem ale wcale tego nie uczynił.
-I do mamy Richiego – dodałam. Wpatrywałam się w srebrna bransoletkę z wygrawerowanymi naszymi imionami. Zamówiliśmy sobie dwie takie same. Odebraliśmy je dzień przed wyjazdem do Stuttgartu. Przez następne 20 minut zastanawiałam się nad słowami jakie wypowiem w rozmowie z panią Kathellen. Było mi tak trudno. W końcu odezwał się telefon bruneta.
-To Chris – powiedział do mnie i odebrał telefon – Cześć
-Jay!! Czemu się nie odzywasz?? Co z Richiem??? – wykrzyczał do słuchawki Watrin.
-Na razie nic nie wiadomo. Operacja nadal trwa.
-Chcemy przyjechać – usłyszałam głos Suzan
-Nie ma po co. To będzie jeszcze długo trwało. Zadzwonię jak będzie cos wiadomo
-Na pewno nie?? – to znowu Chris – A jak Maria?? – Jay spojrzał na mnie z troską.
-Jeszcze się trzyma – stwierdził. Zakryłam ręką oczy żeby nie widział moich następnych łez.
-No dobra. Ale powiadom na jak tylko się czegoś dowiesz!!
-Ok. Pa. - Jay zamknął klapkę telefonu i westchnął – Mam zadzwonić do jego mamy??
Ja musze do niej zadzwonić – stwierdziłam
-Na pewno??
-Tak jestem tego pewna – Khan podał mi numer i na chwilkę wyszedł do łazienki. Wzięłam głęboki oddech i nacisnęłam zielona słuchawkę
-Kathellen Stringini. Tak słucham?? – po paru sygnałach kiedy myślałam ze nikt już nie odbierze odezwał się miły głos mamy Richiego. Wszystko co sobie przygotowałam do mówienia wyleciało mi z głowy. – Halo?? Kto mówi??? – Znowu się rozkleiłam. Zaczęłam coś niezrozumiale mówić. Kobieta mi przerwała i kazała powtórzyć wszystko powoli i wyraźnie.
-Nazywam się Maria Ramos. Jestem dziewczyną Piczusia. – zaszlochałam – Jestem w szpitalu operują go. Nie dobrze z nim.
-Z kim?? Z Richiem?? Co się stało?? – jej głos drżał – Jesteście w Berlinie??
-Ja nie wiem dokładnie. Richie już wieczorem się źle czuł. Bolał go brzuch, miał gorączkę. Jesteśmy w Stuttgarcie. Boje się... – W końcu korytarza zobaczyłam Jaya i tą Heidi. Tłumaczyła coś chłopakowi. Mina Jaya wyjaśniała wszystko. Usłyszałam tylko strzępki rozmowy, ale wiedziałam że właśnie straciłam cały sens życia.
-Dzielnie walczył do końca. Robiliśmy co w naszej mocy... – nie dowierzałam temu co usłyszałam. Jay oparł się o ścianę i schował twarz w dłoniach. - Tak mi przykro
-Maria?? MARIA!! Jesteś tam?? – Pani Kathellen cos do mnie mówiła
-Nie to niemożliwe. – szepnęłam z przerażeniem.
-O mój Boże!!! CO??? – kobieta krzyknęła
-On... On... – nie umiałam tego powiedzieć, a może nie chciałam tego powiedzieć – Umarł... – dokończyłam, a telefon wypadł mi z ręki. Hałas upadającego przedmiotu usłyszał Jay i spojrzał na mnie załzawionymi oczami. Osunęłam się z krzesła na podłogę a z mojego gardła wydobył się rozpaczliwy wrzask. Richie umarł, a ja umarłam razem z nim...

***
No wreszcie nowa notka!! Wybaczcie jesli jest za krotka i ma za malo fotek ale niestety nie miałam czasu zeby ich szukac. Mój komp wciaz nie działa i nie mam neta. BUUUUUUUUUUU...
KOCHAM WAS WSZYSTKIE!!!! Już nie moge sie doczekac kiedy znowu ich zobacze!!! ;*;*;*
Moje słodkie misie!!! MAM JE!!!
komentarze [18]

Rozdział 19 - Oj. Ciezko.... >> poniedziałek, 31 grudnia 2007 11:56:14
...Maria podeszła do Richiego i lekko pocałowała go na przywitanie
-Eee.. Jak ty sie tu znalazłas?? - szepnął Richie i mocna ja do siebie przytulił
-Poprosiłam dobra wrózke, bo wiem ze tak za mna teskniłes i nie mogłes sie doczekac kiedy mnie zobaczysz - rozesmiała sie - przyleciałam samolotem
-No to miła niespodzianka - cmoknął ja w czoło
-Fajne masz ciuszki - zachichotała M.J. przygladajac sie zielonej koszulce w pomaranczowe kropki i wielkim workowatym spodniom koloru burgunda w niebieska kratke
-No co?? Musze jakos cwiczyc - oburzył sie blondyn
-Nie no nic - Maria wybuchnęła śmiechem i zsunęła mu daszek czapki na oczy - Kocham cie - szepnęła mu do ucha - a jak jeszcze raz zobacze ze Izzy cie ujezdza tooo... - pogroziła mu palcem przed nosem - Nie recze za siebie - znowu sie rozesmiała
-Skoro juz tu do nas przyjechałyscie to nie ma sensu cwiczyc. Chodzmy do nas na góre - zaproponował Jay.
-Pokazecie nam swój układ do jakiejs piosenki?? - poprosiła Maria.
-No dobra. Ktora piosenka?? - zapytał Jaylo.
-Eeee... Moze?? By my girlfriend?? - dziewczyny z otwartymi buziami patrzyły na seksowne ruchy chłopakow.
-Jestescie boscy- skomentowała Suzan
Kiedy znależli sie w tymczasowym mieszkaniu wszyscy rozeszli sie po pokojach. Jay i Agata zostali w kuchni
-Dlaczego ty tu jestes?? Rozumiem Inga, Maria i Suzy ale ty?? - zapytał brunet
-Coś a raczej ktos powoduje ze chce tu byc. Byc jak najblizej niego. - dziewczyna zblizyła sie do Jaya
-Tak?? A kto to?? Znam go?? - droczył sie z nia facet
-No raczej znasz. Pewnien przystojny brunet. Wysoki, muskularny. Niezłe ciacho - przyciągnęła go do siebie
-Ciacho powiadzasz??? - Jay uśmiechnął sie. Agata objeła go za szyje.
-Ciacho i to z bitą śmietana - szepnęła mu do ucha. Jay przycisnął ja do sciany, jedna reke połozył na jej biodzrze a druga ujał pod brode i przesunął kciukiem po jej ustach. Pochylił sie i delikatnie pocałował. Dziewczyna zachłannie smakowała jego usta. Jay po chwili uniósł ja i posadził na blacie szafki. Agata rozesmiała sie
Image and video hosting by TinyPic
-Jestem tak niska, ze ci niewygodnie i musisz mnie sadzac na szafce
-Jestes idealna. Ciii - znowu ja pocałował. - Jestes piekna. - Odsunął kosmyk włosów ktory opadł na czolo. - Tyle czekalem na ten moment - jego usta znalazły sie na szyi Agaty. Gdzies w głebi torebki dziewczyny rozegł sie dzwonek telefonu. Agata opamietała sie i oderwała od Jaya.
-Przepraszam, ja nie moge. Musze odebrac - zeskoczyła z blatu i zaczeła grzebac w torbie - Halo - odebrała
-Czesc kotku - Nickey miał bardzo wesoły głos
-Hej
-Jak sie bawisz w tym Stuttgarcie??. Tęsknie ze tobą
-Bardzo tu ładnie. Byłysmy z dziewczynami w galerii. A teraz jestesmy u chłopakow. Siedze ze Jayem w kuchni i... - zająknęła sie - rozmawiamy sobie
-Uwazaj na niego. On na ciebie leci. Jeszcze ci cos zrobi - zaniepokoił sie Nike. Agata zrobiła zażenowana mine
-Nic mi nie zrobi. Jest bardzo... Miły
-Ok. Ale uwazaj. Kiedy wracacie??
-Pojutrze. - odpowiedziała juz poirytowana Agata
-Czekam. Musze konczyc. Dzwoni drugi telefon. To z kancelerii. Kocham cie.
-Ja ciebie też - wyłaczyła sie i spojrzala na faceta przed soba. Jego mina wskazywała na to, ze jest zły - Przepraszam. Nie wiem co robie. Mam mętlik w głowie. Musze zostac sama. Musze to przemyslec. - wybiegła z apartamentu. A po paru minutach Jay przez okno zobaczyl jak wbiegła do pobliskiego parku.
***
-Bagam cie richie przebierz sie w cos sensownego - stęknęła Maria
-Dleczego?? - sprzeciwił sie chłopak
-Bo wygladsz w tym okropnie. Jak wiesniak - Ricz zrobił obrazona mine
-Wiesz co?? - prychnął i wszedł do łazienki - Tak lepiej?? - wyszedł z pomieszczenia w samych czarnych bokserkach
-No no no... Teraz mi pasuje - uśmiechnęła sie - EJ!!! PROSZE PANA!!! Co pan robi??? - pisnęła kiedy Richie usiadł na niej okrakiem.
-Stęskniłem sie za panią - pochylił sie nad nia
-Coś nowego prosze pana - dała mu małego buziaka
-Tylko tyle??? - skrzywił sie. Maria uszczypnęła go w sutek. - AŁŁŁŁ!! To bolało! - zaczął rozcierac bolace miejsce
-Miało bolec - delikatnie go pocałowała. Richie wsunął język w jej wargi, przesunał nim po jej białych zębach. Wsunał sie dalej, piescił podniebienie. Ssal koniuszek języka. Maria cicho mruknęła. W tym momencie Richie przerwał.
-Ide sie kąpac - oderwal sie od niej i poszedl z powrotem do łazienki
-EJ! A co ze mna??
-Nie wiem chyba musisz sie czyms zajac - zamknał drzwi. Kiedy weszła do łazienki Richie był juz nagi. Stał odwrócony do niej plecami ale zobaczył ja w lustrze. Uśmiechnął sie.
-Ach.. To ty... Nawet nie musiałem długo czekac. - podszedl do niej
-Zrobiłes to specjalnie - ramiaczko sukienki za pomoca jego reki zsuneło sie. Maria oparła ręce o jego klatke piersiowa. - Nie no na widoczki to ja nie moge narzekac
-Ja specjalnie nic nie robie. To sie samo tak jakos. - jego ręce przesunęły sie w strone dolnej czesci sukienki. Jednym ruchem zdjał z niej ubranie.
-To tez samo sie zrobiło?? - pocałowała go czule i rozpięła stanik. Richie westchnął na widok napręzonych sutków Marii. Powolutku zsunął z niej czarne stringi. Zaczął całowac jej piersi. Językiem kreślił kółeczka wokół pępka, muskał gładka skóre brzucha. Weszli razem pod prysznic, Po ich ciałach splywala goraca woda. Maria wzieła miękka gąbke i jedna ręka zaczęła mydlic ciało ukochanego drugą głaskała go po pośladkach. Spojrzala mu głeboko w oczy i usmiechnęła sie zalotnie.
-Daj sobie z tym spokoj - szepnął chłopak i wytrącił Marii z ręki gąbke. Podniósł dziewczyne. Ona plotła jego biodra udami. Blondas przycisnąl ja do zimnej sciany i zaczął całowac. Jego pocałunki stawały sie coraz zachłanniejsze. Ręce Marii buszowały w mokrych wlosach chłopaka. - Mogę juz?? - zaszeptał jej do ucha. Dziewczyna w odpowiedził tylko jęknęła. Wszedł w nią głęboko, ale delikatnie i powoli. Poczuł opór. Pchnął mocniej. Oboje wydali z siebie głosny okrzyk.
***
-Richie!!! Człowieku gdzie ty jestes??? - Richie usłyszał w słuchawce wrzask podnieconych dziewczyn. Siarczyscie przeklnął.
-OŁ MAJ GAD!!!!! Koncert!!! Boże, która jest??? - spojrzał na wyswietlacz elektronicznego zegarka stojacego na nocnej szafce - Jeszcze pół godziny!! Zdąże!!
-Pospiesz sie - wrzasnął Jay do komórki - Czy ty zawsze musisz sie spózniac?? - rozłączył sie
-Omg!! Musze wychodzic - delikatnie zsunął z siebie śpiaca Marie
-Co sie dzieje? - mruknęła przez sen
-Ciii. Śpij - pocałował ja w czoło - Kocham cie.
Po cichu ubrał sie i po chwili już go nie było.

*** 1. osoba ----> Maria
Obudziłam sie 20 minut pózniej
-Richie?? - nikt mi nie odpowiedział - Halo??? Co jest?? - wyszłam naga z łóżka i włozyłam na siebie szlafrok Richiego. Pachniał jego płynem do kąpieli.
-Czy ktos tu w ogle jest?? - zapytałam wychodzac z pokoju. Ogarnęła mnie głucha cisza. Spojrzałam na wielka tarcze zegara wiszacego w przedpokoju.
-Super - mruknęłam - 18.20. Zapomnieli o mnie. Koncert zaczyna sie za 10 minut - usłyszałam z pokoju blondasa odgłos przysłanej wiadomosci. Od Richiego.
-,,Przepraszam, ze cie nie obudziłem. Tak ślicznie wygladałas. Zaraz zaczynamy KOCHAM CIE!! - przeczytałam na glos - może uda mi sie jeszcze zdązyc - Zaczełam szybko sie ubierac. Zrobiłam makijaz i zamówiłam taksówke. Na zielona bluzeczke w białe pski włożyłam krótka fioletowa bluze, która pasowała do spódnicy z falbanka i fioletowych szpilek

-Szybciej szybciej - ponaglałam w myslach taksówkarza. Po patrzyłam na wyświeltlacz mojej nokii. Graja juz od 25minut a ja nie przejechałam jeszcze połowy drogi - Przepraszam ile jeszcze?? - zapytałam zniecierpliwiona
-Oj. Prosze pani. Był jakis wypadek i jeszcze to potrwa z jakies pół godziny do 40minut. - Z mojego gardła wydał sie przeciągły jek. W myslach szybko bliczyłam ile zdąze zobaczyc. Nie cała godzine?? Mało. Ogarnął mnie dziwny niepokój. Czułam ze cos sie wydarzy. Po 45minutach wreszcie dotarlam podo hale w ktorej odbywał sie koncert. Zobaczyłam znajomego ochroniarza, szedł w kierunku drzwi wejsciowych
-Prosze pana?? - krzyknęłam
-O to pani - zrobił sie czerwony - Ja przepraszam. Naprawde nie wiedziałem. Tyle dziewczyn mi tak mówi. Musze uwazac
-Nic sie nie stało. Prosze mnie tam teraz wpuscic. Mam nawet bilet. - pokazałam mu kartonik na ktorej widniały twarze chłopakow
-To nie potrzebne - kazał mi schowac bilet - Prosze za mna - pociągnął mnie w strone bocznych drzwi. Po chwili usłyszalam muzyke i głosy chłopcow. Uśmiechnęłam sie do siebie. Czułam podniecenie mimo ze miałam ich na codzien. Przeszlismy przez ciemny korytarz aby w koncu znalezc sie pod sama scena
-O Boże - szepnęłam - Po patrzyłam na Richiego. Przypomniały mi sie nasze wygibasy pod przysznicem
-Ta jest pani koleżanka - wskazał na blondynke po drugieej stronie. Suzan jak zaczarowana wpatrywała sie w Chrisa, ktory spiewał akurat swoja partie
-No tears, and try to play my cool. With all you wanna do. It's me, me tonight tonght - posłał buziaka Suzy. Podbiegłam do niej i obie zaczełysmy piszczec jak cała reszta dziewczyn. Richie mnie zobaczył i posłał swój najpiekniejszy uśmiech. Kolana mi sie ugieły. Ze śmiechem udałam, ze mdleje. Mój blondas rozesmiał sie.
Image and video hosting by TinyPic
-Kocham cie - powiedział bezglosnie. Odpowiedziałam tym samym.
-Gdzie Agata i Inga z małym???
-Siedza tam daleko. Dla Olivierka jest troche za głosno.
-Ałłłłłłł!!!! - dostałam jakims miskiem w głowe. Podniosłam go i przeczytałam karteczke przyczepiona do łapki pluszaka. ,, Dla słodkiego Richusia. I LOVE YOU!! - Zamorduje!!!!! - powiedziałam na głos
-Co tam masz?? - Suzan zabrała mi miska - ,,Twoja na zawsze Amanda,, - przeczytała koncowke - Boze jakie one sa głupie
-Ten słodki Richus jest moj! I nie mam sie zamiaru nim dzielic - mruknęłam
-Ej?? Zauwazyłas sie ze Mikelowi sie cały czas myli?? - zagadała mnie Suzan. Przyjarzałam sie uwaznie. Zobaczyłam skupione miny pozostałej czwórki i rozbiegany wzrok Mikela
-Faktycznie - stwierdziłam
-Co z nim??
-Nie wiem. Z nim jest cos nie tak. Ta Joanna rozstroiła go zupełnie - skrzywiłam sie ale zaraz humor mi sie poprawił bo chopcy zaczeli śpiewac moje ulubione ,,Baby I Like,,
***
-Mikel co to miało byc??? Cały czas ci sie myliło!!! Zapominałes tekstu!!! Rozumiem twoje problemy miłosne ale to nie moge sie odbjac na naszym zespole - Jay krzyczał na Mikela
-Nie wiem co sie ze mna dzieje. To był ostatni raz. Musze pocwiczyc, ostatnio sie opuscilem.
-No ja mam nadzieje - brunet troche spuscił z tonu i na nagi tors włozył tylko bluze, zabrał torbe i był gotowy do wyjscia
-Richie! Ruszaj sie! - pogonił blondyna ktory dpiero wkładał swoje dzinsy. - Wszyscy juz sa gotowi a ty jak zwykle sie guzdrzesz
-No chwila! -Richie załozył koszulke i wyszli z garderoby. Przeszli tym samym korytarzem, ktorym ja wczesniej szłam. Wyszli prosto pod podstawionego busa w ktorym juz na nich czekałysmy. Richie mocno mnie przytulił i długo trzymał w objeciach.
-Co jest kotku?? - odgarnęłam mu grzywke opadajaca na twarz - dobrze sie czujesz?? - zapytałam. Był blady, a jego oczy szkliste. Chłopak skinął głowa w odpowiedzi
-Jestem zmeczony - oparł głowe o moje ramie. Pogłaskałam go po policzku. Było mi z nim tak dobrze. Dałam mu całusa w czoło.
-Musiał sie naprawde zmeczyc - usmiechnęła sie do mnie Suzy, wskazujac wzrokiem na mojego blondynka - Śpi. Ojej jak słodko - rozesmiała sie kiedy Richie ziewnął i wtulił twarz w rekaw mojej bluzy. Jay spojrzał na mnie smutnym wzrokiem -Co sie stało?? - zapytalam z troska.
-Nic - starał sie byc wesoły - Ślicznie razem wygladacie. - usmiechnał sie do mnie. Richie zjechał mi glowa na kolana. Pogłaskałam go po włosach
-Nie martw sie - szepneła do niego Suzan - Ona sama nie wie czego chce
-I to mnie własnie zaburza. Ale nie chce o tym rozmawiac - popatrzył przez okno na
kolorowe neony sklepow w centrum miasta.
-CHRRRRRIS?????????? Może wreszcie zajął bys sie mna?? -Suzy pstrykneła Watrina w ucho
-Ał. No ciekawe jak?? Usiadłas obok Jaya. Niech on sie toba zajmie. - wrocił do rozmowy z kierowca busa
-Jak chcesz. - odwrociła sie - Jay??? - zatrzepotała rzesami do bruneta - Kocham cie!! - przytuliła sie do niego. Jay sie rozesmiał - Skrywałam to tak długo. - ciagneła - Ale Chris doprowadził do tego ze musiałam sie przyznac - wyznała dramatycznym glosem
-Och Suzy!!! Tyle na to czekalem. Ja tez cie kocham. Nie chcialem ranic Chrisa ale skoro ty sie przyznałas. - rechotał brunet. Humor chyba mu sie poprawił
-Och Jay!! Wyjedzmy razem i zapominjmy o reszcie. Kochajmy sie w goracym słoncu na pieknej plazy. -Jaylo lekko zaszokowany spojrzał na nia i rozrechotał sie jeszcze bardziej. Ja przygladałam sie im i co chwile wybuchałam śmiechem
-O Suzan!!! Jak mogas mi to zrobic?? - odzwał sie Izzy z udawana rozpacza - Z Jayem?? Myślalem, ze jestem lepszy od tego prostaka - spojrzał z odraza na Jaya i od razu dostał od bruneta w głowe.
-Izzy, Chris. WYBACZCIE! Ale ja kocham Jaya!! - cmokneła w policzek zdziwionego bruneta. Chris odwrocił sie do Suzy
-Czy ja dobrze słyszalem?? - odezwał sie - Zdradzasz mnie z Jayem??
-Chris tak mi przykro - brechtała sie Suzan - Nie chciałam ci tego mowic ale wydało sie - pogłaskała go po policzku płaczac ze smiechu.
-O nie!!! O nie!!! nigdy ci tego nie wybacze - wkurzył sie na niby Chris
-Chris!!!! Błagam!! Kocham cie!!
-A my??? - odezwali sie Izzy z Jayem -Chyba nas nie zostawisz??
-Nie wiem, musze sie zastanowic - udała ze płacze - Ale Chris - zaszlochała - Nie zostawiaj mnie -
-Och Suzy!!! Wybaczam ci!! A najlepiej to proponuje czworokąt - chichrał sie Watrin - Dobra konec tego dobrego!! Wysiadamy!! - wrzasnał
-Richie. Obudz sie - lekko potrzasnełam chlopakiem - Wstawaj! - przestawiłam go do pozycji siedzacej
-No juz - wyraznie mial zły humor - Chwila - wysiadł z busa i lekko sie zatoczył, byłby sie przewrocil gdyby nie Jay ktory złapał go za ramie
-Uwazaj! - upomniał go
-Jezu zakreciło mi sie w glowie - warknał Richie
-Na pewno dobrze sie czujesz?? - zapytałam ponownie
-Tak - burknał - Nic mi nie jest
-Humorek - muknał cicho Jay - Ciezko z nim masz - objał mnie ramieniem i patrzył jak Richie wkurza sie bo uciekła mu winda. Ze złosci walnał reka w sciane i zaraz potem skulił sie z bólu
-Oj ciezko - westchnełam. Zachciało mi sie smiac z blondyna ktory wsciekal sie bo cały czas cos wypadało mu z reki. Zobaczył nas kierujacych sie w jego strone i jadowitym głosem stwierdzil:
-Jay!! To jest moja dziewczyna!! I nie życze sobie zebys ja obsciskiwał. - brunet parsknał smiechem a ja z trudem sie powstrzymywałam.
-Może juz nie jest?? - powiedział ze śmiechem starszy z chłopakow
-Maria co to ma znaczyc??
-Oj Richie. Na żartach sie nie znasz?? - nie wytrzymałam i zaczełam sie smiac z jego głupiej miny
-Heh. Bardzo śmieszne - wkurzył sie jeszcze bardziej - Chodzcie - winda przyjechała i weszlismy w 3. Richie nie odezwał sie do mnie ani słowem tylko klął cos pod nosem
-Co jemy na kolacje?? - zapytałam kiedy wszyscy znalezlismy sie w salonie apartamentu
-Moze chinszczyzne?? - zaproponował Jay
-Bleee.. Lepsza pizza - zasugerowal Izzy na co wszyscy przytakneli
-Okey - po chwili czekalismy na 4 Corridy dla chłopakow i 3 Capriciosa dla nas
-Richus chesz coli?? - zapytałam moje słonko - Albo moze cs innego - wskazalam na napoje i piwo
-Nie - rzucił tylko
-Co sie dzieje?? - usiadlam obok niego i chciałam przytulic
-Nic. Ide spac - wyrwał sie i poszedł do swojego pokoju
-No cóz... bywa - zrobiła mi sie przykro ze mnie tak potraktował - cos dzisiaj z nim nie tak.
-Nie przejmuj sie - skwitował Izzy. Usmiechnełam sie lekko. Po pysznej kolacji w hotelu zostlismy tylko Ja, Richie, Jay ktoremu pod opieke dostał sie Olivier. Reszta wyrwała sie na miasto. Siedziałam sama w salonie i ogladałam telewizje kiedy przyszedł do mnie Richie owiniety szczelnie kołdrą. Popatrzyłam na niego krzywo i pwrociłam do ogladania filmu. Wciaz byłam zła za jego wczesniejsze zachowanie Blondyn usiadł obok i jak gdyby nigdy nic przytulił sie do mnie. Był rozpalony.
-Powiesz mi wreszcie co ci jest?? - pusciłam w nie pamiec jego focha i przytuliłam swoje usta do jego gorącego policzka...
***
KONKURS (taki mały)!!!!!!!!!!!!!!! Piewrsze dwie osoby ktore napisza mi z ktorej poisenki jest partia Chrisa na koncercie dostana ode mnie po 10 komci!!!!
***
ŻYCZE WSZYSTKIM SZCZESLIWEGO NOWEGO ROKU!!!!
-PRZEDEWSZYSTKIM NASZYM PIEKNYM PANOM!!! Richie, Chris, Jay, Izzy, Vinc!!!! KOCHAM WAS!!!!
-Ingu;*;*;*
-Jolku ;*:*:*
-Mendi;*;*;*
-Scatty;*;*;*
-Kasi (www.milosc-jest-slepa-us5.blog.onet.pl);*;*;*;*
NO I WSZYSTKIM INNYM!!!!!!!!

TO JEST PIEKNE!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
komentarze [18]

Rozdzial 18 - Co ty wykombinowałas?? >> niedziela, 23 grudnia 2007 16:49:22
Hej wszystkim!!! Jutro WIGILIA. Chciałabym złozyc wszystkim najserdeczniejsze życzenia!! Zdrowia szczescia, wielu prezentow i jak zwykle wszystkim zycze: duzo SEXU!! Samej sobie zycze Ricza w łózku. Naszym kochanym chlopakom zycze zeby z Vincem podbijali reszte swiata i jak najszybciej znowu przyjechali do Polski!!! KOCHAM WAS!!!! Wybaczcie ze tak krotko ale wkleiłam specjalnie dla Ingusi ktora jutro wyjezdza BUZIAKI!!
***
...-Jdziemy do tatusia - maluszek usmiechnął sie co wywołało zachwyt pozostałych dziewczyn. Podróz minęła im spokojne chociaz chwilami Suzan miała ataki paniki, i trzeba byo ja uspokajac (miała lek wysokosci) Zmeczone dotarły do hotelu ,,Millenium,, dopiero ok. 3 nad ranem
-No to chłopcy sie zdziwia - szepnęła Suzan do dziewczyn kiedy wszystkie lezały w 2 osobowym łóżku ale tak wielkim ze zmiesciły sie we 4.
-Oj zdziwia - odparła Inga. Po chwili wszystkie spały
***
-Dzien dobry dziewczeta - usmiechneła sie Inga do pozostalej 3, siedzac w jadalni hotelowego pokoju. Karmiła butelka dziecko i patrzyła w telewizor - O!! - podskoczyła - Chłopaki!! - pozostale dziewczyny wskoczyły na kanape obok dziewczyny Izziego
-O boze!! On jest śliczny - Masria czule wpartrywała sie w twarz swojego Richusia na ekranie. Po wywiadzie puscili teledysk ,,In da club,,. Maria z Suzan zaczeły tanczyc i wygłupiac sie. Po chwili do łaczyły do nich Inga z Agatą
-,,Everybody in the club let's party All my fellas grab a sexy shorty,, - śpiewały razem z us5. Piosenka sie skonczyła a one tarzały sie po pokoju ze śmiechu. Malutki Olivierek leżał w nosidełku i przygladał im sie zaciekawionym wzrokiem
-Diewczyny!! Ubieramy sie i idziemy na miasto - zarzadziła Agata
-Czuje sie jak kretyn wiecie??? Jak bym pierwszy raz miała zobaczyc chłopakow - ztwierdziła z powaga Maria
-Heloł to chyba jakis dzołk - rozesmiała sie Suzy
-No co?? - dziewczyna rzuciła bluzka w blondynke. Zaczeła si po miedzy nimi wojna na poduszki. Agata z Inga spojrzaly na siebie
-Kretynki - szepneła jedna z nich i wzieła swojego malutkiego synka na rece - Co syneczku ubierzemy cie w ciuszki od tatusia - wyciagnęła z torby malutka bluzeczke z czacha i jeansowe spodenki z łancuchem.
Po godzine wszystkie były gotowe do wyjscia. Maria włozyła na siebie ulubiona sukienke Richiego: turkusowa z czarnym nadrukiem na plecach.
Image and video hosting by TinyPic
Suzy załozyła biała bluzke z wyszytym wielkim ,,CH,, i czrna spódnice. Inga w czarna koszulke z gołymi plecami i granatowe rurki.
-Agata szybciej - pospieszyła ja Suzy
-Nie wiem w co mam sie ubrac!!!
-O matko masz tyle ciuchow!! Załóż to biała sukienke w błekitne różyczki. Jay padnie!
-Maria!!!
-Co??? Przeciez dla niego tu jestes.
-Nie. Jestem tu zeby odpoczac od kłótni i w ogole od Nickeya.
-Czyli sami przez sie. Dla Jaya. On jest sexy. - stwierdziła M.J.
-Spadaj - Agata zamknęła drzwi od pokoju i ubrała sie w to co pol

***
-Richie wstawaj - Chris trzepnął śpiocha w głowe
-Wal sie
-Wstawaj mamy 20 minut do próby a potem jedziemy do hali gdzie gramy
-Co???? - Richie zerwal sie gwałtownie - Dlaczego nie budziliscie mnie wczesniej???
-Nie budzilismy??? Byl tu u ciebie kazdy
-Jaaaasne. Już wstaje. Daj mi 2minuty. - chłopak usiadl i poprawił rozczochrana grzywke - jak ja wygladam - spojrzal w lusterko - Nie wyrobie sie w 20 minut
-Mamy godzine. Musiałem cie jakos dobudzic. W godzine chyba zdazysz??
-Powinienem. Błagam zrób mi cos do jedzenia
-Żartujesz sobie?? - Chris puknął sie w czoło - Zapomnij. Zrób sobie sam. Ja ide pobiegac
-CHRIS błagam!!!
-Richie!! Ile ty masz lat????
-18. Ty jestes starszy, mogłbys mi zrobic.
-Nie gadaj tylko wstawaj! Bye...
-Kretyn - mruknął pod nosem Richie i wykrecił numer do Marii
-Hej kotku - odebrała juz po pierwszym sygnale
-Co tam u was żyjecie jeszcze bez nas???
-Śmieszne... O tak jest wspaniale. Wyszłysmy sobie do rynku w 6
-No to chyba za mna nie tesknisz - miał smutny glos
-Alez tesknie - posałala mu całusa przez sluchawke. Richie usłyszał chchot reszty dziewczyn.
-Ej?? Czy z wami wszystko w porzadku??
-Tak. Wszystko dobrze. - trudno jej było utrzymac powage. - Musze konczyc.
-Szkoda. Teeeesknie za toba. Chciałbym zebys tu była
-Czasem marzenia sie spełniaja. Całuje cie goraco. Muachhh;* - wyłaczyła sie. Richie usłyszał tylko sygnał w telefonie
-Dziwne bardzo dziwne - powiedział sam do siebie i wyskoczył z łózka. Wspominał dotyk Marii jej ciapła skóre. Chciałbyc z nia cieszyc sie jej obecnoscia. A jej tu nie mogło byc.
Ubrany w zwykła czarna koszulke i jesne dzinsy wyszedł do kuchni. Na stole stal talerz z dwiema kanapkami z serem zółtym i ketchupem. Obok lezała karteczke
-Jak bys nie wiedział ze ie znosze ketchupu - spojrzał sceptycznie na przygotowane sniadanie a potem jego oczy zatrzymały sie na cyfrrblacie zegarka : 10:52 - CHOLERA!!! - w pospiechu zjadł jedna z bułek a druga w drodze do sali wpycha sobie do buzi, popoijajac zimna cola
-Jestes wreszcie - mruknął Jay - Do roboty wszyscy juz sa tylko jak zwykle ty sie spozniłes
-Nie prawda ostatnio spoznił sie Izzy
-Nastepnym razem masz sie nie spózniac
-Jay to tylko 3 minuty. Spokojnie
-Zamknij sie i chodz tu!
-Boze co ci jest??? Nie wyspałes sie czy co???
-Jezu chłopaki ale macie problemy - wtracił sie Mikel - Zaczynamy
***
-Nazywam sie Syzy. Jestem dziewczyna Chrisa Watrina. Wpusci pan nas - pokazała na reszte - do chłopakow???
-Tjaaa.. Wszystkie ta mówia. Myslicie ze sie na to nabiore?
-Naprawde jestem jego dziewczyna!!Ta brunetka to laska Richiego a ta z dzieckiem to Izziego
-Dobra dobra... Lepiej juz idzcie!
-Jak mam to panu udowodnic???
-Mam was wyprowadzic czy wyjdziecie same???
-Jest pan śmieszny - Maria była zła
-Dziewczyny chodzcie zaraz do nich zadzwonimy i wyjda - zaproponowała Inga
-Nie!! Prosze go natychmiast zawołac tutaj Chrisa!
-Przeginasz panienko. Wyjdzcie stad wreszcie!
-Zobaczy pan wywala pana z pracy - Suzy prychnęła, odwrociła sie na piecie i wyszła. Maria zmierzyła go wzrokiem i równiez wyszła
-Debil - rzuciła tylko Inga i usiadła na ławce obok budynku - Bywa... No widzisz synku?? Nie chca nas wpuscic do ojca. Co za ludzie - dziewczyna pocaławała piastke chłopaca a ten głosno sie rozesmiał
-Moze on ma racje? - powiedziała do siebie M.J. ,zastanawiajac sie nad słowami Richiego i przygladaja sie szczesliwej Indze
-No patrzcie nawet sama nie musiałam dzwonic - Suzy spojrzała na wyswietlacz swojej czarnej nokii - Czesc Chris
-Czesc kotku. Tęsknie za toba. Chce juz wracac.
-Co mowiłes??? Cos przerywa - Suzy popukała w telefon
-Mówiłem ze cie kocham i ze chce juz wracac do domu - powiedział głosniej Chris
-Ja tez cie kocham kotku - usmiechnęła sie sama do siebie - gdzie ty jestes?? Strasznie trzezczy - popukała jeszcze raz. Dziewczyny spojrzały na nia ze zdzwieniem
-W sali gimnastycznej, poczekaj wyjede na chwile
-No to zadzwon jak juz wyjdziesz zhotelu. Czekam - rozłaczyła sie
-Co za gowno! Nawet przez telefon nie da sie porozmawiac - wkurzył sie Chris - Ide na dwór.
-Ide z toba - Jay poszedł za nim
***
-Idą - zapiszczała Suzan - Boshe, Jay co za sex!! - rozesmiały sie wszystkie na widok Jaya białym podkuszulku i szarym szerokim dresie, do tego czarne słoneczne okulary
-Gdzie Richie?? - skrzywiła sie Maria
-Oj zaraz. Ok dzwoni. No hej - znowu odebrała telefon - Już lepiej
-Co robicie?? - zapytał blondyn słyszac gaworzenie Oliviera. Siedzimy sobie na ławce w parku przed hotelem.
-Yyy.. Ale przed naszym domem nie mam parku.
-Oj tam.. Wiesz co??
-Co??
-Ponetnie wygldasz jak sie tak opierasz o ta sciane. Twoja czarna koszulka doprowadza mnie do spazmow - Chris zrobił durna mine
-Suzan?? Co ty wykombinowałas?? - Chłopak zobaczył biegnaca w jego strone blondynke. Suzan wskoczyła na niego i oplotła udami w pasie
-Witam pana
-Eee.. Co tu tu robisz??
-Przyjechałam na kocert us5 - usmiechnęła sie głupkowato - Nie cieszysz sie??
-Jestem zaszokowany - przytulił ja do siebie - Ale bardzo sie ciesze ze tu jestes kotku - pocałował ja czule. Ona objeła go jeszcze mocniej.
-To milusio -rozesmiała sie
-Czesc - Jay spojrzał za siebie
-Agata? Hej - tez był lekko zdziwiony - Miło cie widziec - schilił sie i złozył na jej ustach lekki pocałunek. Dziewczyna nie opierała sie
-Gdzie reszta?? - zapytała Inga - chcemy do Izza
-Chodzcie - Jay zaprowadził je do sali gimnastycznej. Richie leżał na ziemi a Izzy siedział na nim i go ujezdzał. Obydwoje głosno sie smiali i nie zwrocili uwagi na to ze reszta weszła do pomieszczenia
-Izzy ja rozumiem ze bez Ingi brakuje ci seksu ale z miom richiem?? - odezwała sie Maria powaznym głosem. Blondyn natychmiastowo wstał zrzucajac z siebie punka, ktory przywalił głowa w podłoge
-OMG!! - jeknął
-Izzy!! Nic ci sie nie stało?? - podbiegła do niego Inga
-Ingus kotku czy to sen czy to naprawde ty??? - spytał lekko otumaniony facet
-Ni to nie sen. Izzus - dodała ze smiechem....
Image and video hosting by TinyPic
komentarze [13]



Licznik

Moje opo czytało osób ;p

Księga Go?ci

Zobacz
Napisz

Dodaj mnie


Dodaj do ulubionych

O mnie

O mnie

Archiwum

2007
lipiec (1)
sierpien (4)
wrzesień (5)
październik (4)
listopad (5)
grudzień (3)

2008
styczeń (1)
luty (2)
marzec (4)
kwiecień (2)
maj (2)
czerwiec (1)
lipiec (1)



Linki

Filmiki z Us5
SEXY!!!
Mama
Richie Sweet
Richie - Best friend
Just because of you
Z występu w Berlinie
Cwiczą taniec do In the Club
Maria
In the club
365 days
Us5 is CRAZY
Rhythm of life
Us5 w Polsce
Dla fanek Chrisa
Us5 w KI.KA.
Funny:)
filmik z programu Olivera Pochera
one night with you
Mama sims2 version
Wywiad:)

Blogi :)
http://miei-taccuino.blog.onet.pl/
http://rebbel-us5.blog.onet.pl
http://we-love-uski.blog.onet.pl/
http://milosc-nie-jedno-ma-imie.blog.onet.pl/ POLECAM!!!
http://www.mam-z-glowa.blog.onet.pl
http://zycie-niny-kate-i.blog.onet.pl/
szabcia.blog.onet.pl/
http://ja-i-us5-story.blog.onet.pl
opowiadanie-o-mnie-i-us5.blog.onet.pl/
http://to-touch-dreams.blog.onet.pl/
http://milosc-jest-slepa-us5.blog.onet.pl
http://richie-chris-mikel-izzy-and-jay-sweet.blog.onet.pl/
http://marks-stories-about-us5.blog.onet.pl/
http://piatka-ktora-nadaje-nowy-sens-muzyce-us5.blog.onet.pl/
ocenki-i-dodatki.blog.onet.pl/
http://opo-od-mendi.blog.onet.pl/
www.moje-opko-o-mojej-milosci.blog.onet.pl
http://us5-show.blog.onet.pl/
http://ja-i-us5-story.blog.onet.pl
http:// www.jess-agnes-and-us5.blog.onet.pl
http://us5-richie-fanboard.blog.onet.pl/
http://us5-s-o-sweet.blog.onet.pl/
http://opowiadanko-o-richiem-i-us5.blog.onet.pl/
http://kolorowy-swiat-doroty.blog.onet.pl/
http://richie-and-melody-beautiful-story.blog.onet.pl/
http://moja-milosc-chris-watrin.blog.onet.pl/
http://bad-girl-bad-story.blog.onet.pl/
http://love-above-death.blog.onet.pl/
http://inconsolable.blog.onet.pl/
www.love--me-or-hate--me.blog.onet.pl

Gry
Randkowanie
Ubierz chłopaka
Udekoruj paznokcie
Ubierz dziewczyne

Tłumacze
tłumaczenie angielskiego
tłumaczenie niemieckiego



Fav

ambarasintimate-memoriesstookrootkaaopo-kochany-richieus5-niezapomniana-historiaprzygoda-nicolei-am-melanie

Kluby



Lay by:

Miley from princess--13